Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiski różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapiski różne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2020

Pisać profesjonalnie - zasady kreatywnego pisania w tekstach branżowych

Dobrego pisania można się nauczyć, bo niezależnie od tego co piszesz, warto to robić dobrze. I nie chodzi mi tylko o unikanie błędów stylistycznych, językowych, czy gramatycznych. Istnieją zasady redagowania tekstów, drobne, niepozorne triki, które moją wielką moc i potrafią odmienić twój tekst.

Czytaj analitycznie

kreatywne pisanie, ArtMagda, pisać profesjonalnie, Magdalena Matraszek
Skoro piszesz w sieci, to zakładam, że dużo czytasz. Czytać powinieneś, bo bez czytania nie ma pisania. Czytając analitycznie zauważysz chwyty, jakie stosują autorzy, by utrzymać uwagę czytelnika.

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego jedne artykuły czytasz uważnie, a inne pobieżnie? Weź dowolny tekst, na który trafiłeś dziś przy porannej kawie, prześledź akapit po akapicie i spróbuj odpowiedzieć na pytanie, co spowodowało, że nie mogłeś się od niego oderwać, przypalając tosty dzieciom? Spodobał ci się żart autora? Dystans do poruszanego tematu? A może zaintrygowało cię jego nowatorskie spojrzenie? Zwróciłeś uwagę bardziej na przekaz merytoryczny, czy w układzie tekstu było coś, co nie pozwoliło ci oderwać wzroku od liter? Jakiego języka użyła autor? Język, który przemawia do ciebie, prawdopodobnie dotrze także do twoich odbiorców.

Analityczne czytanie jest podstawowym narzędziem, jeżeli chcesz pisać wartościowe treści. Narzędziem prostym, a jednocześnie dającym szybkie efekty poprzez konkretne przykłady. Czytaj, podpatruj, wyłapuj, analizuj. Rozkładaj artykuły na części pierwsze, przyglądaj się treści i strukturze. Wyciągaj wnioski i pisz! Ostatecznie wszystko zostało już napisane. Twoim zadaniem jest napisać to inaczej.

Pisz dynamicznie

Twój potencjalny czytelnik przeszukuje Internet, by zaspokoić konkretny głód. Głód wiedzy, informacji, nowych horyzontów, idei, wniosków. Niektóre teksty przyciągają jego uwagę, inne nie. Istnieje prosty sposób, by wywołać w czytelniku pilność słów, wewnętrzny imperatyw, nakazujący mu przeczytać twój artykuł do końca.

Pisz dynamicznie! Krótkie, zwięzłe zdania, bez zbędnych ozdobników i ogólników, nadają treści rytmu. W tekstach branżowych, bardziej niż gdziekolwiek indziej, sprawdzają się proste, zgrabne formy.

Istnieje mylne przekonanie, że im bardziej górnolotnego słownictwa użyjesz i im bardziej zawiłe zdania zbudujesz, tym bardziej twój przekaz będzie profesjonalny. Tymczasem konstrukcje wielokrotnie złożone wprowadzają chaos, wybijają z rytmu i w konsekwencji zniechęcają czytelnika.

Pamiętasz opisy przyrody z lektur szkolnych w podstawówce? Czytałeś je sumiennie, czy przerzucałeś kartki, chcąc szybko przeskoczyć do dalszej akcji? Przyznam się szczerze: czytając „Nad Niemnem” zasypiałam! Ciekawiła mnie opowiadana historia, ale nudne opisy, naszpikowane zawiłą terminologią przyrodniczą, zdania ciągnące się w nieskończoność, wręcz całe akapity odciągające uwagę od głównego wątku, powodowały we mnie hiper senność.

Nigdy nie skończyłam czytać „Nad Niemnem”. Pomimo szczerych chęci, dużej motywacji i wielu prób, lektura okazała się dla mnie nie do przejścia. To samo dzieje się w tekstach branżowych. Gdy czytasz prawidłowo napisany artykuł, niemal możesz wystukać jego rytm nogą pod biurkiem. Słyszysz jego tempo. Czujesz jego rytm. Słowa płyną gładko. Wzrok sunie po kolejnych akapitach. Skupiasz uwagę na meritum. Trafna puenta zamyka całość.

Zapamiętaj: proste, pojedyncze zdania są jak zapałki - podtrzymują powieki.

Używaj czasowników

To podstawa, ale warta przypomnienia: zamiast imiesłowów używaj czasowników w formie czynnej. By zilustrować różnicę, mam dla ciebie przykład. Przeczytaj poniższe fragmenty i zastanów się, który i dlaczego, wywołuje ruch w opowiadanej historii.

Przerwę w pracy spędziłam w parku. Usiadłam na jeszcze wilgotnej trawie, odwróciłam twarz do bladego słońca i owinęłam się szczelnie szalem. Nagle poczułam skurcz w żołądku. Wyciągnęłam z płóciennej torby kanapkę z kurczakiem. Jadłam ją łapczywie i dzieliłam się okruchami z wróblami, które natarczywie skakały koło mnie.

Przerwę w pracy spędziłam w parku, siadając na jeszcze wilgotnej trawie, odwracając twarz do bladego słońca i owijając się szczelnie szalem. Czując skurcz żołądka wyciągnęłam z płóciennej torby kanapkę z kurczakiem. Jadłam ją łapczywie, dzieląc się okruchami z wróblami, natarczywie skaczącymi koło mnie.

Imiesłowy spowalniają treść. Sprawdzają się wprawdzie świetnie, gdy budujesz napięcie w kilku tomowej powieści, ale w tekście branżowym, adresowanym zazwyczaj do osób, cierpiących na przewlekły brak czasu, warto postawić na konkret. Jeżeli zależy ci na dynamice przekazu, to potrzebujesz akcji. Ruchu! A ruch najlepiej oddają czasowniki w formie osobowej, jak w pierwszym przykładzie.

