Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Literackie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2017

Recenzja "Historia Mademoiselle Oiseau" Andrea de La Barre Nanteuil, Lovisa Burfitt, Wydawnictwo Literackie

Na jakiś czas odstawiłam czytanie, zniechęcona ilością kiepskich książek, o których napisałam wam w trzech ostatnich postach. Dosyć już miałam tych rozczarowań, tych miałkich powieści, nijakich bohaterów i słów nadmuchanych niczym wydmuszki.

Historia Mademoiselle Oiseau, recenzja, ArtMagda, Literackie
Ale nie czytać, to jak nie oddychać. A ja nie umiem długo wytrzymać bez powietrza. Kolejny raz złą passę przerwała publikacja Wydawnictwa Literackiego. Kolejny, bo już zimą dopadło mnie potworne znużenie ckliwymi opowiastkami w tematyce około świątecznej. Szczęśliwie jednak w moje ręce trafiła wtedy bardzo dobrze napisana powieść "Życie motyli" - właśnie Wydawnictwa Literackiego - i wyrwała mnie ostatecznie z zimowego snu nie czytania.

Raz - to przypadek. Dwa razy - to już reguła. Jeżeli chcesz dostać dobrą prozę, to sięgnij po dobre wydawnictwo.

"Historia Mademoiselle Oiseau" to balsam dla mojej romantycznej, humanistycznej duszy. Jest to opowieść tak uniwersalna, że zarówno dzieci będą słuchać jej z zapartym tchem, jak i dorośli.

Historia Mademoiselle Oiseau, recenzja, ArtMagda, Literackie
Najpierw nacieszyłam oczy perfekcyjnym wydaniem, dużym formatem, zgrabną czcionką. Następnie pokazałam swoim synom przepiękne ilustracje: grubą, czarną kreskę przechodzącą w rozlane akwarele, ogrom detali i intensywność kolorów. Zaciekawieni zaczęli liczyć ile kotów ukryło się na pierwszym obrazie. Wyszukiwali ptaszki, piórka, guziki i pompony. Kartkowali książkę, tropiąc kolejne rysunki. Obserwowałam zaskoczona, z jaką łatwością weszli w ten niezwykły świat Mademoiselle Oiseau, a gdy zaczęłam czytać im jej historię, słuchali z otwartymi buziami. 

I to jest właśnie magia tej książki. Może czytać ją każdy - od pięciu do stu pięciu lat - i każdy pokocha te dwie, nietuzinkowe Paryżanki: ekscentryczną Mademoiselle Oiseau i nieśmiałą Izabelę.

Historia rozegrana jest na pograniczu rzeczywistości i bajki. Izabelę poznajemy w chwili, gdy jest bardzo nieśmiałą dziewczynką, czującą się tak niepewnie we własnej skórze, że niemal staje się niewidzialna. Przypadkowo trafia do mieszkania sąsiadki, która otwiera przed nią niezwykły świat bajecznych kolorów, magicznych tarasów, niezliczonej ilości kotów i francuskich makaroników. Izabela - nie mając żadnej alternatywy - zagłębia się w ten świat bez wahania i prowadzi nas przez brukowane uliczki Paryża, bujne ogrody, poddasza pełne eleganckich sukien i kapeluszy. Każdy kolejny dzień przynosi nową przygodę. I nową lekcję życia - tak dla Izabeli, jak i dla czytelnika.

Jestem pod wrażeniem warsztatu autorek, tego jak płynnie prowadzą fabułę cienką linią pomiędzy snem a jawą. Tego jak zgrały swoje dwa głosy, by stworzyć jedną, spójną historię. Doświadczenia Izabeli są piękną alegorią poczucia odrzucenia, nieśmiałości i zarazem szukania akceptacji, szukania siebie. Mademoiselle Oiseau uczy dziewczynkę, jak doceniać drobne przyjemności, jak cieszyć się życiem.

Zdaniem Wandy Chotomskiej "Książki dla dzieci trzeba pisać tak, by dorośli się nie zanudzili, czytając je dzieciom". I tak właśnie napisana jest ta opowieść.

