Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyd. Znak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2017

Recenzja "Piękne życie" Shauna Niequist, Wydawnictwo Znak

Znacie to uczucie, gdy tak wiele oczekujecie od książki, a tak niewiele wam po niej pozostaje? Jak jest cała kiepska, to pół biedy. Gorzej, jak jest dobra, naprawdę świetnie napisana, a jednak jakiś niedosyt pozostawia. Może nie rozczarowanie - bo to za duże słowo - ale jednak lukę, przestrzeń, której nie wypełniły słowa, nawet najprecyzyjniej skrojone. 

Pięne życie, recenzja, ArtMagda, Znak
"Piękne życie" to najnowsza książka amerykańskiej autorki Shauny Niequist, która ukazała się w lipcu na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Znak. Okładka, trzeba przyznać, jest zachwycająca; przyjemna w dotyku faktura płótna i baśniowy, naszkicowany z fantazją kwiat, przeplatający się między literami. Karty z wysokiej jakości papieru, wytonowana czcionka, czytelny podział na rozdziały. Już samo trzymanie w rękach takiego egzemplarza to radość dla miłośnika książek - dopieszczenie jego potrzeb estetycznych.

Piękna okładka podkreśla tytułowe piękno życia. To nie przypadek, a trafny zamysł wydawniczy - jestem pod wrażeniem. 

Świetny jest także styl autorki; lekki, płynny, przejrzysty. Nic tu nie zacina, nie zgrzyta, nie zamęcza czytelnika. Autorka snuje swoją opowieść tak swobodnie, że niemal od niechcenia. Celnie dobiera słowa, układając zgrabne akapity i formułuje niebanalne przemyślenia. Zmusza do pochylenia się nad własnym życiem i to jest bez wątpienia największa siła jej przekazu.

Droga, jaką pokonała autora, by przestać starać się zadowolić wszystkich i w końcu zatroszczyć się o siebie - okazała się naturalną koleją rzeczy, wynikającej z wieku i doświadczenia. Człowiek o rozbudzonej świadomości może odmienić swój los i Shauna Niesquist tego właśnie dokonała. Z zapracowanej, zabieganej, notorycznie przemęczonej matki stała się wyciszoną, zasłuchaną we własne potrzeby kobietą. Piękna, pokrzepiająca przemiana.

Problem jednak w tym, że w ostatnim czasie sporo książek opiewających proste, minimalistyczne życie pojawiło się na rynku. Przeczytałam co najmniej kilka tytułów o potrzebie zatrzymania się, przewartościowania, odrzucenia pędu cywilizacyjnego i cieszenia się wspólnymi chwilami z bliskimi. Być może więc dlatego nic mnie tu nie zaskoczyło. Pozostał niedosyt.

Dużą rolę w procesie przemiany - procesie odzyskiwania siebie, odegrała głęboka wiara pisarki. I tu pojawia się pytanie; czy pisanie o konkretnej religii i opierania się na sztywnym kręgosłupie etycznym, jaki ona dyktuje, trafi do każdego czytelnika? Mam wątpliwości, zwłaszcza że mi samej wychwalanie znaczenia modlitwy i poczucia wspólnoty religijnej chwilami uwierało. A z zapowiedzi wydawcy nic nie wskazywało, że będzie to opowieść tak mocno zakorzeniona religijnie.

Dlatego mam mieszane odczucia po lekturze "Pięknego życia". Ani to poradnik, ani powieść. Raczej opowieść przyjaciela, który ciepłym gestem zaprasza, byś usiadł obok niego na werandzie i wysłuchał jego historii. A czy coś z niej wyniesiesz zależy od tego, na jakim etapie własnej drogi jesteś.

Jeżeli czujesz, że twoje życie nabrało niebezpiecznej prędkości, to ta książka pomoże ci się zatrzymać. Warto spróbować. Polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Recenzja przedpremierowa "Wszystkie kolory nieba" Krystyna Mirek, Znak

Znasz to uczucie, gdy książka jest tak dobra, że pod koniec lektury zwalniasz tempo czytania, by odwlec nieuniknione zakończenie? Przewracasz ostatnią stronę i wiesz, że poczucie niedosytu będzie uwierać jeszcze długi czas. Dopiero co zaprzyjaźniłeś się z bohaterami, dopiero co wgryzłeś się w intrygę, a tu koniec historii i radź sobie sam czytelniku z domysłami, co było dalej.