Niezależnie od tego, czy publikujesz od dawna, czy od wczoraj, zawsze możesz robić to lepiej. Pisanie jest umiejętnością, która wymaga treningu, cierpliwości i praktyki. Powodzenia!

piątek, 8 listopada 2019

Trzy triki redagowania, dzięki którym twoje publikacje będą profesjonalne.

Ja napisać dobry tekst branżowy, który przyciągnie uwagę czytelników? Przede wszystkim zastanów się, jaki cel chcesz osiągnąć. Możesz wzmacniać swoją pozycję eksperta, nawiązać relacje biznesowe i zbudować wieź, dzięki której czytelnik będzie do ciebie wracać. Przemyśl także, do kogo się zwracasz. Sprecyzowanie odbiorcy pomoże ci określić jego indywidualne potrzeby. Zaufaj swojej intuicji i pisz o tym, co jest dla ciebie ważne, co cię wyróżnia, dzięki czemu zapadniesz w pamięć czytelnika. 

Po pierwsze - Nie używaj zdrobnień.

Ile razy zdarzyło ci się usłyszeć: "Pani Zosieńko, dołączam fakturki z delegacji do rozliczenia", albo "Zbieram pieniążki na prezent urodzinowy dla kierownika"? Ile razy zjeżyłeś się, gdy ktoś w pracy zwrócił się do ciebie, używając zdrobnienia twojego imienia? Coś zgrzytnęło, prawda? Ale co?

Zarówno w wypowiedzi ustnej, jak i pisemnej, zdrobnienia odzierają z powagi sytuacji. Jeżeli napiszesz: Białe bluzeczki ze starannie wyprasowanym kołnierzykiem podkreślały profesjonalizm recepcjonistki, a ołówkowe spódniczki miały nadać jej dziewczęcej figurze kobiecości i powagi”, to tekst nie zabrzmi ani wiarygodnie, ani poważnie, ani nawet śmiesznie. Czytelnik odbierze go jako wyśmianie stroju recepcjonistki i nieprofesjonalny stosunek autora do opisywanej postaci. Jeżeli jednak zapiszesz to samo zdanie bez zdrobnień: Białe koszule ze starannie wyprasowanym kołnierzem podkreślały profesjonalizm recepcjonistki, a ołówkowe spódnice miały nadać jej dziewczęcej figurze kobiecości i powagi”, to twój przekaz będzie obiektywny.

Zapamiętaj - zdrobnienia spłycają tekst. Nie używaj ich, jeżeli zależy ci na profesjonalnym wydźwięku twojej publikacji.


Po drugie - Nie używaj ogólników.

Ogólniki to zapychacze tekstu, słowa które nie wnoszą żadnej treści. Wypełniamy nimi zdania, gdy brakuje nam precyzyjnych określeń i lotności wypowiedzi. Dzisiejsze trendy budowania własnej marki poprzez social media narzucają konieczność publikacji. Nie piszesz, to nie istniejesz w sieci! Siadamy więc do komputera, piszemy jak potrafimy najlepiej, mając w tyle głowy znienawidzone lekcje polskiego z podstawówki, a potem podbijamy tekst słowami-wydmuszkami, przekonani, że dzięki nim będzie on brzmieć lepiej. 
  • "Teczka była jakby niebieska i miała jakieś sznurkowe wiązanie."
  • "Wypowiedź prelegenta była poniekąd ciekawa, choć nijako powielała poruszany już temat."
  • "Na ogół klienci nie zgłaszają reklamacji, właściwe zdarza się im to bardzo rzadko."
  • "Ulicą przeszedł mężczyzna, który jak mniemam miał około czterdziestki i jakieś dziwne, nieobecne spojrzenie."
  • "Generalnie lubię słuchać muzyki w aucie, ale tym razem wolałam jechać w ciszy."
Przeczytaj powyższe zdania na głos; raz tak jak je zapisałam i raz bez podkreślonych słów. Która wersja przemawia do ciebie bardziej? Która zostanie odebrana jako wypowiedź eksperta pewnego tego, o czym mówi? Widzisz już w czym rzecz?

Zapamiętaj - ogólniki sprawiają, że twoja wypowiedź nie jest ani wiarygodna, ani profesjonalna. Lepiej użyć dobitnego jednego określenia, niż pięciu słów-wydmuszek. Czytelnik ceni konkret i będzie ci wdzięczny za nie marnowanie jego czasu rozmemłanym tekstem.

Po trzecie - Czytaj swoje artykuły na głos.

Przed każdą publikacją przeczytaj przygotowany tekst na głos. Dopiero jak usłyszymy daną wypowiedź, to wiemy, czy brzmi dobrze. Czytając w myślach umykają nam walory dźwiękowe, a dobry artykuł powinien mieć swój rytm, melodię i płynność przechodzenia z jednego akapitu w drugi.

Co ci da czytanie na głos? Szybciej wyłapiesz powtórzenia, zdrobnienia, ogólniki. Być może stwierdzisz, że należy zmienić układ artykułu. Znam redaktorów, którzy tną nożyczkami swój tekst, przestawiają kolejność akapitów, spinają skrawki papieru spinaczami i dopiero wtedy przepisują ostateczną wersję. Być może wykasujesz jeden argument, a dodasz zupełnie inny.

Zapamiętaj - dzięki czytaniu na głos zyskasz nową perspektywę. Zamień się wiec na chwilę rolami i stań się swoim pierwszym czytelnikiem. Spróbuj, czytając na głos, ocenić czy twój tekst chce się czytać, czy nie.

I pamiętaj, dobrego pisania można się nauczyć. 


Magdalena Matraszek | Piszę | Redaguję | Recenzuję |

niedziela, 3 listopada 2019

Z pisaniem jest jak z jazdą na rowerze. Każdy może się nauczyć.