Gorąco polecam - małym i dużym czytelnikom - ArtMagda.

wtorek, 7 lutego 2017

Recenzja przedpremierowa "Życie motyli" Katarzyna Ryrych, Wydawnictwo Literackie

Jeżeli zarwać noc, to tylko czytając dobrą książkę. Dobrą, bo dobrze napisaną. Warsztat jest podstawą. Nie wystarczy ciekawa historia, trzeba jeszcze umieć ją opowiedzieć tak, by nie zagadać czytelnika, nie zanudzić go banałami i przewidywalnym scenariuszem. Trzeba wiedzieć, jak zbudować wiarygodne postacie, którym czytelnik będzie szczerze kibicował i jak odrysować emocje, z którymi utożsami się z łatwością.   


Życie motyli, Katarzyna Ryrych, książka, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Szczęśliwie, Katarzyna Ryrych to wszystko wie i dzięki jej najnowszej powieści "Życie motyli" znów przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa przyjemność czytania. Znów zaczytałam się do tego stopnia, że nie zauważyłam, kiedy zrobiła się północ! Znów myślałam 'jeszcze tylko kilka stron', a czytałam dalej i dalej, nie mogąc przestać. 

To prawdziwa magia. Świat przedstawiony w "Życie motyli" Katarzyny Ryrych jest tak autentyczny, że wpadasz w niego po uszy i chcąc, nie chcąc, jesteś w samy środku wydarzeń. Musisz czytać dalej. To odgórny przymus, z którym nie da rady dyskutować. To ciekawość sięgająca zenitu, ale też kompletna bezradność wobec ładunku emocjonalnego, jaki ta powieść ze sobą niesie. 

"Życie motyli" to powieść obyczajowa, ale nie daj się zwieść etykietkom! Nie znajdziesz tu tandetnego romansu, ani ckliwego happy-endu. Życie to nie bajka. Znajdziesz za to prawdziwe, trudne relacje i wysoką wrażliwość autorki z jaką o nich opowiada. 

Główna bohaterka musi zawalczyć o siebie, swoje nowe życie po rozwodzie, po pięćdziesiątce, po utracie domu i przeprowadzce do małego, zapyziałego miasteczka, gdzie kątem zamieszka u starej ciotki. Musi przeciwstawić się wszystkiemu, w co wierzyła dotychczas, odrzucić skostniałe skorupy, które skutecznie latami przysłaniały jej rzeczywistość. Musi w końcu zmierzyć się z sobą, zapragnąć zmian i uwierzyć, że klucz do szczęścia nosi w sobie. Od zawsze. Na próżno szukać go w innych.

Jestem pod wrażeniem, jak autorka potrafiła stworzyć powieść lekką, kobiecą, a zarazem tak niebanalną i nieszablonową. Literatura popularna nie musi być niska, co wiem od dawna, ale równie od dawna brakowało mi polskiego potwierdzenia tej tezy. I w końcu znalazłam je w książce Katarzyny Ryrych.

Świetna proza, dobrze napisana, czysta przyjemność z lektury gwarantowana! Polecam bardzo, ArtMagda. 

Do 15 lutego trwa konkurs na moim Fanpagu ArtMagda, w którym do wygrania są 2 egzemplarze książki "Życie motyli" - zapraszam do udziału :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Zapowiedź "Życie motyli" Katarzyna Ryrych, Wydawnictwo Literackie

zapowiedź, recenzja, Życie motyli, Ryrych, ArtMagda, wydawnictwo Literackie
Minęły 2mc odkąd zamieściłam ostatnią recenzję. Nie dlatego, że nic nie czytałam, bo czytam niezmiennie, nieustannie. Ale dlatego, że albo trafiałam na wybitnie słabe książki, które mnie rozczarowały i zniechęcały, by napisać o nich cokolwiek, albo zajęta byłam własną książką :) Tak, tak, ku mojemu zaskoczeniu zimowa aura, której szczerze nie znoszę, sprzyja pisaniu jak cholera! 

Ale w końcu zła passa minęła i bez wyrzutów zarwałam noc, by dokończyć świetną powieść Katarzyny Ryrych. Jak dobrze znów czytać DOBRĄ prozę, DOBRZE napisaną, przemyślaną, bez ckliwych happy-endów! 

Jeszcze dziś na blogu pojawi się recenzja, wypatrujcie :) Ale już teraz polecam bardzo "Życie motyli", powieść która ukarze się 16 lutego nakładem Wydawnictwa Literackiego.