Wszystkie kolory nieba, Mirek, recenzja, Znak, ArtMagda, subiektywnie
Autorzy bywają jednak łaskawi, zwłaszcza jeżeli są świadomi oczekiwań czytelników. Zdarza się, że piszą kolejną część powieści pozwalając nam na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. "Wszystkie kolory nieba" to dalsze losy Igi i Wiktora, których mogliście poznać w "Większym kawałku nieba" - powieści obyczajowej Krystyny Mirek. I tak jak przy pierwszej recenzji, tak i teraz mam same pozytywne wrażenia po lekturze.

Książkę czyta się szybko i płynnie, naturalne dialogi narzucają wysokie tempo. Bohaterowie naszkicowani w pierwszej części teraz pozwalają poznać się lepiej, a przedstawiony świat nabiera realnych kształtów. Autorka odmalowuje zdarzenia w sposób autentyczny, prosty i szczery. Czytelnik wpada w środek historii, angażuje się w nią bez chwili wahania i z ogromnym zaciekawieniem obserwuje rozwój sytuacji. Powiększa się także wachlarz postaci, a każda z nich wzbogaca fabułę o niebanalne wątki. Czujnym, niezwykle wrażliwym okiem autorka obserwuje świat i związki międzyludzkie dzieląc się z nami trafnymi spostrzeżeniami. 

Niecodziennym doświadczenie już od samego początku książki było dla mnie poczucie, że czytam o kimś, kogo dobrze znam. Wiedziałam, jak zachowa się Iga w bezpośredniej konfrontacji z roszczeniowym ojcem alkoholikiem. Wiedziałam też jakie targają nią wątpliwości, co do słuszności podjętych decyzji i obranej drogi. Wiedziałam w końcu, że ma w sobie dość siły, by zawalczyć o swoje szczęście. Przewracałam kolejne strony i czułam, jak narasta we mnie poczucie sympatii, jakbym czytała o bliskiej osobie. Jest to zapewne cecha wielu książek, które powstają jako kontynuacje historii i duże ułatwienie dla czytelnika - wejść na dzień dobry w dobrze znaną scenerię. Ale też istnieje ryzyko, że autor nie będzie w stanie drugi raz zbudować takiego napięcia i niczym nas już nie zaskoczy. Na szczęście Krystyna Mirek poradziła sobie znakomicie, oby dwóch książek nie byłam w stanie odłożyć przed końcem lektury!

"Wszystkie kolory nieba" to powieść obyczajowa z historią tajemniczego pierścionka w tle. To pokrzepiająca i ciepła opowieść o tym, że warto uwierzyć w siebie i świadomie realizować swoje marzeniaKsiążka ma oficjalna premierę 18 sierpnia 2016, ale w księgarni internetowej Wydawnictwa Znak możecie kupić ją już dziś. Zapraszam was także do Klubu Dobrych Emocji, który zrzesza autorów i czytelników dzielących się pozytywnymi stronami życia. 

Polecam, ArtMagda.

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak

piątek, 3 czerwca 2016

Recenzja "Większy kawałek nieba" Krystyna Mirek, Znak

Lubię powieści obyczajowe, za ich lekkość przekazu i trafność spostrzeżeń. Dobra literatura popularna nie powinna kreować postaci powierzchownych i fabuły banalnej, przewidywalnej. Przeciwnie. Powinna odrysować wyrazistych bohaterów, realnych w swoich emocjach i zachowaniach, z którymi bez trudu czytelnik mógłby się identyfikować.