Dobrego pisania, tak jak i każdej innej umiejętności, można się nauczyć. Można szlifować język, rozwijać warsztat i konsekwentnie dążyć do poprawienia jego jakości. Nieważne czy prowadzisz bloga, jesteś autorem kilku książek, czy marzysz, aby napisać pierwszą. Słowo pisane którego używasz, wymaga przestrzegania konkretnych zasad, które po odpowiednim przećwiczeniu płynnie wprowadzisz w swoje pisanie. 

Jeżeli nie masz czasu na kursy kreatywnego pisania, to warto poszukać dobrych poradników. Niektóre skupiają się na samym motywowaniu do pisania, podpowiadają skąd czerpać pomysły, czym się inspirować. Inne przybliżają teorię tworzenia prawidłowych, naturalnie brzmiących dialogów, wartkiej akcji i wielowymiarowych postaci. Prawda jest jednak taka, że możesz przeczytać sto poradników, a nadal nie usiądziesz do biurka i nie napiszesz ani jednego zdania. 

Żeby zacząć pisać i żeby pisać dobrze trzeba... pisać. Praktyka jest kluczem. Najlepszy efekt dają ćwiczenia pisarskie, a tych znajdziesz sporo w "Chudej książeczce z ćwiczeniami, do której warto regularnie zaglądać" Kasi Szyszko. Autorka jest wykładowcą kreatywnego pisania na Uniwersytecie w Kent w Wielkiej Brytanii, prowadzi stronę Powieściologia oraz hiper ciekawy kanał na YouTube i Fanpage. Każde z tych miejsc poznałam i polubiłam, a teraz zapraszam tam ciebie, bo warto polecać dobre miejsca w sieci.

W "Chudej książeczce..." znajdziesz minimum teorii i maksimum praktyki. Jest to zbiór 18 autorskich ćwiczeń pisarskich podzielonych tematycznie, które pozwolą ci odkryć, co w twoim pisaniu kuleje najbardziej, a co idzie ci całkiem dobrze. Dowiesz się, jak nie przeładować sceny nadmiarem informacji i jak nie przekarmić czytelnika, jak pokazać emocje oraz czym jest pilność słów oraz ich ekonomiczność. Za pomocą ciekawych ćwiczeń autorka bardzo klarownie tłumaczy zasady dobrego pisania. Zadania są proste więc każdy, niezależnie od poziomu zaawansowania, może na nich pracować, a wykonane raz nie wyczerpują tematu. 

Kilka lat temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w kursie kreatywnego pisania prowadzonym przez Kasię. Było to cenne doświadczenie, które zapoczątkowało lawinę niezwykłych zdarzeń pisarskich w moim życiu. Kasia Szyszko motywuje do pisania, jak nikt inny, z pasją dzieli się wiedzą i merytorycznym zapleczem. Ma też ogromną wrażliwość, która pozwala jej zbliżyć się do prawdy zamkniętej w słowach. Czujnym okiem wyłapuje wszelkie niuanse, subtelnie wypunktowuje braki i szkicuje drogi, którymi twoje pisanie może się potoczyć. 

Wewnętrzny krytyk pod rękę z perfekcjonizmem skutecznie podcinają skrzydła niejednemu pisarzowi. Dzięki Kasi Szyszko znów zaczniesz latać! Jeżeli więc kochasz pisać i chcesz rozwijać swój warsztat, to warto zaglądnąć na Powieściologię.

Polecam bardzo,

Magdalena Matraszek | Piszę | Redaguję | Recenzuję |

sobota, 19 października 2019

One book. Thousand feelings.

Minęły dwa lata ciszy na blogu. Czasami miałam ochotę go usunąć, a czasami planowałam wielki powrót. Wszelkie działania pozostawały jednak w sferze planów. Dlaczego? Ponieważ w moim życiu prywatnym i zawodowym działo się tak wiele, a moje myśli rozproszone były na tak różnorakich sprawach, że nie potrafiłam zdecydować, co tak naprawdę chcę zrobić z tym blogiem. 

Do jego prowadzenia zniechęciło mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim niska jakość proponowanych przez wydawnictwa tytułów do zrecenzowania. Coraz częściej trafiały do mnie książki kiepskie, naprawdę źle napisane, z powtarzającymi się tymi samymi błędami. Wiele z nich oddałam do biblioteki, inne oddałam znajomym. Nawet nie doczytując ich do końca. Szkoda mi było czasu na miałkie teksty, szablonowe historyjki, płytkich bohaterów. Skoro literatura nic pozytywnego nie wnosi w moje życie, to po co ją czytać? 

Zastanawiałam się, co jest tego przyczyną? Czy to ja mam zbyt wygórowane oczekiwania, czy poziom piśmiennictwa tak drastycznie spadł? Czy statystycznego czytelnika zadowala tak niewiele z książki średnio za 39,99zł? Czy za tę cenę nie mam prawa oczekiwać więcej? Czy może przez to, że znam zasady dobrego pisania, moje czytanie zostało nieodwracalnie naznaczone przymusem wyłapywania wszystkich potknięć pisarza? A może brakuje w polskich wydawnictwach redaktorów, kogoś kto doszlifowałby grafomańskie zapędy, na wyrost nazywających siebie psiarzami, producentów seriali książkowych?

Lektura przestała sprawiać mi frajdę. Byłam skonsternowana. 