ArtMagda.

poniedziałek, 5 września 2016

Recenzja "Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Wydawnictwo Literackie

Niektóre książki zapadają we mnie tak mocno, że jeszcze długo po skończonej lekturze nie potrafię o nich mówić. Wrażenia są jak rozsypane kawałki kolorowych szkiełek, każde mieni się swoim światłem, ale dopiero zebrane razem tworzą kompletny witraż emocji. Potrzeba czasu, by pył wzruszeń opadł. Książkę "Podróże z owocem granatu" przeczytałam na początku wakacji. Po tygodniu sięgnęłam po nią ponownie, tym razem czytałam uważniej, spokojniej. Delektowałam się każdym akapitem, zakreślałam trafne spostrzeżenia. I dopiero dziś zebrałam się w sobie, by wam o niej opowiedzieć. 


Podróże z owocem granatu, Sue Monk, recenzja, ArtMagda
Jest to osobisty, chwilami wręcz intymny dziennik podróży spisany przez dwie kobiety: matkę Sue Monk Kidd i córkę Ann Kidd Taylor. Dzięki tej nietypowej narracji mamy okazję spojrzeć na daną sytuację z punktu widzenia dwóch osób. Wgląd w wydarzenia jest więc pełniejszy, to czego nie zauważy jedna, dopowie druga. Natychmiast uderzyło mnie, jak rozbieżne są ich spostrzeżenia. Dwie dorosłe kobiety, każda na innym etapie życia, każda z innym bagażem doświadczeń podróżują razem. Zwiedzają te same miejsca, ale każda odnajduje w nich co innego. Na początku wędrówki dzieli je niemal wszystko, trudno im szczerze rozmawiać, otworzyć się. Na końcu odkrywają jak wiele je łączy. Wspólna podróż pozwala poznać się na nowo, odnaleźć nić porozumienia. Relacja matki-córki przeobraża się wraz z kolejnymi zapiskami w dzienniku, by na końcu powieści dojść do satysfakcjonującej więzi pełnej zrozumienia, szacunku i miłości.

"Porzuć pozostałe światy z wyjątkiem tego, do którego przynależysz". s.174

Poza podróżą geograficzną charakterystyczną dla powieści drogi, nota bene fascynującą wędrówką po Grecji, Francji i Turcji, mamy tu przede wszystkich podróż emocjonalną, wewnętrzną wyprawę w głąb siebie. Niezwykłą drogę rozwoju musi przejść zarówno 50-letnia pisarka stojąca u schyłku swojej młodości jak i jej córka, która w tę pełnię kobiecości dopiero wkracza. Matka zmaga się z kryzysem twórczym, miota się między bohaterami pisanej aktualnie powieści, a postaciami mitologii greckiej, których śladami podąża podczas wędrówki. Córka natomiast przytłoczona oczekiwaniami bliskich gubi gdzieś siebie i nie potrafi odnaleźć swojego miejsca. Dopiero podróżowanie pozwala jej odkryć, co tak naprawdę chce w życiu robić.

"Nie mam pojęcia, skąd wiedziałam, że to prawda - na dodatek kluczowa, szczerze mówiąc - ale wiedziałam. Być może stąd, że byłam daleko od domu, daleko od codzienności i po raz pierwszy w życiu mniej czy bardziej sama. Czułam się jak na dziwnej randce z samą sobą. U boku mojego chłopaka wiedziałam, kim jestem. Zainwestowałam kilka lat w rolę uleglej dziewczyny, w przystosowanie i podporządkowanie się, w bycie tym, kim chciał, abym była. Ale w Grecji istniałam w odosobnieniu i pośród tej ciszy zdałam sobie sprawę, że zgubiłam gdzieś siebie". s.33

Obserwowanie jak Ann dojrzewa do bycia pisarką, jak z każdą chwilą coraz pewniej stawia kroki, jak daje sobie przyzwolenie na robienie tego, co jest całkowicie zgodne z jej naturą i osobowością, było dla mnie niebywale wciągającą, wręcz hipnotyzującą przygodą. Równie ciekawe okazały się zapiski Sue - doświadczonej pisarki, jej wnikliwe obserwacje świata, trafne spostrzeżenia i próby pogodzenia się z upływem czasu. Życie toczy się cyklicznie, gdy domyka się jeden krąg, otwiera się następny. I choć nowy jest nieznany i w pierwszej chwili wydaje się gorszy, umyka przecież świeżość kobiecości, a młodość musi ustąpić miejsce Starej Kobiecie, to okazuje się, że kolejny etap życia ma wiele do zaoferowania. 