Niestety często można się rozczarować, dlatego wielu z was nie sięga po literaturę kobiecą obawiając się typowego, płytkiego romansu. Również i ja ze sporym dystansem podchodzę do nowości, które choć w małym stopniu wpisują się w ten gatunek. Rynek wydawniczy zasypuje nas niezliczonymi tytułami, na które nie warto nawet spojrzeć. Niezmiennie od lat sądzę, że lepiej poświęcić godzinę bliskim i nie przeczytać nic, niż czytać złe książki. Jeżeli więc sięgasz po lekturę, to niech to będzie twój świadomy wybór, twoja inwestycja w rozwój osobisty, a nie marnowanie czasu na miałkie teksty.

ArtMagda recenzje książek, subiektywnie
Skąd taki wstęp mojej dzisiejszej recenzji? W pierwszej chwili, gdy przeczytałam zapowiedź wydawnictwa i zobaczyłam okładkę książki Krystyny Mirem "Większy kawałek nieba" zawahałam się, czy warto. Nieufnie spoglądam na ckliwe okładki, zwłaszcza gdy dotyczą współczesnej, polskiej literatury popularnej. Na szczęście powieść Krystyny Mirek okazała się wartościową lekturą, a autorka czujnym, wrażliwym obserwatorem sprzecznych uczuć, jakie nami rządzą. Wiele tu trafnych spostrzeżeń, celnych komentarzy podsumowujących zachowania bohaterów. Głos autorki nie jest jednak nachalny, nie wypycha się na powierzchnię, by brylować złotymi myślami.  Pisarka pozostawia czytelnikowi szerokie pole do samodzielnej analizy, subtelnie tylko ukierunkowuje jego myśli. To niecodzienne, by powieść obyczajowa niosła tak duży ładunek emocjonalny, by poruszała tak wrażliwe struny i zmuszała do refleksji. Dodatkowym plusem jest fakt, że choć fabuła porusza trudne tematy, jak dzieciństwo bohaterki w domu z ojcem alkoholikiem, śmierć matki, czy samotność w dorosłym życiu, to całość ma bardzo pozytywny wydźwięk. Śmiało mogę napisać, że to powieść pokrzepiająca, jak mocna dłoń przyjaciela poklepująca cię po ramieniu. 

Akcja rozgrywa się w dialogach, co pozwala na szybką lekturę. Są one spójne, dynamiczne i naturalne, bez sztucznego zadęcia, a bohaterowie używają słów, jakie faktycznie wymawia się w luźnych konwersacjach. To ważne, bo niestety wielu pisarzy najeża swoje książki słownictwem zbyt górnolotnym, jakby to potoczne nie było wystarczające, jakby nie było dość dobre. Przynosi to jednak odwrotny efekt, książka staje się jak wydmuszka - w pierwszej chwili oczarowuje zewnętrznym pięknem, a po chwili rozczarowuje pustym wnętrzem.


Powieść Krystyny Mirek jest wielowątkowa. Historie bohaterów przeplatają się płynnie, a oni sami z każdą stroną pozwalają nam poznać się lepiej. Są przy tym bardzo wiarygodni i budzą sympatię, śmiało można się z nimi identyfikować, co jest dużą wartość samą w sobie. Czytamy przecież po to, by nie czuć się samotni, by odnajdywać podobnych nam ludzi, podobne przeżycia i przemyślenia. Świadomość, że jest na świecie ktoś, kto myśli, czuje, patrzy tak samo jak ja - jest budująca. Nie bez powodu naszymi ulubionymi książkami stają się te, z których bohaterami możemy się utożsamić.


Wydawca zapowiada ciąg dalszy historii Igi i Wiktora. Najlepszą rekomendacją książki i podsumowaniem tej subiektywnej recenzji niech będzie więc moja deklaracja, że z ogromną przyjemność sięgnę po drugi tom "Większy kawałek nieba". Polecam, ArtMagda.


Egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak.
 

wtorek, 17 maja 2016

Recenzja "Wyrzuć chemię z domu" Ewa Kozioł, Znak

Poradniki czyta się inaczej. Czasami czytam tylko wybrane rozdziały, innym razem pochłaniam całość jednocześnie notując ważne uwagi na kartce lub zaznaczając w książce strony, do których chcę wrócić. Czasami też utknę, coś wyda się ciekawe, chcę przetestować dany przepis i wtedy odkładam książkę, skupiam się na danej czynności, ale wrócić do dalszej lektury jest już trudniej. 

recenzja książki "Wyrzuć chemię z domu", ArtMagda, poradnik, subiektywnie, Znak
Poradniki rządzą się swoimi prawami, nie każdy je lubi, nie każdy docenia. Ale też nie ma co się dziwić, napisanie dobrego, przystępnego kompendium wiedzy wymaga od autora dużego nakładu pracy. Nie znoszę książek, które przytłaczają specjalistycznym słownictwem, które zamiast odkrywać przede mną tajniki wybranej dziedziny, jeszcze bardziej utrudniają jej zrozumienie. 

Poradnik Ewy Kozioł "Wyrzuć chemię z domu" jest na szczęście dokładnie taki, jaki być powinien moim zdaniem dobry poradnik: jasny, czytelny, przejrzysty, napisany zrozumiałym językiem i co ważne z mnóstwem ciekawych przepisów z prostych składników, które zapewne każdy z was ma w domu. 

Ideą książki jest pokazanie jak naturalnymi środkami zastąpić szkodliwe, chemiczne produkty, których używamy na co dzień w domu do sprzątania oraz do pielęgnacji ciała. Znajdziecie tu zaskakująco proste przepisy na podstawowe kosmetyki, niektóre zdążyłam już przetestować. Przeglądając te recepty można odnieść wrażenie, że w prostocie tkwi siła i taką właśnie zasadę wyznaje autorka. Bardzo cenny okazał się dla mnie rozdział o minimalizmie. Żyjemy otoczeni setkami przedmiotów, których wcale nie potrzebujemy. Co więcej, tylko nas one przytłaczają, zabierają cenną przestrzeń, rozpraszają i nie pozwalają skupić się na tym co ważne. Sama również odczuwam wewnętrzna potrzebę oczyszczania swojej przestrzeni. Często porządkuję garderobę, przeglądam zawartość kuchennych szafek i pozbywam się rzeczy, których nie używam. Mam wrażenie, że takie porządki pozwalają mi jaśniej myśleć, podejmować właściwe decyzje i nie przez przypadek dopadają mnie zawsze wtedy, gdy w moim życiu dzieją się poważne zmiany. Miłym zaskoczeniem było więc odkrycie, że to co ja robię intuicyjnie, jest swego rodzaju filozofią życia, którą propaguje autorka poradnika Ewa Kozioł.

Książkę "Wyrzuć chemię z domu" polecam wszystkim, którzy chcą żyć świadomie, zdrowo i mądrze. Autorka zaskoczy was prostymi rozwiązaniami i uświadomi realne zagrożenia wynikające kontaktu z wszechobecną chemią. Zachęcam także do zaglądnięcia na bloga Ewy Kozioł Zielony Zagonek, gdzie znajdziecie wiele wartościowych porad. Polecam, ArtMagda.

Egzemplarz do zrecenzowania otrzymałam od Wydawnictwa Znak, klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją wydawcy. 

poniedziałek, 16 maja 2016

Recenzja "Fatum i furia" Lauren Groff, Znak

Lubię książki dopracowane, w których żadne słowo nie jest przypadkowe, których plastyczne opisy, wyszukane metafory i przepiękny język zachwycają. Nie chodzi mi o zadęcie, sztuczne nadmuchanie tekstu nienaturalnym słownictwem, a o precyzję w doborze słów i przemyślaną strukturę tekstu. Lubię, gdy autor zaskakuje niecodziennymi porównaniami, gdy żongluje literami świadomie i celnie. 

