Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść drogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść drogi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 listopada 2016

Recenzja "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam" Dominik Fórmanowicz, Muza

Coraz częściej sięgam po powieści drogi, otwieram książkę i wyruszam z autorem w jego podróż, zwiedzam miejsca, poznaje ludzi, a wszystko bez wychodzenia z domu. Magiczne. Lubię patrzeć na świat oczami autora, dostrzegać drobiazgi wzdłuż drogi, na które sama nie zwróciłabym uwagi. Lubię obserwować wewnętrzny proces przemiany głównego bohatera, jego zmagania ze słabościami, mierzenie się z wyzwaniami, jakie stawia droga i jakie on sobie wyznacza. 

"Droga nas zmienia, kształtuje. Wydobywa z nas to, czego szukamy. Nieważne, jeżeli nie wiesz jeszcze, czego szukasz. To przyjdzie samo". s.37

Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam, Fórmanowicz, recenzja, ArtMagda
W październiku nakładem Wydawnictwa Muza ukazała się debiutancka powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam", która jest zapisem wspomnień z pieszej wędrówki autora słynną trasą pielgrzymkową Drogi Św. Jakuba (hisz. Camino de Santiago). Droga, którą przemierza bohater książki ma 800km i prowadzi do katedry w Santiago de Compostela. Równocześnie z podróżą geograficzną odbywa się niezwykła droga poszukiwania siebie.

"Niewiele da się ukryć przed światem, chcąc go poznać. To transakcja wymienna. Im bardziej chcemy coś odkryć, tym bardziej musimy odkryć się sami". s.22

Świadome poszukiwanie własnej tożsamości wymaga odwagi i konsekwencji. Będąc już w drodze, tej dosłownej i tej wewnętrznej, nie można zawrócić. Kolejne kroki zbliżają bohatera do prawdy, choć on sam jeszcze tego nie widzi. Czytelnik dostrzega ją szybciej. Bohater musi przejść wszystkie warstwy siebie, pomimo wspomnień, które uwierają dotkliwiej niż kamyki w butach. Konfrontacja z przeszłością jest jednak warunkiem koniecznym do zaakceptowania siebie i odkrycia swojego miejsca. 

"Siebie samego odkładasz na bok, jakbyś nie wierzył, że będąc sobą poradzisz sobie ze światem. Bierzesz to, czego chcesz, bo umiesz to robić, ale często nie wiesz po co ci to, co bierzesz. Możesz dużo i wiesz o tym, a jednocześnie nie ufasz sobie i to odbiera ci siły. Jesteś gotowy walczyć ze światem, ale zamiast tego walczysz ze sobą". s.170

Powieść wciąga, czytasz szybko, zachłannie odkrywając kolejne strony. Błyskotliwe pointy wielu akapitów wywołują uśmiech i poczucie, że w swoim spojrzeniu na świat nie jesteś sam. Czytasz przecież po to, by nie czuć się samotny. Proza Fórmanowicza jest subtelna, umożliwia wgląd w bardzo intymne przeżycia bohatera bez poczucia bycia intruzem. Jest też szczera, co uważny czytelnik doceni. Autor nic nie udaje, nie koloryzuje zdarzeń zbędnymi kwiatkami, czy nużącymi opisami. Bez ceregieli łapię cię za rękę i wprowadza w świat swojego bohatera. Bardzo dobrze zbudowane dialogi nadają rytm powieści, nie hamują akcji. Trzecioosobowa narracja pozwala na szerszą perspektywę, zostawia pole do własnej interpretacji zdarzeń i emocji, jakie wyzwala droga. Bohater robi ci miejsce obok siebie, możesz śmiało stawiać kroki i wspólnie przejść Camino de Santiago. Tylko czy się odważysz? 

Dobra proza zmusza do refleksji, przeglądasz się w niej i odnajdujesz siebie. Wiarygodni bohaterowie budzą sympatię, utożsamiasz się z nimi i im kibicujesz. Siłą przekazu jest prawda i odwaga pisarza w dążeniu do jej odkrycia. I taka właśnie jest powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam". 

Gorąco polecam, bardzo dobry debiut, który rozbudza apetyt na więcej. ArtMagda. 

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza.

poniedziałek, 17 października 2016

Recenzja "Kręte ścieżki" Richard Paul Evans, Znak literanova

„Kręte ścieżki” to powieść drogi, a zatem jest wędrowiec, jest droga którą przemierza i mądrość, która do niego przychodzi wraz z kolejnym krokiem.

Kręte ścieżki, Evans, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Jak zawsze u Evans'a jest ładnie i poprawnie. Prosty język trafia w czułe punkty czytelnika, przekaz jest czytelny, autor zmusza do refleksji, ale.. ale po zakończonej lekturze nie wiele zostaje w głowie. Przedstawiona historia jest naiwna i przewidywalna, opisy nużące, a postać głównego bohatera niewystarczająco rozbudowana.

Fabuła rozegrana jest wokół motywu przebaczenia. Podróż w którą wyrusza bohater jest poszukiwaniem sensu życia, ma przynieść nadzieję i wolność. Droga i napotkani na niej ludzie symbolizują lekcje prowadzące do poznania siebie.

Przebaczenie jest warunkiem do odzyskania wolności i spokoju ducha. Ale jak dobrze wiemy nie jest łatwo wybaczać, tak innym jak i sobie samemu, dlatego bohater musi przejść ten proces stopniowo czerpiąc naukę i wyciągając wnioski z bolesnych doświadczeń ludzi napotkanych podczas swojej wędrówki. 

„Wybaczyć to znaczy otworzyć klatkę, w której więził nas zły czyn innego człowieka, i wyjść na wolność."

O ile wcześniejsze książki Evans'a bardzo mi się podobały (Papierowe marzenia, Drzwi do szczęścia, Stokrotki w śniegu i Szukając Noel), to ta mnie nie przekonała. Odnoszę wrażenie, że została napisana na siłę, naprędce, na kolanie. Mam nadzieję jednak, że to jednorazowy spadek formy, dlatego zamierzam dać jeszcze jedną szansę Evansowi i sięgnę po kolejny jego tytuł. ArtMagda.

poniedziałek, 5 września 2016

Recenzja "Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, Wydawnictwo Literackie

Niektóre książki zapadają we mnie tak mocno, że jeszcze długo po skończonej lekturze nie potrafię o nich mówić. Wrażenia są jak rozsypane kawałki kolorowych szkiełek, każde mieni się swoim światłem, ale dopiero zebrane razem tworzą kompletny witraż emocji. Potrzeba czasu, by pył wzruszeń opadł. Książkę "Podróże z owocem granatu" przeczytałam na początku wakacji. Po tygodniu sięgnęłam po nią ponownie, tym razem czytałam uważniej, spokojniej. Delektowałam się każdym akapitem, zakreślałam trafne spostrzeżenia. I dopiero dziś zebrałam się w sobie, by wam o niej opowiedzieć. 


Podróże z owocem granatu, Sue Monk, recenzja, ArtMagda
Jest to osobisty, chwilami wręcz intymny dziennik podróży spisany przez dwie kobiety: matkę Sue Monk Kidd i córkę Ann Kidd Taylor. Dzięki tej nietypowej narracji mamy okazję spojrzeć na daną sytuację z punktu widzenia dwóch osób. Wgląd w wydarzenia jest więc pełniejszy, to czego nie zauważy jedna, dopowie druga. Natychmiast uderzyło mnie, jak rozbieżne są ich spostrzeżenia. Dwie dorosłe kobiety, każda na innym etapie życia, każda z innym bagażem doświadczeń podróżują razem. Zwiedzają te same miejsca, ale każda odnajduje w nich co innego. Na początku wędrówki dzieli je niemal wszystko, trudno im szczerze rozmawiać, otworzyć się. Na końcu odkrywają jak wiele je łączy. Wspólna podróż pozwala poznać się na nowo, odnaleźć nić porozumienia. Relacja matki-córki przeobraża się wraz z kolejnymi zapiskami w dzienniku, by na końcu powieści dojść do satysfakcjonującej więzi pełnej zrozumienia, szacunku i miłości.

"Porzuć pozostałe światy z wyjątkiem tego, do którego przynależysz". s.174

Poza podróżą geograficzną charakterystyczną dla powieści drogi, nota bene fascynującą wędrówką po Grecji, Francji i Turcji, mamy tu przede wszystkich podróż emocjonalną, wewnętrzną wyprawę w głąb siebie. Niezwykłą drogę rozwoju musi przejść zarówno 50-letnia pisarka stojąca u schyłku swojej młodości jak i jej córka, która w tę pełnię kobiecości dopiero wkracza. Matka zmaga się z kryzysem twórczym, miota się między bohaterami pisanej aktualnie powieści, a postaciami mitologii greckiej, których śladami podąża podczas wędrówki. Córka natomiast przytłoczona oczekiwaniami bliskich gubi gdzieś siebie i nie potrafi odnaleźć swojego miejsca. Dopiero podróżowanie pozwala jej odkryć, co tak naprawdę chce w życiu robić.