Powieść Sue Monk Kidd przepełniona jest symboliką. Odnajdziecie tu motyw owocu granatu, jako twórczego źródła siły, energii, płodności. Mity greckie i ich bohaterów, jak Demeter i Persefona. Ikony Matki Boskiej, Czarnej Madonny, Madonny z Montserrat, kapliczki, wzgórza, ruiny, studnie i mroczne podziemia. Wszystkie te elementy zgrabnie przeplatają się z głównym wątkiem wewnętrznych poszukiwań, wzrastania i odkrywania siebie.

Ciepła, mądra, poruszająca powieść do której z pewnością będę powracać. Autentyczne zapiski pisarki z podróży i jej szczere wyznania dotyczące relacji z córką i zwątpień twórczych zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Polecam gorąco, znakomita proza, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Literackiego

czwartek, 30 czerwca 2016

Recenzja "Przeznaczeni" Katarzyna Grochola, Wyd. Literackie i konkurs!

Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z pisarzem, który znika na kilka lat? Z pewnością pracuje nad kolejną powieścią, może próbuje sił w nowych gatunkach literackich, może chce zaskoczyć czytelnika nowatorską formą, czy wnikliwą analizą rysu psychologicznego swoich bohaterów. Jakie zmiany muszą w nim zajść, jak dalece musi wycofać się z życia publicznego, zatracić w głąb siebie, by powrócić z nową, tak znakomitą prozą, że trudno w niej odnaleźć dawnego pisarza? 


Grochola, Przeznaczeni, recenzja, ArtMagda
Katarzyna Grochola pisze od 20 lat. Nigdy nie krytykowałam jej wcześniejszych powieści, choć nie ukrywam, że nie należałam do grona fanów. Uważam jednak, że dopóki literatura znajduje odbiorców, to warto ją tworzyć. I właśnie teraz, po 20 latach twórczości pisarskiej, Grochola daje nam powieść, która karze mi inaczej spojrzeć na autorkę. Porównując jej pierwsze książki z najnowszą "Przeznaczeni" widać wyraźnie jak długą drogę musiała przejść, jak wiele zmian musiało zajść, tak w świecie w którym żyje, jak i w niej samej, jak bardzo dojrzała, wyklarowała swój styl i dopracowała warsztat. Jeżeli za napisaniem znakomitej, jednej książki, ma stać dziesięć średnich, to jest to cena jaką warto ponieść. 

Nad najnowszą powieścią "Przeznaczeni" Grochola pracowała 4 lata i jak sama stwierdziła, dopiero po jej napisaniu poczuła się prawdziwą pisarką. A ja nie mam co do tego wątpliwości. Książka jest tak misternie skonstruowana, tak dopracowana, że niemal fizycznie można odczuć trud pracy, jaka została w nią włożona. Pisanie to przecież nie bułka z masłem, to ciężka, precyzyjna dłubanina, niezliczone ilości korekt, przekreśleń, poprawień. To czasochłonny research umożliwiający oddanie danego zagadnienia jak najbardziej wiarygodnie. To walka z własnymi demonami, wątpliwościami, zniechęceniem. Dobra proza nie pisze się sama, bez wysiłku, bez poświęceń. Dobra proza wymaga czasu. Jest dialogiem z czytelnikiem, ale przede wszystkim dialogiem z sobą samym, obnażaniem się. I taka jest bez wątpienia najnowsza książka Katarzyny Grocholi "Przeznaczeni", która ukazała się w maju nakładem Wydawnictwa Literackiego

Jest to powieść wielowątkowa, autorka sukcesywnie odsłania kolejne puzzle historii Gabrieli i Mateusza, Kuby i Jerrego oraz Aleksandry. Poszczególne fragmenty są stosunkowo krótkie, co pozwala szybko przejść z jednego wątku w drugi. Akcja rozgrywa się między subtelnymi, plastycznymi opisani a wartkimi dialogami. Trzy kompletnie różne historie stanowić by mogły materiał na trzy oddzielne książki. I byłyby to dobre książki z nieszablonowymi bohaterami. Ale dopiero połączenie ich w jedną, spójność całość przenosi prozę Grocholi na wyższy poziom.