"Zimowe popołudnie, niczym bezszelestnie stąpający kot, przeszło w wieczór". (s. 167)
"Światło wdzierało się do jej oczu i obijało o mózg jak kauczukowa piłeczka". (s. 351)

recenzja książki, subiektywnie, ArtMagda, Znak, Fatum i furia
Taka właśnie jest książka Lauren Groff "Fatum i furia" i to nie dlatego, że okrzyknięto ją najgłośniejszą amerykańską powieścią 2015 roku i nie dlatego też że stała się bestsellerem "New York Times", lecz dlatego że to po prostu bardzo dobra literatura. Zresztą prawda jest też taka, że od bestsellerów oczekujemy znacznie więcej, dlatego łatwiej przychodzi rozczarowanie tekstem. Gdy jednak okazuje się, że miano najlepszej książki roku jest zasłużone, czujemy podwójną satysfakcję z dokonanego wyboru lektury. Jakiś czas temu słuchając wywiadu z autorką pomyślałam, że skoro poświęciła 2 lata na dopracowanie powieści, skoro losy bohaterów wraz z datami rozpisała na dwóch przeciwległych ścianach pokoju i z niemal chirurgiczną precyzją dobierała kolejne wątki snując historię Lotta i Mathildy, to musi być ona naprawdę wyjątkowa. I się nie rozczarowałam. 

Już na pierwszej stronie poznajemy głównych bohaterów, młodych, pięknych, zakochanych. Lubię książki, które od razu wprowadzają czytelnika w środek akcji, bez zbędnych i nużących wstępów. Konstrukcja powieści jest, jak sugeruje tytuł, podzielona na dwie części, z czego w pierwszej (fatum) poznajemy historię ponad 20-letniego związku z punktu widzenia mężczyzny, a w drugiej (furia) te same wydarzenia odkrywamy na nowo wzbogaceni o punkt widzenia kobiety. Jest to o tyle ciekawy zabieg literacki, że mniej więcej w połowie książki, gdy zdaje nam się że wszystko rozumiemy, znamy charaktery i motywacje bohaterów, znamy ich zalety i słabości, nagle okazuje się że nic nie wiemy. Autorka zaskakuje zwrotami akcji, kompletnie zbija z tropu i nie pozwala odłożyć książki na bok.

"Fatum i furia" to powieść o dwoistej naturze związku, o dwóch stronach medalu, które choć się uzupełniają, przenikają i zależą jedna od drugiej, to jednak zawsze pozostaną oddzielnymi płaszczyznami. Chcąc poznać prawdę, jedyną autentyczną wersję zdarzeń trzeba odkryć wszystkie karty, a małżeństwo to przecież wyrafinowana gra pozorów, białych kłamstw i półsłówek. Autorka powoli odsłania kolejne tajemnice, nie mówi wszystkiego od razu, lecz w przemyślany sposób buduje napięcie. Stopniowo pozwala czytelnikowi zebrać w całość poszczególne elementy układanki. Fabuła wciąga, intryguje i trzyma  w napięciu do ostatniej strony. Pisarka umiejętnie gra na emocjach, porusza do głębi ukazując, co tak naprawdę nami rządzi. Wydarzenia z dzieciństwa odciskają piętno na naszym dorosłym życiu, to one nas kształtują i ukierunkowują nasze działanie. Ulegając demonom przeszłości pozwalamy, by pisały za nas scenariusz naszego życia. Ale czy tego właśnie chcemy?

"Uczyń mnie szczęśliwym, a znów stanę się prawym". (s. 301)

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania z księgarni Matras. Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją wydawcy - Wydawnictwo Znak. 



piątek, 6 maja 2016

Recenzja "Sekret zegarmistrza" Renata Kosin, Znak

Gdy zerknęłam na okładkę najnowszej książki Renaty Kosin w pierwszej chwili pomyślałam, że czeka mnie babskie czytadło. Pewnie będzie ckliwie i banalnie, skwitowałam. Nic jednak bardziej mylnego! Kolejny raz sprawdza się formuła - nie oceniaj książki po okładce. Najnowsza powieść Renaty Kosin "Sekret zegarmistrza" okazała się znakomitą lekturą.