Zniechęciła mnie także smutna tendencja, którą zauważyłam na wielu blogach książkowych, chęć przechwalania się, kto ile książek dostał z wydawnictw. Z wyraźnym podkreśleniem, że dostał za darmo. Publikowanie zdjęć, przedstawiających sterty kopert, paczek z książkami. Jakby ilość miała znaczenie. Jakby fakt, że się nie płaci za książkę, miał znaczenie. Żadna sztuka dostać książkę z wydawnictwa. Ale po co, skoro jej lektura nudzi? Sztuką jest kupić książkę idealnie dopasowaną do naszych oczekiwań, lub znaleźć taką w bibliotece. Sztuką jest dokonywać świadomych wyborów, odrzucać to co nas nie cieszy i nie zagracać sobie domowej biblioteki tytułami, po które nie sięgniemy nigdy więcej. 

Zniesmaczyło mnie to wszystko. Umilkłam więc, ale nie przestałam czytać. Sięgnęłam po literaturę z wyższej półki, po teksty wymagające od czytelnika skupienia, akapity misternie utkane z precyzyjnie dobranych słów, czystą przyjemność czytania. Po to co kocham w literaturze najbardziej - dobre treści dobrze napisane. I odetchnęłam z ulgą - na szczęście dobra literatura wciąż powstaje! Na szczęście obok zalewających księgarnie produktów literaturopodobnych znaleźć można nadal prawdziwe powieści. Na szczęście na listach bestsellerów figurują nazwiska prawdziwych twórców, a nie tylko rzemieślników. I to niskiego sortu.

Recenzje zatem powrócą, ale nie znajdziesz tu tekstów zachwalających książki Mroza, Bondy, Kordel, Michalak i im podobnych. Jestem przekonana, że szeroko rozumiana literatura popularna może być jednocześnie lekka i jakościowa dobra. I że warto także sięgać po lekturę trudniejszą, wymagającą, by z każdym słowem wzrastać i się rozwijać. Zwłaszcza jeżeli piszesz. Nie pojawią się tu także recenzje publikacji celebrytów, choćby były na szczytach list bestsellerów. Stron z niekończącymi się ochami i achami nad pseudo olśnieniami literackimi osób, które nie mają pojęcia o literaturze, nie brakuje. Mój blog nie będzie jedną z nich.

Szukasz dobrej, wartościowej lektury? Dobrze trafiłeś. Tu z pewnością znajdziesz polecenia   D O B R Y C H   K S I Ą Ż E K. 

Pozdrawiam,
Magdalena Matraszek | Piszę | Redaguję | Recenzuję | 

wtorek, 5 grudnia 2017

Silence calms my soul - o poszukiwaniu siebie

Ten rok był trudny, choć minął mi w mgnieniu oka, gdzieś pomiędzy pokłonem rzęs a ich uniesieniem. Trudny, bo wiele się wydarzyło, wiele musiałam zburzyć, by jeszcze więcej budować na nowo. 
 
Marcowy wyjazd do Sopotu, pięć dni bycia samej w ciszy i tak upragnionym świętym spokoju, spowodował, że do wielu decyzji w końcu dojrzałam. Nabrałam siły i pewności. To najważniejsza moja tegoroczna lekcja - dla zachowania wewnętrznej równowagi i dla bycia w zgodzie z własnymi pragnieniami potrzebuję czasami pobyć sama. 

Myślę, że tego właśnie boją się ludzie - konfrontacji z sobą. A to tu dopiero zaczyna się prawdziwe szczęście.

Kocham ciszę i otwartą przestrzeń. W jakiś magiczny sposób oby dwa te czynniki normują wszystkie rozedrgane struny, jakie noszę w sobie. Jeżdżąc do Francji uwielbiałam zatrzymywać wzrok na wyblakłych dachach Paryża. Ich cisza przyjemnie rezonowała z moim wnętrzem. Wszystkie były takie takie same: zwykłe szary blachy poprzecinane grzebieniami anten, czarnymi rynnami i rdzawymi walcami kominów. Niema przestrzeń, ciągnąca się szarością, aż po drążący horyzont. 

"Silence calms my soul."

Podobną harmonię odnalazłam, jeżdżąc w góry z dziećmi. Najpierw myślałam, że to wzmożony wysiłek pobudzał endorfiny odpowiedzialne za poczucie szczęścia. Ale to nie tylko o wspinaczkę chodziło, choć każdy kamyk na ścieżce miał znaczenie, tak jak i każde potknięcie się i łapanie oddechu. Wdychając górskie powietrze, od którego kręciło mi się w głowie, czułam zapach wilgotnego mchu i żywicy na korze świerków. Zieleń koiła zmęczone spojrzenie, wzrok się wyostrzał i wszystkie zmysły wracały do równowagi. Ukoronowaniem wędrówki był widok ze szczytu, gdzie nic nie ogranicza krajobrazu. Otwarta przestrzeń sprzyja otwartości umysłu. Zupełnie jak nad morzem...
 
Idąc za głosem intuicji, zmieniłam więc miasto, mieszkanie, pracę, szkołę i środowisko dzieciom. Z zewnątrz patrząc zmieniłam wszystko. Ale w środku czuję, że wróciłam na swoje miejsce. Wróciłam do siebie. Jakbym długo błądziła, chodziła po omacku, odbijając się od ścian, miejsc i ludzi. Droga była długa i mozolna. W między czasie kilka razy cofałam się, skręcałam w ślepe uliczki i potykałam o własny strach. Strach, który nazbyt często dyktował moje wybory. Rozmieniałam się na drobne, szukając równowagi pomiędzy tym czego oczekuję ode mnie inni i co mogę dla nich zrobić, a tym czego pragnę dla siebie i co jest dla mnie ważne.

"May your choices reflect your hopes, 
not your fears."

Ale wróciłam. Do czytania, do pisania. Do siebie. Nie potrafię powiedzieć kiedy wrócę do publikowania recenzji. Nie wiem nawet, czy wrócę w ogóle. Mam jednak nadzieję, bo ta nie opuszcza mnie nigdy, że ten DOBRY czas na słowa o DOBREJ literaturze wróci po prostu. I póki co tego się trzymam.

Do napisania.. ArtMagda. 

sobota, 2 grudnia 2017

Książka znajduje człowieka

Wróciłam.
Do pisania. 
Wróciłam do siebie.
czytanie, redagowanie, książka, kreatywne pisanie, lektura, recenzja
Po dłuższej przerwie pora odkopać bloga, opowiedzieć Wam o wszystkich niezwykłych książkach, które przyszły do mnie w ciągu ostatnich miesięcy, bo przecież cisza w eterze nie oznacza wcale, że przestałam czytać!

I tak, dobrze przeczytaliście - książki same przyszły - od zawsze bowiem uważam, że to książka znajduje człowieka, a nie człowiek książkę. Znajduje w najlepszym dla niego momencie, gdy jest na nią gotowy i gdy jej potrzebuje. Czasami bardziej niż powietrza. 
 
Pora więc przetrzeć kurze w biblioteczce, przeglądnąć tytuły, zrobić miejsce na nocnym stoliku na nowości wydawnicze i zacząć pisać. Jesień zobowiązuje! :) 

A na rozgrzewkę cytat klasyka :) Ciepłego, sobotniego wieczoru Wam życzę, ArtMagda.

środa, 16 sierpnia 2017

Mój Paryż


Paryż jest gościnny. Jest jak szerokie, ciepłe ramiona matki, która wyczekuje Cię w progu po długiej tułaczce. Niezależnie od pochodzenia, wieku, czy religii, każdy może znaleźć tu kawałek miejsca dla siebie. A jak się raz zagości u tak hojnego gospodarza, zawsze będzie się chciało powracać… Pozostać.

Wieża co noc okrywa się ciepłym, lekko przygaszonym blaskiem. Z jej szczytu wychodzi promień, rytmicznie okrążający miasto. Latarnia morska Paryża - oświetla drogę i wskazuje bezpieczną przystań. Jest akumulatorem miasta, wciąż każe biec i nie pozwala się zatrzymać. Paryż nigdy nie zasypia i wielu próbuje dorównać mu kroku. Z różnym skutkiem.

Na Wzgórzu Montmarte spotykają się dwa światy: Paryż mały, lokalny, z licznymi latarniami, malarzami, obrusami w czerwoną kratę i pobrzękującymi kieliszkami oraz Paryż wielki, europejski – wielokulturowa metropolia przyciągająca tłumy.

W niekończącym się labiryncie ulic, bulwarów, w szeregu dostojnych kamienic z łatwością można się zgubić. Można także się ukryć i poczuć bezpieczną anonimowość pod szarymi dachami Paryża. Ale gdy się ucieka przed sobą, na końcu drogi i tak zawsze czeka spotkanie z własnym smutkiem.

Każdy moment jest dobry, by się zatrzymać. We wszechobecnych parkach, skwerach wciśniętych pomiędzy wiekowe kamienice i całkiem małych zaułkach zieleni, bezczelnie panoszących się na każdym wolnym centymetrze przestrzeni, odnajduję upragnioną ciszę i spokój. Odnajduję siebie. 

środa, 22 marca 2017

Spotkania z Redaktorami, II Otwarte Wydarzenie o Pisaniu

Wkrótce w Krakowie odbędą się dwa ciekawe wydarzenia literackie, o których chcę wam napisać i tym samym zachęcić, aby w nich uczestniczyć. Ja się wybieram na oby dwa i już nie mogę się doczekać, a Wy? :)

29 marca 2017 o 18:00 będzie mieć miejsce pierwsze spotkanie z cyklu "Spotkania z redaktorami"Kraków Miasto Literatury UNESCO zaprasza na nowy cykl spotkań, stworzony specjalnie dla amatorów pisarstwa. Gośćmi będą redaktorzy mainstreamowych wydawnictw, którzy nie tylko wiedzą wszystko o rynku wydawniczym w Polsce, ale też często go kształtują. Pierwsze spotkanie z cyklu będzie dotyczyć literatury pięknej, a gościem Marii Kuli - prowadzącej spotkanie - będzie Agata Pieniążek, redaktorka nabywająca polską prozę w wydawnictwie Znak Literanova. Szczegóły znajdziecie klikając poniższy baner. 

Miasto Literatury Unesco, spotkanie z redaktorami

8 kwietnia 2017 o 19:00 będzie mieć natomiast miejsce II Otwarte Wydarzenie o Pisaniu organizowane przez Perypetie. Jeśli lubisz czytać i pisać, jeśli twórczość jest dla Ciebie ważna i chcesz poznać inne twórcze osoby, usłyszeć ważne motywujące rzeczy, wyjść zainspirowany/a po uszy i po prostu dobrze się bawić - nie może Cię nie być 8 kwietnia wieczorem w Pauzie in Garden w Krakowie!

II Otwarte Wydarzenie o Pisaniu, Perypetie, spotkanie z pisarzami

Pozdrawiam i mam nadzieję do zobaczenia w Krakowie! ArtMagda.

piątek, 22 lipca 2016

Pies na placu zabaw

Bono ma 10 miesięcy, jest dużym psem, waży 27kg i jest totalnie szalonym! W swojej psiej głowie ma przekonanie, że jest chłopcem, nie psem. Jak jestem z nim sama na spacerze, to ładnie idzie przy nodze, ale jak jestem z synami, to dostaje szału. Wyrywa się do nich, piszczy, szczeka i potwornie ciągnie. Wścieka się, jak bawią się na placu zabaw, a on na smyczy koło ławki musi czekać. Najchętniej sam pobiegałby z nimi po drabinkach. Jest odważny, mądry, ale robi swoje. Mało się słucha i kompletnie nie reaguje na komendy, gdy się go puści ze smyczy. Dostaje małpiego rozumu, jakiś zew natury go wzywa i zaczyna biegać jak szalony, mając moje wołanie w totalnym poważaniu. Każdej nocy śpi przed drzwiami do pokoju chłopców. W dzień gdy się bawią, też wyje i piszczy, żeby go wpuścić do pokoju, a jak już wejdzie, to robi zadymę; zabiera autka, przegryza piłki, zżera maskotki.

pies na placu zabaw dla dzieci. ArtMagda, subiektywnie
Ostatnio chłopcy chcieli iść na plac zabaw koło domu, który jest ogrodzony płotkiem do wysokości kolan. Zabrałam więc psa, dzieci, jakieś 15 zabawek do piaskownicy i ich zaprowadziłam. Plan był taki, że oni tam poczekają, a ja się przejdę z psem w koło bloku, odprowadzę go do domu i do nich wrócę. Chłopcy weszli i przez ten płotek odbierali ode mnie swoje zabawki. Bono przeskoczył płot w sekundę. Ja odruchowo pociągnęłam go do siebie, on się zaparł, jak krowa i wysunął głowę z kolczatki. Gdy się zorientował, że jest wolny, zaczął skakać po piaskownicy, wbiegał na drabinki i mostki. A to plac zabaw dla dzieci przecież! Zakaz psom! Na szczęście innych dzieci nie było. Dobre piętnaście minut próbowaliśmy go złapać. 

Wyobraź sobie; upał, żar leje się prosto z nieba, powietrze nawet nie drgnie. Jest popołudnie, człowiek zmęczony idzie obładowany jak wielbłąd, zrzuca wszystko i marzy, by tylko usiąść w cieniu, a pies serwuje takie atrakcje! W końcu jak się zmęczył i zatrzymał zziajany, to go złapałam. Chłopcy też się zmęczyli bieganiem i chcieli wracać do domu, bo zapomniałam zabrać picie na plac zabaw. No wiec odprowadziłam psa (III piętro), spakowałam picie, książkę i wracam na plac zabaw. Zdenerwowana, zgrzana, zmęczona. Siadam i myślę: dobrze że nikogo nie było, dobrze że jakimś cudem nikt nie zrobił afery. Ale cudów nie ma. Zaczynam czytać, chłopcy się bawią i po 3 min podchodzi sąsiadka.

- Czy pani widziała tabliczkę z napisem, że psom jest zakaz wstępu? 
- Tak, widziałam.
- Ale pies tu biegał! Ja widziałam! 
- Pies mi uciekł. Próbowałam go złapać, ale jest młody i jeszcze się nie słucha.
- Ale ja widziałam! Biegał z dziećmi! Cały plac zabaw zasrany, to policję trzeba wezwać! Zdjęcia zrobię następnym razem, żeby dowody były!
- Dzieci też próbowały złapać psa, a nie z nim biegały dla zabawy. A jak pani widziała, to trzeba było zejść i nam pomoc - odpowiadam zrezygnowana.

Atakowała mnie dalej; że tak nie można, że to dla dzieci miejsce. A ja jej cały czas odpowiadałam, sięgając do swoich najgłębszych zasobów cierpliwości, że wiem przecież, że nie można, że umiem czytać, że też mam dzieci i jest mi przykro, że tak się stało, ale że to nie było specjalnie. I że jak plac zabaw zasrany, to nie przez mojego psa, bo ten w euforii biegania nie zdążył się zainteresować żadnym krzaczkiem, a przez bezpańskie koty, które łażą po piaskownicy kiedy chcą i nikt na nie uwagi nie zwraca. A ta dalej swoje.

Nie wiem co się ze mną stało, bo ja z natury jestem bezkonfliktową osobą, ale tego dnia miałam tak serdecznie wszystkiego dość, że nie wytrzymałam i wypaliłam:
- Skoro pani nie widzi różnicy między "pies mi uciekł przypadkiem" a "specjalnie wpuszczam psa na plac zabaw", to nie mamy o czym dyskutować - i odwróciłam się do niej plecami.

Odeszła, mówiąc pod nosem, żebym sobie kanarka kupiła, skoro psa nie umiem upilnować.

Mam nieodparte wrażenia, że sąsiadka zeszła do mnie tylko po to, żeby mnie opieprzyć, a nie żeby dowiedzieć się, co się stało. Intencji pomocy zero. Za to chęci dowalenia aż nadto! Nie słuchamy, aby zrozumieć. Słuchamy, aby odpowiedzieć.

ArtMagda.

poniedziałek, 30 maja 2016

Zapowiedzi recenzji czerwiec 2016

Miesiąc maj minął błyskawicznie, w powietrzu czuć już lato, dni są coraz dłuższe, a wieczory coraz cieplejsze. Aura za oknem sprzyja wakacyjnemu leniuchowaniu, a nie ma nic lepszego niż książka w dłoni i błogie lenistwo w cieniu drzew, prawda? Czerwiec zapowiada się bardzo ciekawie pod względem książek, które planuję przeczytać. Mam nadzieję, że wśród poniższych zapowiedzi recenzji znajdziecie ciekawe propozycje na swoje wakacyjne lektury.

Wydawnictwo Noir sur Blanc

ArtMagda, recenzja, książka
Frederica Beigbeder znam z jego wcześniejszych, znakomitych tytułów, jak "29,99" czy "Windows on the World". O obydwóch pisałam w swojej pracy magisterskiej 11 lat temu, miło więc powrócić do autora, którego znam i cenię. Najnowsza książka francuskiego pisarza "Oona i Salinger" zapowiada się świetnie, ale czy taka się okaże? Zobaczymy..

ArtMagda, recenzja, książka
Natomiast spotkanie z twórczością Bukowsiego jest moim pierwszym i nie wiem czego mam się spodziewać, co już samo w sobie jest bardzo ekscytujące. Lubię odkrywać nowych pisarzy i zazwyczaj intuicja dobrze mi podpowiada wybór lektury. Lubię też krótkie formy literackie, często czytam zbiory opowiadać, a tu dodatkowo tematyka mocno przykuła moją uwagę. 








Wydawnictwo Literackie

ArtMagda, recenzja, książka
Książek Grocholi chyba nie trzeba specjalnie reklamować, to najbardziej znana i ceniona współczesna polska pisarka. W tym roku mija 20-lecie jej pracy pisarskiej, a najnowsza książka "Przeznaczeni" jest swego rodzaju podsumowanie dorobku autorki. Jestem bardzo ciekawa tej powieści i już nie mogę się doczekać, kiedy rozpocznę lekturę!






ArtMagda, recenzja, książka
Powieść zdaje się idealna na wakacyjne dni, jest motyw podróży, odkrywania nowych miejsc, tych geograficznych i tych w sobie. Jest lato w tle i relacja matki z córką, czyli wszystko to, o czym lubię czytać. Z okładki bije ciepłem, któremu nie sposób się oprzeć. Jestem pewna, że lektura mnie nie rozczaruje.








Wydawnictwo Znakliteranova


ArtMagda, recenzja, książka
Ta książka to dla mnie zagadka. Spodziewam się dobrej prozy, mocnego, gorzkiego spojrzenia na współczesnego człowieka i absurdalnej fabuły z pogranicza jawy i snu jak u Kafki. No i ta okładka, obok której nie sposób przejść obojętnie. To lubię!









ArtMagda, recenzja, książka
Zbiór opowiadań francuskiego pisarza Schmitt'a, którego książki są dla mnie synonimem czystej przyjemności czytania. Napisane lekkim piórem, jakby od niechcenia, jakby na skrawku papierowej serwetki, ale z dobitną pointą, która długo odbija się w nas echem. Schmitt jak mało kto potrafi celnie obnażać ludzie słabości i emocje.








Wydawnictwo Muza (recenzja dla księgarni Matras)


ArtMagda, recenzja, książka
Powieść polskiej autorki zapowiada się ciekawie. Jest motyw drogi, podróż, kobieca przyjaźń (czy takowa naprawdę istnieje?), szukanie własnej tożsamości i intrygująca tajemnica w tle. Myślę, że to będzie doskonała rozrywka na letnie wieczory. 








----------------------------------------------------------------------------------------------------------


Poza współpracą z wyżej wymienionymi Wydawnictwami pracuję także bezpośrednio z autorami, przygotowuję recenzje przedpremierowe i prowadzę aktywną promocję książek w mediach społecznościowych. W ramach bezpośredniej współpracy z pisarzami w tym miesiącu na blogu zagoszczą: Piotr Adamczyk oraz Dorota Barczak-Perfikowska (więcej o ich książkach przeczytacie klikając w okładki).

   
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeżeli jesteś pisarzem i chcesz, abym zrecenzowała Twoją powieść
napisz do mnie, a ja przedstawię Ci warunki współpracy. 

czwartek, 12 maja 2016

Napisać książkę

To siedziało we mnie od zawsze. Czasami pod ciężarem codzienności cichło i się kuliło, jakby nie chciało przeszkadzać. Ale zawsze wracało, gdy tylko dostrzegało dogodne warunki, cień szansy, że zabiorę się za nie w końcu poważnie i odpowiedzialnie. Teraz rozpanoszyło się na dobre. Teraz z miną cwaniaka wita mnie co rano, spogląda przez ramię i szepcze do ucha "pisz dalej, pisz dalej..." 


Wiecie już o czym mowa? O pragnieniu pisania. Czasem irracjonalnym, czasem pojawiającym się w najmniej dogodnych okolicznościach, ale zawsze tak nachalnym, że nie sposób mu się oprzeć. 

Wracam więc do pisania, miłego dnia! ArtMagda. 
Emotikon smileO pragnieniu pisania. Czasem irracjonalnym, czasem pojawiającym się w najmniej dogodnych okolicznościach, ale zawsze tak nachalnym, że nie sposób mu się oprzeć.O pragnieniu pisania. Czasem irracjonalnym, czasem pojawiającym się w najmniej dogodnych okolicznościach, ale zawsze tak nachalnym, że nie sposób mu się oprzeć.Wracam więc do pisania, miłego dnia! ArtMagda. Emotikon smile
Emotikon kiss

sobota, 16 kwietnia 2016

Who go to Paris?

Pisanie o Paryżu to jedno. Moja irracjonalna potrzeba opowiadania jest. Wasze zainteresowanie tym, co piszę też jest. Cieszy mnie to i dodaje takiego kopa motywacyjnego, że kawa okazuje się coraz częściej zbyteczna. Ale potrzeba oglądania Paryża również jest. Nacieszenia oka, przywołania wspomnień i pouśmiechania się do samej siebie. 


ArtMagda

Dlatego od dłuższego czasu zbieram na Pinterest w osobnej galerii, pod oczywistą nazwą Paris my love , nieoczywiste fotografie Paryża. I muszę przyznać, że powstał już bardzo ciekawy obraz miasta. To jest właśnie ten Paryż, o którym próbuję Wam opowiedzieć. To jest to moje subiektywne spojrzenie, ułamki kadrów, powycinane z turystycznego, tandetnego krajobrazu. Zapraszam Was więc do mojego Paryża, rozgośćcie się. Mam nadzieję, że udzieli się Wam moje oczarowanie, mój zachwyt i zakochanie w mieście świateł ... 


Paris my love




Na moim Pinterest znajdziecie także inne tablice tematyczne, do których przeglądnięcia serdecznie Was zapraszam. Fakt, że to potworny zjadacz czasu, ale... Ale dla mnie to przede wszystkim kopalnia inspiracji! Może i Was zaintryguje i zachęci do twórczych poszukiwań :) Poszczególne tablice znajdziecie na profilu ArtMagda.


środa, 6 kwietnia 2016

Jak zmienić psa w kurę?

Po dwóch dniach zaskakująco wysokich temperatur i pełnego słońca, zaskakujących jak na początek kwietnia, dziś poranek przywitał mnie ciężkimi, szarymi chmurami i deszczem. Ale nie ma co marudzić. To przecież idealna pogoda na czytanie i pisanie, prawda? Zwłaszcza że bardzo lubię deszcz :) Z jednym może tylko wyjątkiem... gdy wychodzę z psem na spacer, a wracam do domu z mokrą kurą... 


środa, 23 marca 2016

Perypetie

Czasami gdy coś sobie planujemy i bardzo chcemy wytrwać w postanowieniu, być systematyczni, konsekwentni, to na drodze pojawiają się znikąd liczne przeszkody. Im bardziej chcemy, tym więcej utrudnień na nas spada. Ale też im więcej przeciwności, z tym większą determinacją dążymy do celu. 

Bardzo chciałam pisać Wam o książkach regularnie, układałam sobie w głowie plan na ilość tytułów tygodniowo, dzieliłam wpisy tematycznie, gatunkowo, autorami... Na półce przybywało książek oczekujących w kolejce do przeczytania i każdorazowo spoglądając w ich stronę cieszyłam się na samą myśl o lekturze. 

Czytam dużo, nieustannie, w najmniej oczywistych okolicznościach i warunkach. Czytam gatunki i tematy, po które jeszcze niedawno z pewnością nie sięgnęłabym. Warto poszerzać horyzonty, nie ustawać w poszukiwaniu... Robię notatki, żeby to co wyłapię istotnego z lektury nie umknęło pod ciężarem codzienności. Szukam opinii osób, z których zdaniem się liczę, wypowiedzi samych autorów oraz recenzji internautów. I się szkolę :) Ostatni weekend spędziłam na warsztatach pisania u Marii Kuli i z całą odpowiedzialnością mogę Wam polecić PERYPETIE. Był to bardzo inspirujący i motywujący dla mnie czas pełen śmiechu w gronie wyjątkowych osób. Maria ma niezwykły dar przekazywania wiedzy przy jednoczesnym zarażaniu pasją czytania i pisania. Warto do niej zaglądnąć.

Dlatego choć ostatnio była dłuższa przerwa na blogu, to chcę Was zapewnić, że już wkrótce pojawią się nowe recenzje. Mimo licznych komplikacji życiowo-zdrowotno-zawodowych nie przestałam przecież czytać ani pisać. Tak jak i nie przestałam oddychać. A wszelkie trudności utwierdzają mnie tylko w przekonaniu o słuszności wybranej drogi. Czasami po prostu warto poczekać, dać sobie czas, by kiełkujące w nas marzenie nabrało właściwej, najlepszej możliwej dla nas formy i rozkwitło pełną paletą kolorów. 


Pozdrawiam ciepło. ArtMagda.











piątek, 18 grudnia 2015

Najpiękniejszy prezent świąteczny

Dziś będzie nie o książkach, a o Świętach :) Ostatnio zapraszałam Was do portalu lubimyczytac.pl , pamiętacie zapewne? Poza bieżącymi informacjami o tym co w świecie literatury słychać i wieloma recenzjami użytkowników, znajdziecie tam także liczne konkursy, do udziału w których serdecznie Was zapraszam.

Wczoraj właśnie dobiegł końca jeden z konkursów pt: "Barwne dzieciństwo", w którym należało napisać o swoich najlepszych wspomnieniach świątecznych i najpiękniejszym prezencie z czasów dzieciństwa. W konkursie brało udział około 80 osób, z czego pięć najciekawszych wpisów zostało nagrodzonych książką i kolorowanką wyd. Adamada.

A dlaczego piszę Wam o tym w ogóle? Ponieważ udało mi się znaleźć w tej zwycięskiej piątce, z czego bardzo się cieszę i dlatego pragnę podzielić się z Wami moją radością :) Mój krótki tekst napisałam w biegu, kreśląc pierwsze co mi do głowy przyszło, szczerze, prosto z serca i wysłałam. Później o konkursie nawet zapomniałam, a wczoraj w skrzynce pocztowej znalazłam miłą wiadomość o wygranej! 


"Najlepsze prezenty to nie przedmioty, a emocje, a te budzi w nas drugi człowiek. Moim najwspanialszym prezentem dotychczas był niespodziewany przyjazd brata na Wigilię. Miałam 14 lat, pojechałyśmy z mamą na Święta do babci i całą długą drogę w pociągu rozmyślałam gdzie on teraz jest i jak spędzi ten świąteczny czas. Od dawna mieszkał już sam, w innym mieście i nie utrzymywał z nami zbyt często kontaktu (czasy bez komórek jeszcze). Gdzieś w środku bałam się, że będzie samotny w ten wigilijny wieczór... Tymczasem babcia przywitała nas jak zawsze bardzo serdecznie w progu mieszkania i bez słowa uchyliła drzwi do pokoju, w którym włączone były tylko światełka na choince. Na kanapie spał mój brat. Wspólnie spędzone kilka dni świątecznych pozwoliło nadrobić miesiące ciszy w naszych kontaktach. Nie mam pojęcia, co wtedy znalazłam pod choinką, nie pamiętam tego. Jedyny ważny dla mnie prezent siedział obok i zajadał się babcinymi pierogami z kapustą. Niespodzianka sprzed 20 lat wciąż jest żywym wspomnieniem i póki co nic nie przebiło tego prezentu świątecznego u mnie."


Przy okazji odkryłam ciekawe wydawnictwo z pięknymi książkami dla dzieci. Koniecznie tam zaglądnijcie. Adamada - dziękuję! Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam spokoju i wytchnienia w tej gonitwie przedświątecznej. 

ArtMagda.