Autorka wnikliwym okiem obserwuje zachowania ludzi, ich reakcje w skrajnych sytuacjach, ich walkę z własnymi słabościami. Niezwykle wiarygodnie opowiada o piekle uzależnienia od alkoholu i gier hazardowych. Chwilami miałam wrażenie, jakbym stała za jej plecami, wychylała się lekko i niemal mogła dotknąć stołu do ruletki, czy pokera, nad którymi pochyla się wraz ze swoim bohaterem. Grochola pisze tak, jakby stała na środku kasyna, z pierwszej ręki relacjonowała bieg zdarzeń. Nic tu nie jest wydumaną fikcją literacką. Jest twarda rzeczywistość, prawdziwi ludzi ze swoimi ułomnościami i realne emocje. Pisać tak, by czytelnik zatracił się w opowiadanym świecie i nie miał co do niego żadnych wątpliwości, to wilka sztuka. Grochola ją opanowała.

Jestem oczarowana precyzyjnym językiem, chwilami poetyckim, chwilami zimnym chirurgicznym, ale zawsze tak sugestywnym, tak dobitnym, że można odnieść wrażenie, że każde słowo zostało przemyślane 100 razy, zanim zostało napisane. Jakby autorka z każdym swoim zdaniem odbywała walkę o jego przetrwanie w książce. Wiele tu perełek, jak opis rzezi Ormian widziany oczami dziecka, czy opis rozdzierającej pustki po śmierci matki Aleksandry, jak w końcu opis przedmiotów, które zdają się też odczuwać samotność. 

Książka zmusza do refleksji nad naturą ludzkiego życia, nad tym czy rządzi nami przypadek, czy przeznaczenie. Czy życiowe wybory podyktowane są świadomą intencją, czy ślepym losem? To jeden z tych tytułów, o którym podczas długich, letnich wieczorów dyskutuje się z przyjaciółmi. To książka do której się wraca, zarówno myślami, jak i dosłownie, ponawiając lekturę i odkrywając za każdym razem coś nowego.

Jestem pod ogromnym wrażeniem przemiany autorki, odwagi w pisaniu, bycia bezkompromisowym, a jednocześnie tak wrażliwym i kruchym. Warto było czekać na jej powrót. Szczerze polecam, ArtMagda. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
_________________________________________________________________________


konkurs, Grochola, ArtMagda, Przeznaczeni
Dla czytelników bloga mam niespodziankę - najnowszą książkę Katarzyny Grocholi "Przeznaczeni"! Ponieważ mam 2 egzemplarze tej powieści, to postanowiłam jednym podzielić się z wami :) Zapraszam na konkurs! 
  
Zasady konkursu:
- wystarczy tylko w komentarzu pod tym postem lub pod postem na Fanpagu odpowiedzieć na pytanie konkursowe: Czy wierzysz w przeznaczenie? 
- konkurs trwa od 30 czerwca do 4 lipca 2016,
- spośród wszystkich odpowiedzi (na blogu i na Fanapgu) wybiorę jedną najciekawszą, a jej autor otrzyma ode mnie książkę "Przeznaczeni",
- nagrodę konkursową sponsoruje Wydawnictwo Literackie,
- zachęcam także do polubienia mojego Fanpage ArtMagda, choć nie jest to wymagane do udziału w konkursie. Po prostu będzie mi miło gościć was tam :)

Pozdrawiam wakacyjnie z upalnych okolic Opola, ArtMagda. 

czwartek, 19 maja 2016

Recenzja "Audrey w domu" i konkurs "Dzień Matki z Matrasem"


Z okazji zbliżającego się Dnia Matki księgarnia Matras wraz z grupą recenzentów przygotowała dla was konkurs, w którym do wygrania są rabaty w wysokości 33% na zakupy w księgarni internetowej.

Zasady konkursu:
- na 8 blogach recenzentów Matrasa znajdziecie posty opisujące literacką postać mamy, podzielone według gatunków literackich,
należy wybrać jedną kategorię, w której chciałoby się wygrać kupon rabatowy: biografia, piękna polska, piękna obca, młodzieżowa, horror, fantastyka, sensacja, kryminał,         
i w komentarzu pod postem z wybraną kategorią odpowiedzieć na pytanie konkursowe: Jaką postać literacką przypomina Twoja mama? 
- 4 najciekawsze odpowiedzi pod każdym z 8 postów zostaną nagrodzone rabatami na zakupy, 
- wybrane komentarze będą publikowane na wydarzeniu na Facebooku "Dzień Matki z Matrasem",
- konkurs trwa od 19 do 25 maja,                        
- regulamin


konkurs "Dzień Matki z Matrasem", księgarnia Matras, książki, rabat 


Ponieważ moją kategorią jest BIOGRAFIA, to mam dziś dla was recenzję fascynującej biografii "Audrey w domu", która ukazała się na początku marca br. nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Biografie zazwyczaj przeładowane są datami, nazwiskami i w efekcie czyta się je topornie. Autor spisuje wszystkie wydarzenia z życia opisywanej przez siebie postaci, tworzy coś na kształt kroniki i choć wszystkie te informacje podparte licznymi fotografiami są autentyczne, to całość brzmi bezosobowo. Powód jest prosty. Brakuje emocji i uczuć, które najlepiej oddają charakter człowieka. 

biografia Audrey Hapburn, recenzja książki, Wydawnictwo Literackie, ArtMagda
Tym razem jednak trafiła w moje ręce książka zupełnie nietypowa, bo przesiąknięta emocjami, a to za sprawą młodszego syna aktorki Lucas Dotti. Nikt tak pięknie nie potrafi opowiadać o swojej matce, jak kochający syn. Dzięki niezwykłym pamiątkom, rodzinnym przepisom kulinarnym i fotografiom z prywatnego archiwum, Lucas ukazał nam Audrey, jakiej dotychczas nie znaliśmy. W jego oczach aktorka była troskliwą, czułą mamą, miłośniczką zwierząt, oddaną przyjaciółką i zagorzałą amatorką czekolady i makaronów. Ze wspomnień syna wyłania się obraz kobiety, dla której rodzina stanowiła najwyższą wartość. Każde zdanie wybrzmiewa tęsknotą za rodzinnym domem wypełnionym zapachami, śmiechem i miłością. Domem który bez Audrey nie jest już tym samym. 

Z biografii "Audrey w domu" dowiemy się o trudnym dzieciństwie aktorki spędzonym w okupowanej Holandii, gdzie zaznała głodu i cudem uniknęła śmierci. Przeczytamy również o jej karierze aktorskiej, do której podchodziła z dużym dystansem nie do końca wierząc w swój talent. Najwięcej jednak miejsca w książce zajmują wspomnienia domu rodzinnego, ciepłego i bezpiecznego schronienia, w którym Audrey uwielbiała przebywać. To właśnie dom, praca w ogrodzie, gotowanie dla rodziny i przyjaciół, zajmowanie się synem i zwierzętami stanowiło treść życia Audrey i to dla tych chwil zrezygnowała przedwcześnie z kariery zawodowej. 

Zaskoczyła mnie wielokulturowość aktorki, choć może właśnie to bycie otwartym na każdą kulturę sprawiło, że była uwielbiana przez wszystkich. Urodziła się w Brukseli, ale dzieciństwo spędziła w Holandii. Aktorską karierę rozpoczęła w Ameryce i do dziś uważana jest za ikonę kina amerykańskiego. Dom rodzinny stworzyła w ukochanej Szwajcarii. Uwielbiała włoską kuchnię i temperamentem przypominała prawdziwą włoską "mammę".   

Oryginalnym pomysłem było zbudowanie narracji wokół ulubionych przepisów kulinarnych aktorki. Książka stanowi w moim odczuciu ciekawą klamrę, podsumowanie życia aktorki. Pokazuje jak głód, który Audrey zaznała w dzieciństwie ukształtował jej osobowość, wpłynął na jej życiowe wybory i ostatecznie doprowadził do najważniejszej roli, jaką zagrała - ambasadorki UNICEF-u pomagającej cierpiącym na głód dzieciom w krajach trzeciego świata. 

Polecam bardzo nie tylko fanom aktorki, ale każdemu kto lubi dobra kuchnię, docenia życie wśród bliskich i ciepło rodzinnego domu. Dziękuję za możliwość zrecenzowania książki Wydawnictwu Literackiemu, od którego otrzymałam bezpłatny egzemplarz. 

***
Zapraszam do udziału w konkursie "Dzień Matki z Matrasem"
 i przypominam pytanie, na które trzeba odpowiedzieć 
w komentarzu pod tym postem: 
Jaką postać literacką przypomina Twoja mama?

czwartek, 5 maja 2016

Recenzja "Zbrodnia hrabiego Neville'a" Amelie Nothomb, Wydawnictwo Literackie

Po raz pierwszy z twórczością Amelie Nothomb spotkałam się na studiach, gdy wybrane fragmenty jej prozy omawialiśmy na zajęciach z literatury francuskiej. Charakterystyczna krótka wręcz minimalistyczna forma, ale jednocześnie bardzo treściwa, bazująca na wartkich dialogach przepełnionych kpiną i sarkazmem do dziś jest znakiem rozpoznawczym książek Nothomb. 

recenzja książki, ArtMagda
"Zbrodnia hrabiego Neville'a" to powieść, w której autorka konsekwentnie trzyma się wypracowanych schematów, co gwarantuje czytelnikowi obeznanemu z jej twórczością pełną satysfakcję z lektury. Mamy tu więc absurdalną intrygę podszytą lekką nutą szaleństwa, duże tempo akcji budowane dynamicznymi dialogami, potyczki słowne naszpikowane czarnym humorem i przede wszystkim bohaterów odrysowanych mocną, karykaturalną kreską. Nothomb jest bez wątpienia mistrzynią gatunku. Z niebywałą lekkością wydobywa ze swych postaci najgorsze przywary, prześmiewa niedorzeczne nawyki i ciasnotę umysłu, a wszystko to zamyka w tragikomicznej scenerii. Chwilami czytając nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać i jest to efekt całkowicie zamierzony przez autorkę. 

Pewnego dnia lokalna wróżka przepowiada hrabiemu Neville, że zamorduje jednego ze swych gości podczas przyjęcia towarzyskiego, które wkrótce zorganizuje. Początkowo hrabia odrzuca nonsensowną wróżbę zapewniając, że nie wierzy w takie głupstwa. Szybko jednak ulega sile sugestii i zamiast zrobić wszystko, by uniknąć tragedii, zaczyna analizować listę zaproszonych gości, by wybrać najmniej lubianą osobę sądząc, że to ją jest mu pisane zamordować. Sytuacji nie ułatwia mu trudna relacja z nastoletnią córką, która ma swój czarny scenariusz na zbrodnię doskonałą i zadręcza nim ojca doprowadzając go najpierw do bezsenności i w końcu niemal do szaleństwa. Najprościej byłoby odwołać przyjęcie, by uniknąć okoliczności sprzyjających spełnieniu przepowiedni. Jest to jednak niedopuszczalne w świecie zakłamania i sztuczności, jakim jest podwórko arystokracji. Czy hrabia ulegnie perswazji córki i wróżki? Czy powracające traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa popchną go do zbrodni? Czy jednak przeciwstawi się przeznaczeniu?

"Po co wymyślono piekło, skoro istnieje coś takiego jak bezsenność?"

Pełna grozy fabuła nasączona komizmem silnie oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Książka wciąga jak najlepszy thriller, a przy tym bawi do łez. Świat przedstawiony przez Amelie Nothomb jest zawsze tylko pretekstem do szerszej analizy współczesnego człowieka. Autorka celnie wytyka błędy i nielogiczne zachowania odmalowując satyryczny obraz danej grupy społecznej. W "Zbrodni hrabiego Neville'a" bez skrupułów obnaża wady arystokracji i jej bezmyślne przywiązanie do tradycji. Nie ma tu miejsca na zdrowy rozsądek. Jest za to farsa i to w najlepszym wydaniu.

Polecam gorąco! ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania do Wydawnictwa Literackiego.