recenzja książki, ArtMagda
Już od pierwszych stron autorka zaskakuje plastycznymi opisami, które jednak nie przytłaczają treści, a stanowią jej subtelne dopełnienie. Rytmiczne dialogi nadają powieści tempa niczym precyzyjne trybiki w zegarku. Język jest płynny, poprawny i przyjemny w odbiorze. Fabuła wciąga i intryguje, jak dobra powieść detektywistyczna. Kolejne wątki przeplatają się bardzo zgrabnie tworząc coraz wyraźniejszy obraz całości. Lubię ten stan, gdy nie sposób odłożyć książkę, gdy kolejne strony przelewają się przez palce i nagle zaskoczona czytam ostatnie zdanie powieści. Jeżeli i ty lubisz takie uzależnienie od czytanie, to jest to zdecydowanie książka dla ciebie!

Główna bohaterka Lena mieszka w starym dworku dziadków, z którymi w dzieciństwie była bardzo mocno związana emocjonalnie. W życiu dorosłym przykłada nadmierną wagę do pamiątek przeszłości. Idealizuje dziadków, nieustannie rozpamiętuje minione dni. Pielęgnując w sobie sielankowy obraz dawnych czasów nie do końca zgodny z rzeczywistością, odcina się od życia teraźniejszego i nie dostrzega problemów w relacji z mężem i dorosłą już córką. Początkowo niechętna, by przeprowadzić konieczny remont dworku, w końcu decyduje się na rozbiórkę starego pieca kaflowego, w którym nieoczekiwanie znajduje mundur żołnierza rosyjskiego oraz nadpalony pamiętnik. Tajemnicze przedmioty rozbudzają ciekawość zarówno głównej bohaterki, jak i czytelnika. Lena rozpoczyna śledztwo, snuje w głowie liczne wersje zdarzeń i z przerażeniem odkrywa, że znaleziska z pieca kryją mroczny sekret jej rodziny. Ciekawość bierze jednak górę nad strachem. Zaintrygowana nieznaną historią przodków decyduje się na wyjazd do Francji, dokąd prowadzą kolejne poszlaki. W podróży towarzyszy jej córka Ksenia. Wspólne zaangażowanie oraz dramatyczne przeżycia zbliżają kobiety. Ku ich zaskoczeniu dawna tajemnica rodzinna pomaga odbudować nadszarpnięte więzi. 

Podróż jest tu wielowymiarowa: to dosłowna wyprawa na Lazurowe Wybrzeże, to ściganie przeszłości i przede wszystkim poszukiwanie własnej tożsamości, swojego miejsca na ziemi. "Sekret zegarmistrza" jest ciepłą, klimatyczną opowieścią, w której każdy przedmiot ma duszę a bohaterowie szukając duchów przeszłości odnajdują tak naprawdę siebie. Bardzo polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak. Klik w foto okładki, by przejść do strony z recenzją wydawcy. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Recenzja "Ona wraca na dobre" Grażyna Jagielska, Znak

Coraz częściej mam wrażenie, że jak publikuje książkę ktoś znany, ale jednocześnie nie będący pisarzem, to wydawnictwo nie fatyguje się o poprawną korektę i redakcję tekstu. Jakby fakt, że treść sygnowana jest znanym nazwiskiem był wystarczający, a przecież nie jest. Nie każdy celebryta ma zdolności pisarskie. Ba! Zdecydowana większość nie ma i to praca redaktora właśnie, by mu pomóc ubrać w słowa nieuczesane myśli. 

recenzja książki, ArtMagda
Kolejna lektura tylko utwierdza mnie w tym przypuszczeniu. Książka Grażyny Jagielskiej pełna jest błędów, które skutecznie rozpraszały moją uwagę i odciągały od fabuły. Nie chodzi nawet o literówki, czy kończenie zdania przecinkiem zamiast kropką, bo to się zdarza, choć nie powinno, najlepszym wydawnictwom. Chodzi mi natomiast o liczne powtórzenia całych zdań. Na dwóch stronach czytamy: "Schowała dłonie pod stół", "Dłonie ukryła pod stołem" i "Jej dłonie były pod stołem". Męczące, prawda? A wszystko w trzech akapitach następujących po sobie jeden po drugim! Takich przykładów można wiele namnożyć niestety. W efekcie czytając miałam wrażenie, że trzymam w rękach brudnopis autorki. Coś chce mi przekazać, nawet niemal dostrzegam celność spostrzeżeń, ale w ostatniej chwili ulatują one niezdefiniowane poprawnie. Znikają pod ciężarem irytujących pomyłek w tekście.