"Nie mam pojęcia, skąd wiedziałam, że to prawda - na dodatek kluczowa, szczerze mówiąc - ale wiedziałam. Być może stąd, że byłam daleko od domu, daleko od codzienności i po raz pierwszy w życiu mniej czy bardziej sama. Czułam się jak na dziwnej randce z samą sobą. U boku mojego chłopaka wiedziałam, kim jestem. Zainwestowałam kilka lat w rolę uleglej dziewczyny, w przystosowanie i podporządkowanie się, w bycie tym, kim chciał, abym była. Ale w Grecji istniałam w odosobnieniu i pośród tej ciszy zdałam sobie sprawę, że zgubiłam gdzieś siebie". s.33

Obserwowanie jak Ann dojrzewa do bycia pisarką, jak z każdą chwilą coraz pewniej stawia kroki, jak daje sobie przyzwolenie na robienie tego, co jest całkowicie zgodne z jej naturą i osobowością, było dla mnie niebywale wciągającą, wręcz hipnotyzującą przygodą. Równie ciekawe okazały się zapiski Sue - doświadczonej pisarki, jej wnikliwe obserwacje świata, trafne spostrzeżenia i próby pogodzenia się z upływem czasu. Życie toczy się cyklicznie, gdy domyka się jeden krąg, otwiera się następny. I choć nowy jest nieznany i w pierwszej chwili wydaje się gorszy, umyka przecież świeżość kobiecości, a młodość musi ustąpić miejsce Starej Kobiecie, to okazuje się, że kolejny etap życia ma wiele do zaoferowania. 

Powieść Sue Monk Kidd przepełniona jest symboliką. Odnajdziecie tu motyw owocu granatu, jako twórczego źródła siły, energii, płodności. Mity greckie i ich bohaterów, jak Demeter i Persefona. Ikony Matki Boskiej, Czarnej Madonny, Madonny z Montserrat, kapliczki, wzgórza, ruiny, studnie i mroczne podziemia. Wszystkie te elementy zgrabnie przeplatają się z głównym wątkiem wewnętrznych poszukiwań, wzrastania i odkrywania siebie.

Ciepła, mądra, poruszająca powieść do której z pewnością będę powracać. Autentyczne zapiski pisarki z podróży i jej szczere wyznania dotyczące relacji z córką i zwątpień twórczych zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Polecam gorąco, znakomita proza, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Literackiego

wtorek, 7 czerwca 2016

Recenzja "Podróż w stronę czerwieni" Sylwia Zientek, Muza

Znakomita. Po prostu znakomita. Jestem w proszku, zdruzgotana. Autora wyciągnęłam wszystko to, co skrzętnie latami zamiatałam pod dywan. Siadam do książki z nastawieniem przyjemnej, niezobowiązującej lektury i już na wstępie dostaję obuchem w łeb. Łup! Nie będzie lekko. Łup! Muszę łapać oddech, bo czuję że kolejne słowa coraz mocniej zaciskają mi gardło. Łup! Przerywam lekturę, przeczytane zdania wciskają się do mojej świadomości i uwierają, wiercą się szukając dogodnego miejsca i w końcu zostają. Wstaję, muszę się przejść, przewietrzyć głowę. Po spacerze z psem wracam do książki z nastawieniem, że nie dam się tak prowokować, że zachowam dystans. Ale z każdą następną stroną wcale nie jest lepiej. Wciąż zatrzymuję się w lekturze, rozmyślam, analizuję. Nie to żeby książkę źle się czytało, przeciwnie! Można ją pochłonąć błyskawicznie, ale to jak rzucenie się na bandżi, czy skok na głęboką wodę. A ja nie umiem pływać. 

Autorka zmusza mnie, choć naprawdę nie mam na to najmniejszej ochoty, żeby przemyśleć swoje "tu i teraz". I choć w pierwszej chwili złoszczę się na nią za tę inwigilację mojej osoby, to z czasem, gdy już ochłonęłam po lekturze, jestem wdzięczna. Tego była mi trzeba, zimnego prysznica i świeżego spojrzenia. Poukładania siebie w nowym świetle, choć przecież z tych samych elementów. Teoretycznie nic się nie zmieniło, dom, praca, dzieci, codzienny kierat jakich tysiące, ale czuję że wszystko jest inaczej. 

W stronę czerwieni, Sylwia Zientek, ArtMagda, recenzja, książka
"Podróż w stronę czerwieni" to najnowsze powieść Sylwii Zientek wydana przez Wydawnictwo Muza. Pisarka w sposób niezwykle oryginalny zbudowała historię swojej bohaterki wokół realnej postaci, polskie poetki minionego stulecia Marii Komornickiej. Jestem pełna podziwu dla pracy jaką musiała wykonać, by zebrać tak obszerną wiedzę o poetce. Mamy więc 40-letnią Ewę i jej dwie przyjaciółki, z którymi wyrusza w podróż po Europie śladami poetki. I mamy Marię, kontrowersyjną artystkę o intrygującej biografii i niebanalnej osobowości. 

Jest to powieść drogi, bohaterowie są nieustannie w ruchu, fabuła trzyma wysokie tempo. Autorka płynnie przenosi nas z jednego miejsca w następne. Podróż to także odmienny stan umysłu, nie tylko geograficzna zmiana położenia. I w tym odmienionym stanie Eva daje sobie w końcu przyzwolenie na prawdziwą siebie. Czerwień szminki symbolizuje siłę kobiecego seksapilu, odwagę, pewność i wiarę w siebie. Symboliczna jest również przemiana poetki z kobiety w mężczyznę. Jest to powieść wielowymiarowa, którą można interpretować na kilku płaszczyznach. 

Najbardziej uderzyła mnie krytyka współczesnego stylu życia bazującego na wszechobecnych social mediach. Pisarka trafnie obnaża uzależnienie od portali społecznościowych, w których tak chętnie kreujemy jakąś wersję siebie. Każdy przecież lubi się chwalić, a gdy tylko znajduje posłuch, to zaślepiony nie zauważa, jak coraz ciaśniej zapętla się smycz uzależnienia. Smarfony towarzyszą nam wszędzie, są przedłużenie ręki, choć trafniej byłoby napisać - przedłużeniem ego. Jesteśmy on-line 24h, niczym embriony podłączone do życiodajnej matki-internetu.

"Social media to narcystyczne platformy autokreacji" s.213.

Mam wiele przemyśleń po tej książce, choć nie sposób zebrać je wszystkie. Jeszcze tkwię w lekkim oszołomieniu, jeszcze buzują we mnie przeczytane słowa, choć czuję, jak z każdym dniem dojrzewają, wyostrzają rysy. Powieść Sylwii Zientek to błyskotliwa, poruszająca, znakomita proza. Polecam gorąco! ArtMagda.

Matras, ArtMagda, recenzja, książka

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od księgarni Matras. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Recenzja "Ona wraca na dobre" Grażyna Jagielska, Znak

Coraz częściej mam wrażenie, że jak publikuje książkę ktoś znany, ale jednocześnie nie będący pisarzem, to wydawnictwo nie fatyguje się o poprawną korektę i redakcję tekstu. Jakby fakt, że treść sygnowana jest znanym nazwiskiem był wystarczający, a przecież nie jest. Nie każdy celebryta ma zdolności pisarskie. Ba! Zdecydowana większość nie ma i to praca redaktora właśnie, by mu pomóc ubrać w słowa nieuczesane myśli. 

recenzja książki, ArtMagda
Kolejna lektura tylko utwierdza mnie w tym przypuszczeniu. Książka Grażyny Jagielskiej pełna jest błędów, które skutecznie rozpraszały moją uwagę i odciągały od fabuły. Nie chodzi nawet o literówki, czy kończenie zdania przecinkiem zamiast kropką, bo to się zdarza, choć nie powinno, najlepszym wydawnictwom. Chodzi mi natomiast o liczne powtórzenia całych zdań. Na dwóch stronach czytamy: "Schowała dłonie pod stół", "Dłonie ukryła pod stołem" i "Jej dłonie były pod stołem". Męczące, prawda? A wszystko w trzech akapitach następujących po sobie jeden po drugim! Takich przykładów można wiele namnożyć niestety. W efekcie czytając miałam wrażenie, że trzymam w rękach brudnopis autorki. Coś chce mi przekazać, nawet niemal dostrzegam celność spostrzeżeń, ale w ostatniej chwili ulatują one niezdefiniowane poprawnie. Znikają pod ciężarem irytujących pomyłek w tekście.

Niestety sama fabuła również do mnie nie przemówiła. Temat poszukiwania własnej tożsamości jest dobry. Motyw pobytu w szpitalu psychiatrycznym intrygujący. Samotna podróż, dosłowna, geograficzna też bardzo ciekawa, jako sposób na odnalezienie siebie. Ale całość przedstawiona jest zbyt statycznie. Nie porywa, nie porusza. 

Książka w moim odczuciu jest niedopracowana, choć ma potencjał i to chyba najbardziej mnie zasmuciło. 

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak.  Pozdrawiam, ArtMagda.