Niestety sama fabuła również do mnie nie przemówiła. Temat poszukiwania własnej tożsamości jest dobry. Motyw pobytu w szpitalu psychiatrycznym intrygujący. Samotna podróż, dosłowna, geograficzna też bardzo ciekawa, jako sposób na odnalezienie siebie. Ale całość przedstawiona jest zbyt statycznie. Nie porywa, nie porusza. 

Książka w moim odczuciu jest niedopracowana, choć ma potencjał i to chyba najbardziej mnie zasmuciło. 

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak.  Pozdrawiam, ArtMagda.

czwartek, 10 grudnia 2015

Recenzja "Zorkownia" Agnieszka Kaluga, Znak


Pierwszy raz książkę Agnieszki przeczytałam rok temu, zaraz przed Świętami, co było chyba najlepszym możliwym czasem na nią. Teraz znów mamy grudzień a ja mam nieodparta potrzebę sięgnięcia po nią ponownie. Taka książka to prawdziwy skarb w domu. Powracasz do niej wiele razy i za każdym znajdujesz nowe smaczki, dostrzegasz niuanse, które umknęły przy pierwszej lekturze i przede wszystkim składasz ponownie rozsypane cząstki samego siebie w całość. Ale nie byle jaką całość. Czytasz i czujesz, że stajesz się uważniejszy, wrażliwszy, bardziej świadomy. To książka, która sprawia, że stajesz się lepszy. I choć tematyka nie jest łatwa, autorka prowadzi zapiski ze swojego wolontariatu w hospicjum, to napawa takim ciepłem, wewnętrznym spokojem i harmonią, że chce się po prostu do niej wracać. 

Agnieszka Kaluga ma niecodzienny dar, a ja mam w sobie ogromną wdzięczność, że postanowiła tym darem podzielić się z nami. Jej opowieści ubogie w słowa niosą tak ogromny ładunek emocjonalny, że chwilami trudno się podnieść pod ich ciężarem. Ale to dobra i bardzo potrzebna lekcja dla współczesnego czytelnika. Zmiażdżony dosadnością słów, dobranych precyzyjniej niż cięcie chirurgicznym ostrzem, musi się zmierzyć ze swoimi lękami i przypomnieć sobie, co w życiu jest najważniejsze. W czasach kultu ciała, piękna zewnętrznego, niekończącego się pędu i gonitwy za dobrami materialnymi, zapominamy o najistotniejszym - o człowieku. A Kaluga widzi tylko jego. 

recenzja książki, ArtMagda, subiektywnie
Nie znajduję słów, by opisać nagromadzone, pęczniejące we mnie emocje po ponownej lekturze tej książki. Każde jedne wydają się banalne i miałkie. "Zorkownia" jest najlepszym prezentem, jaki możemy zrobić samym sobie. Nie tylko na Święta, ale codziennie. Jest jak zrzucenie klapek z oczu i spojrzenie na swoje życie w nowym, prawdziwym świetle. Jest brakującym rozdziałem w instrukcji obsługi życia. 

Napisać, że to wartościowa lektura to za mało. "Zorkownia" jest książką, która powinna moim zdaniem wejść do kanonu lektur szkolnych, by uczyć swoim niecodziennym w formie przekazem o miłości do drugiego człowieka, o kruchości życia i o sensie naszego istnienia. 

Odsyłam Was także na bloga autorki Zorkownia. Hospicyjno myśloodsiewnia - to miejsce, które obowiązkowo trzeba poznać, a jak już zasmakujecie w tej niecodziennej stylistyce, to gwarantuję, że zostaniecie. Warto. 

Polecam z całego serca! ArtMagda. 

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak.