Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 września 2017

Recenzja "Pustostan" Agnieszka Nietresta-Zatoń, Prószyński i S-ka

Znakomity debiut z gatunku tych, które trzeba odchorować, który zostawia trwały ślad w pamięci. Długo zbierałam się w sobie, by cokolwiek napisać o tej książce i nadal brakuje mi słów, choć minął rok od lektury "Pustostanu".

Pustostan, recenzja, ArtMagda, Prószyński i S-ka, Agnieszka Nietresta-Zatoń
Autorka rozwala system, zaskakuje precyzyjnym, pięknym językiem (kiedy ostatni raz przeczytaliście słowo "szadź"?), ciekawą konstrukcją fabuły, nieszablonowym podejściem do bohatera i absolutnie mistrzowskim potraktowaniem czytelnika. Agnieszka Nietresta-Zatoń pisze, jak rasowy pisarz! Czytelnik jest bez szans; każde kolejne słowo wwierca mu się precyzyjnie w głowę, boli do żywego, ale nie jest w stanie oderwać się od lektury. 

Największą siłą przekazu "Pustostanu" jest prawda. Prawda, z którą nie mamy szans polemizować. Prawda, która uwiera jak za ciasne buty. Prawda, której sami przed sobą nie chcemy przyznać, a w której autorka zanurza nas już od pierwszych stron i aż do końca nie pozwala wychylić głowy nad powierzchnię. Topimy się w niej, dławimy, tracimy oddech, ale czytamy dalej, nie mogąc przerwać. 

Ignacy Karpowicz tak napisał o "Pustostanie": "Książka wciąga i trzyma jak toksyczna rodzina. Świetnie napisane, chwilami nieodparcie śmieszne - przerażająco śmieszne, bo prawdziwe".

Nic dodać, nic ująć. Warto B A R D Z O przeczytać. Trudna, wymagająca i jednocześnie niezwykle wartościowa lektura. Polecam szczerze! ArtMagda. 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Recenzja "Historia Mademoiselle Oiseau" Andrea de La Barre Nanteuil, Lovisa Burfitt, Wydawnictwo Literackie

Na jakiś czas odstawiłam czytanie, zniechęcona ilością kiepskich książek, o których napisałam wam w trzech ostatnich postach. Dosyć już miałam tych rozczarowań, tych miałkich powieści, nijakich bohaterów i słów nadmuchanych niczym wydmuszki.

Historia Mademoiselle Oiseau, recenzja, ArtMagda, Literackie
Ale nie czytać, to jak nie oddychać. A ja nie umiem długo wytrzymać bez powietrza. Kolejny raz złą passę przerwała publikacja Wydawnictwa Literackiego. Kolejny, bo już zimą dopadło mnie potworne znużenie ckliwymi opowiastkami w tematyce około świątecznej. Szczęśliwie jednak w moje ręce trafiła wtedy bardzo dobrze napisana powieść "Życie motyli" - właśnie Wydawnictwa Literackiego - i wyrwała mnie ostatecznie z zimowego snu nie czytania.

Raz - to przypadek. Dwa razy - to już reguła. Jeżeli chcesz dostać dobrą prozę, to sięgnij po dobre wydawnictwo.

"Historia Mademoiselle Oiseau" to balsam dla mojej romantycznej, humanistycznej duszy. Jest to opowieść tak uniwersalna, że zarówno dzieci będą słuchać jej z zapartym tchem, jak i dorośli.

Historia Mademoiselle Oiseau, recenzja, ArtMagda, Literackie
Najpierw nacieszyłam oczy perfekcyjnym wydaniem, dużym formatem, zgrabną czcionką. Następnie pokazałam swoim synom przepiękne ilustracje: grubą, czarną kreskę przechodzącą w rozlane akwarele, ogrom detali i intensywność kolorów. Zaciekawieni zaczęli liczyć ile kotów ukryło się na pierwszym obrazie. Wyszukiwali ptaszki, piórka, guziki i pompony. Kartkowali książkę, tropiąc kolejne rysunki. Obserwowałam zaskoczona, z jaką łatwością weszli w ten niezwykły świat Mademoiselle Oiseau, a gdy zaczęłam czytać im jej historię, słuchali z otwartymi buziami. 

I to jest właśnie magia tej książki. Może czytać ją każdy - od pięciu do stu pięciu lat - i każdy pokocha te dwie, nietuzinkowe Paryżanki: ekscentryczną Mademoiselle Oiseau i nieśmiałą Izabelę.

Historia rozegrana jest na pograniczu rzeczywistości i bajki. Izabelę poznajemy w chwili, gdy jest bardzo nieśmiałą dziewczynką, czującą się tak niepewnie we własnej skórze, że niemal staje się niewidzialna. Przypadkowo trafia do mieszkania sąsiadki, która otwiera przed nią niezwykły świat bajecznych kolorów, magicznych tarasów, niezliczonej ilości kotów i francuskich makaroników. Izabela - nie mając żadnej alternatywy - zagłębia się w ten świat bez wahania i prowadzi nas przez brukowane uliczki Paryża, bujne ogrody, poddasza pełne eleganckich sukien i kapeluszy. Każdy kolejny dzień przynosi nową przygodę. I nową lekcję życia - tak dla Izabeli, jak i dla czytelnika.

Jestem pod wrażeniem warsztatu autorek, tego jak płynnie prowadzą fabułę cienką linią pomiędzy snem a jawą. Tego jak zgrały swoje dwa głosy, by stworzyć jedną, spójną historię. Doświadczenia Izabeli są piękną alegorią poczucia odrzucenia, nieśmiałości i zarazem szukania akceptacji, szukania siebie. Mademoiselle Oiseau uczy dziewczynkę, jak doceniać drobne przyjemności, jak cieszyć się życiem.

Zdaniem Wandy Chotomskiej "Książki dla dzieci trzeba pisać tak, by dorośli się nie zanudzili, czytając je dzieciom". I tak właśnie napisana jest ta opowieść.

Gorąco polecam - małym i dużym czytelnikom - ArtMagda.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Recenzja "Piękne życie" Shauna Niequist, Wydawnictwo Znak

Znacie to uczucie, gdy tak wiele oczekujecie od książki, a tak niewiele wam po niej pozostaje? Jak jest cała kiepska, to pół biedy. Gorzej, jak jest dobra, naprawdę świetnie napisana, a jednak jakiś niedosyt pozostawia. Może nie rozczarowanie - bo to za duże słowo - ale jednak lukę, przestrzeń, której nie wypełniły słowa, nawet najprecyzyjniej skrojone. 

Pięne życie, recenzja, ArtMagda, Znak
"Piękne życie" to najnowsza książka amerykańskiej autorki Shauny Niequist, która ukazała się w lipcu na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Znak. Okładka, trzeba przyznać, jest zachwycająca; przyjemna w dotyku faktura płótna i baśniowy, naszkicowany z fantazją kwiat, przeplatający się między literami. Karty z wysokiej jakości papieru, wytonowana czcionka, czytelny podział na rozdziały. Już samo trzymanie w rękach takiego egzemplarza to radość dla miłośnika książek - dopieszczenie jego potrzeb estetycznych.

Piękna okładka podkreśla tytułowe piękno życia. To nie przypadek, a trafny zamysł wydawniczy - jestem pod wrażeniem. 

Świetny jest także styl autorki; lekki, płynny, przejrzysty. Nic tu nie zacina, nie zgrzyta, nie zamęcza czytelnika. Autorka snuje swoją opowieść tak swobodnie, że niemal od niechcenia. Celnie dobiera słowa, układając zgrabne akapity i formułuje niebanalne przemyślenia. Zmusza do pochylenia się nad własnym życiem i to jest bez wątpienia największa siła jej przekazu.

Droga, jaką pokonała autora, by przestać starać się zadowolić wszystkich i w końcu zatroszczyć się o siebie - okazała się naturalną koleją rzeczy, wynikającej z wieku i doświadczenia. Człowiek o rozbudzonej świadomości może odmienić swój los i Shauna Niesquist tego właśnie dokonała. Z zapracowanej, zabieganej, notorycznie przemęczonej matki stała się wyciszoną, zasłuchaną we własne potrzeby kobietą. Piękna, pokrzepiająca przemiana.

Problem jednak w tym, że w ostatnim czasie sporo książek opiewających proste, minimalistyczne życie pojawiło się na rynku. Przeczytałam co najmniej kilka tytułów o potrzebie zatrzymania się, przewartościowania, odrzucenia pędu cywilizacyjnego i cieszenia się wspólnymi chwilami z bliskimi. Być może więc dlatego nic mnie tu nie zaskoczyło. Pozostał niedosyt.

Dużą rolę w procesie przemiany - procesie odzyskiwania siebie, odegrała głęboka wiara pisarki. I tu pojawia się pytanie; czy pisanie o konkretnej religii i opierania się na sztywnym kręgosłupie etycznym, jaki ona dyktuje, trafi do każdego czytelnika? Mam wątpliwości, zwłaszcza że mi samej wychwalanie znaczenia modlitwy i poczucia wspólnoty religijnej chwilami uwierało. A z zapowiedzi wydawcy nic nie wskazywało, że będzie to opowieść tak mocno zakorzeniona religijnie.

Dlatego mam mieszane odczucia po lekturze "Pięknego życia". Ani to poradnik, ani powieść. Raczej opowieść przyjaciela, który ciepłym gestem zaprasza, byś usiadł obok niego na werandzie i wysłuchał jego historii. A czy coś z niej wyniesiesz zależy od tego, na jakim etapie własnej drogi jesteś.

Jeżeli czujesz, że twoje życie nabrało niebezpiecznej prędkości, to ta książka pomoże ci się zatrzymać. Warto spróbować. Polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.

piątek, 4 sierpnia 2017

Rozczarowania literackie 2017 - recenzje "Noc ognia", "Dzika droga", "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno"

Dziś chcę wam napisać o trzech, zgubnych kryteriach, którymi się kierujemy, szukając nowej lektury. Wyboru dokonałam na postawie własnych doświadczeń i choć wyciągnęłam wnioski, to i tak wciąż wpadam w te same pułapki. 

Pierwszym jest zasugerowanie się znanym autorem. To ważne kryterium, każdy ma przecież swoich ulubionych pisarzy. Przypuszczam także, że każdemu z was przyszło się rozczarować, gdy ten 'ukochany' autor napisał słabą książkę, prawda? Najpierw jest radość, że mamy nowiutki tytuł w dłoni, potem zaciekawienie co też tym razem 'nasz' autor wymyślił i czym nas zaskoczy, a na koniec przygnębiająca myśl, że jakąś słabszą formę miał chyba, że ten tytuł do mniej udanych należy. Wciskamy książkę na półkę, na która i tak nic się już nie mieści i obiecujemy sobie, że następnym razem przeczytamy dokładniej notę na tylnej stronie okładki.

Schmitt, Noc Ognia, recenzja, ArtMagda
Przykładem może tu być "Noc ognia" Erica-Emmanuela Schmitta, autora którego dotychczas zawsze kupowałam w ciemno. Książka nie jest zła. Ba, nawet napisałabym, że jest dobra, gdybym nie czytała wcześniejszych jego tytułów. Ale przeczytałam osiemnaście i ten konkretny po prostu nie zachwyca.

Schmitt jest niekwestionowanym mistrzem krótkich form literackich. Jego książki są skarbnicą złotych myśli. Czytając, często podkreślam zgrabne akapity, zachwycam się grą słów i trafnością przekazu. Schmitt to przede wszystkim filozof, który celnie wypunktowuje ludzkie słabości i rozkłada na czynniki pierwsze naturę człowieka.

W "Nocy ognia" nagle pojawia się Bóg, pojawia się siła wyższa, która kieruje działaniami i poglądami głównego bohatera. I to mi zgrzyta. Dotychczas Schmitt skupiał się na człowieku i sile emocji, które nim rządzą. Nawet gdy poruszał tematykę religijną (bo i takie jego książki czytałam), robił to z dystansu, zawsze konstruując niejednoznaczne opinie. To czytelnik miał ostatnie zdanie. Dotychczas także wyraźnie przeważały wątpliwości autora, co do wiary współczesnego człowieka.

W "Nocy ognia" tych wątpliwości nie ma. A to już nie jest 'mój' Schmitt. To nadal świetny pisarz, dramaturg i filozof - bez wątpienia. Ale przed zakupem kolejnej jego książki zastanowię się trzy razy.

------------------------------------------------------

Drugim kryterium jest zasugerowanie się rankingami list bestsellerów. Niby każdy mówi, że bestsellerów nie czyta, bo są to zazwyczaj sztucznie wypromowane książki - wcale nie wysokich lotów i wcale nie ciekawe. Ale jednak marketing robi swoje. Przeglądamy strony internetowe w poszukiwaniu interaktywnej zabawki dla dziecka, a w pasku bocznym, lub w gorszej wersji na całej szerokości ekranu, wyskakują reklamy Empiku, czy Matrasa. Przechodzimy pasażem w galerii handlowej, w poszukiwaniu srebrnych szpilek (gdzieś muszą przecież być i na nas czekają!) i z każdej strony atakują nas gigantyczne okładki najnowszych thrillerów. Nawet w okienku na poczcie, zanim wypełnimy druk do poleconego, oko zdąży wypatrzeć obyczajówkę Michalak, czy kryminał Mroza.

Dzika droga, recenzja, ArtMagda
O "Dzikiej drodze" Cheryl Strayed po raz pierwszy przeczytałam na portalu lubimyczytac.pl. Późnej trafiałam na recenzje blogerów zachwycających się niezwykłą historią dziewczyny, która w poszukiwaniu siebie wyrusza samotnie na szlak. W rankingach bestsellerów tytuł szybko piął się w górę, a w jednym z wywiadów z redaktorką Wydawnictwa Znak usłyszałam, że to najlepsza książka, jaką wydali w ostatnim czasie. Zachęcona tak pozytywnymi opiniami skusiłam się oczywiście.

Lubię powieść drogi, lubię obserwować jak bohater zmienia się i dojrzewa wraz z każdym kolejnym krokiem. Traumatyczne przeżycia, jak śmierć matki, sprzyjają drastycznym zmianom w życiu. Nie dziwi więc, gdy bohaterka rozwodzi się, ani gdy rzuca pracę. Nie dziwi także, gdy popełnia błędy, wpada w ramiona przypadkowych mężczyzn i zatraca się w narkotykowym nałogu. Wszystko jest przewidywalne. Ale czytam dalej z nadzieją, że gdzieś ten fenomen książki musi się ukrywać. Pewnie na następnej stronie.

Pod wpływem impulsu bohaterka decyduje się wyruszyć w samotną, niezwykle karkołomną podróż. I tu dopiero zaczyna się ciekawa historia. Mierząc się z własnymi słabościami i przeciwnościami niedostępnej drogi, Cheryl przechodzi trudny proces oczyszczenia. Na nowo buduje siebie. Dojrzewa.

I wszystko byłoby dobrze, znów napisałabym, że to dobra książka, gdyby nie nużące opisy technicznej strony podróży. W pewnym momencie czytanie o linkach, nożach, konserwach i błocie na włosach zaczyna mi tak uwierać, że przeskakuję całe akapity. Odkładam książkę kilka razy, zniechęcona toporną terminologią wyposażenia plecaka. Przesłanie jest piękne, a proces przemiany bohaterki ładnie przedstawiony, ale wciąż mam mieszane uczucia - bo czy bestsellerem nie powinna być książka, którą czytam z zapartym tchem od deski do deski?

-------------------------------------------------------------

Trzecim kryterium jest zasugerowanie się poleceniami znajomych, czyli koleżanka przeczytała i jej zdaniem książka była świetna. Kolega koleżanki też przeczytał i wybuchał śmiechem co dwie minuty podczas lektury. Dziewczyna tego kolegi również bardzo poleca. Ponoć to dobra powieść. Ponoć bawi i wzrusza do łez. Ponoć. A tymczasem książka okazuje się w najlepszym wypadku słaba, a ty zastanawiasz się komu ją sprezentować.

Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno, ArtMagda, recenzja
O książce pt. "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno" Raphaelle Giordano najpierw usłyszałam od znajomej, mieszkającej we Francji. Tam tytuł szybko stał się bestsellerem, a koleżanka przekonywała, że muszę koniecznie ją przeczytać, bo odmieni moje życie! Aż tak desperacko odmiany nie potrzebowałam, ale zaintrygowana poczytałam opinie francuskich blogerów i faktycznie na same "ochy i achy" trafiałam. Dopisałam więc tytuł do listy 'must read' i czekałam na polski przekład. Gdy okazało się, że książka została wydana przez Wydawnictwo Muza, bez zastanowienia po nią sięgnęłam.

Problem jednak w tym, że spodziewałam się opowieści o tym, jak dokonać przemiany w sposobie myślenia, podpartej wiedzą psychologiczną, a otrzymałam niepoważną opowiastkę o wymyślonej przez autorkę rutynologii - chorobie, która nas męczy, gdy wpadamy w rutynę dnia codziennego.

Sam pomysł jest ciekawy, ale fabuła tak przewidywalna, że niemal odgadywałam, jakie będą kolejne kroki bohaterki. Lektura była niczym słuchanie płyty, którą zna się na pamięć: pod koniec pierwszego utworu już wiemy, jaki zabrzmi następny.

A ja lubię, gdy książka mnie zaskakuje, gdy bohater dokonuje wyborów, których się nie spodziewam. Może za dużo książek psychologicznych przeczytałam, by ta lekka formuła do mnie przemówiła? A może już tak głęboko popadłam w rutynologię, że nie ma dla mnie ratunku? ;)

-----------------------------------------------------------------

Życzę wam udanego weekendu i samych D O B R Y C H książek!
ArtMagda.

piątek, 16 czerwca 2017

Recenzja "P.R.O.M.O.T.E Awansuj szybciej, zarabiaj więcej" Sylwia Królikowska

Jak to jest z tymi poradnikami? Dlaczego jedni je uwielbiają, sięgają po wszystkie tytuły z danej dziedziny, drążą zagadnienie, poszerzają wiedzę, a inni patrzą krzywym okiem, nie ufają, nie traktują poważnie? Czy odpowiedź tkwi w czytelniku - jesteśmy różni więc różne lektury lubimy? Czy może w poradniku, w tym przez kogo został napisany i jakim językiem? 

Diabeł zawsze tkwi w szczególe, tak jest i tym razem :)

PROMOTE Sylwia Królikowska, poradnik, awans, korporacja, recenzja, ArtMagda
Dobry poradnik to nie tylko zbiór informacji na dany temat, to przede wszystkim, jak nazwa wskazuje, porady autora poparte jego szeroką wiedzą i doświadczeniem. Gdy czytasz dobry poradnik, to masz wrażenie, że na kanapie obok siedzi przyjaciel, słucha i doradza, opowiada zabawne anegdoty, klepie po ramieniu, a gdy trzeba, daje solidnego kopa motywacyjnego, byś w końcu wstał z tej kanapy i zaczął działać.

Taki właśnie jest poradnik Sylwii Królikowskiej "P.R.O.M.O.T.E Awansuj szybciej, zarabiaj więcej". Naprawdę dobrze napisany. 

Jeżeli marzysz o podwyżce i/lub awansie, w tej książce znajdziesz proste rozwiązania, które krok po kroku zaprowadzą cię do celu. Autorka opracowała skuteczny model P.R.O.M.O.T.E, który klarownie nakreśla wszystkie niezbędne cechy i zachowania, jakie należy w sobie wypracować, dążąc do awansu zawodowego. Pokazuje jak świadomie kierować karierą i jakie działania podejmować, by szybciej awansować. Autorski model P.R.O.M.O.T.E  zawiera także ćwiczenia, zamieszczone na końcu każdego z rozdziałów, które pomogą ci sprawdzić na jakim etapie swojego rozwoju zawodowego jesteś, w jakich sferach jesteś już mocny, a nad jakimi należy jeszcze popracować.

Autorka ma niezwykły dar dzielenia się swoim doświadczeniem tak, by nie zanudzić czytelnika, lecz by wzbudzić w nim pokłady energii, o których istnieniu nie miał dotychczas pojęcia. Każdy akapit zachęca do działania, pokazuje konkretne ścieżki, daje narzędzia i uczy, jak ich używać. Poradnik Królikowskiej rozbudza chęć na zmiany, zmusza do zadania sobie trudnych pytań i zastanowienia się nad własnych zachowaniem w pracy.

Świetny styl książki, bezpośrednie zwracanie się do czytelnika, przejrzysty układ rozdziałów sprawiają, że czyta się płynnie i z dużą przyjemnością. Aż trudno uwierzyć, że to debiut wydawniczy autorki. Królikowska nie owija w bawełnę, nazywa rzeczy po imieniu, jeżeli jesteś leniwy, opryskliwy lub nie lubisz swojej pracy, to masz małe szanse na podwyżkę. Ale jeżeli potrafisz rzetelnie pracować i jesteś otwarty na nowe wyzwania, to warto wczytać się w poradnik i wyciągnąć z niego jak najwięcej. 

Podczas wystąpień publicznych autorka płynnie żongluje humorem, imponującym doświadczeniem zawodowym, celnymi pointami oraz fachowym, psychologicznym zapleczem. Jest wulkanem pozytywnej energii, porywa publiczność i widać, że dzielenie się wiedzą sprawia jej ogromną frajdę. Na Fanpage Sylwii znajdziesz wiele nagrań wartych obejrzenia. 

Sylwia Królikowska odczarowała całkowicie moje negatywne wyobrażenie o pracy w korporacji i choć sama nie jestem pracownikiem żadnej firmy, to książka okazała się również dla mnie wartościową lekturą. Uświadomiłam sobie, które działania blokują mój rozwój. Zrozumiałam, że sama kreują rzeczywistość swoimi myślami, nastawieniem, a nawet wypowiadanymi słowami.

Cenna lekcja, bardzo polecam, ArtMagda.

sobota, 8 kwietnia 2017

Recenzja "Prześwity" Eliza Segiet

Dziś będzie o dialogu, dialogu wewnętrznym, monologu. Napisanie dobrego dialogu nie jest sprawą prostą. Trzeba oddać wiarygodny ton wypowiedzi, trzeba ująć emocje ukryte w niesionych słowach, trzeba w końcu zbudować scenę, brzmiącą jak najbardziej naturalnie.

Prześwity, recenzja, ArtMagda, Eliza Segiet, monodram
Eliza Segiet w swoim debiutanckim utworze scenicznym "Prześwity" pokazała, jak dobre dialogi należy konstruować. Jeżeli piszesz, pracujesz nad swoją powieścią i czujesz, że twoje dialogi kuleją, że czegoś im brakuje lub przeciwnie, czegoś w nich jest za dużo - złoty środek znajdziesz w "Prześwitach". Warto podpatrywać warsztat innych pisarzy, warto czerpać wiedzę i rozwijać swoje pisanie.

"Prześwity" to monodram, w którym główna bohaterka Karina opowiada o swoim zauroczeniu. Historia miłosna w pierwszej chwili wydaje się, jak każda inna: ona oczarowana przystojnym mężczyznom, on niedostępny, żonaty. Ona zaślepiona fizyczną fascynacją, on z każdym krokiem coraz bardziej podejrzany. 

Autorce udaje się sprytnie wodzić czytelnika za nos. Gdy już mamy wyrobione zdanie o naiwności Kariny i nieczystym sumieniu Maurycego, następuje zwrot akcji i okazuje się, że nic nadal nie wiemy. Segiet płynnie wplata w dialogi kolejne niedomówienia, celną grę słów i do ostatniej strony nie jesteśmy w stanie przewidzieć pointy utworu.

Bohaterowie odmalowani są  delikatną, karykaturalną kreską, absurdalne sceny wywołują uśmiech podczas lektury, ale jednocześnie smutną refleksję nad destrukcyjnym wpływem namiętności. Bohaterka zatraca się w uczuciu niczym nastolatka, nie dostrzega niepokojących sygnałów, brnie w obsesję, graniczącą z obłędem. Idealizuje swój bezzwiązek, wyolbrzymia prześwity szczęścia, którymi karmi rozbuchaną wyobraźnię i uzależnia swoje istnienie od drugiego człowieka do tego stopnia, że nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. 

Całą fabułę udało się autorce zamknąć w formie monologu bohaterki, co jest nie lada wyczynem pisarskim. Wraz z rozwojem akcji Karina przytacza kolejne zdarzenia ze swojego związku z Maurycym, analizuje je na głos, dając czytelnikowi ekscytującą możliwość wglądy w swoje intymne przemyślenia. Pomiędzy proste słowa wplecione zostały autentyczne uczucia, dialogi i monologi kipią emocjami, tak realnymi, że niemal namacalnymi.

Książka zaskakuje, tak formą, dopracowanym każdym wersem, jak i otwartym zakończeniem. Jestem pod wrażeniem warsztatu, kolejny raz chapeau bas Pani Elizo! Tu można zakupić książkę. 

ArtMagda. 


poniedziałek, 13 marca 2017

Recenzja "Tandem" Eliza Segiet

Nie wiem, jak to się dzieje, że utwór tak dobry, jak "Tandem" Elizy Segiet, nie jest jeszcze wydany przez duże wydawnictwo. Nie rozumiem, dlaczego łowcy talentów nie wychwycili tej sztuki w gąszczu marnych tekstów zalewających nasz rynek. Nie pojmuję zachwytu nad miałkimi książkami, gdy w zasięgu jest ten znacznie lepszy kąsek.

Tandem, Eliza Segiet, recenzja, ArtMagda
"Tandem" to lapidarna sztuka sceniczna rozpisana w dwóch aktach, której głównymi bohaterami są małżeństwo Olga i Marcel, ich dorosły syn Hiruś oraz głuchoniema ciotka Adela. Rodzinę poznajemy w chwili, gdy nadopiekuńcza matka snuje plany wykreowania syna na wybitnego poetę, podczas gdy ojciec ostentacyjnie krytykuje jego niskich lotów rymowanki. 

Sytuacja nieco jak u Pani Dulskiej, groteskowe postacie, absurdalne sceny demaskujące ciasnotę umysłu i niskie wartości, kierujące członkami rodziny. Nic tu nie jest tym, czym się wydaje. Autorka jednak idzie dalej, wciąga nas w świat tragifarsy, zaskakuje zwrotami akcji, wprowadza postacie drugoplanowe, zgrabnie bawi się symboliką. 

Postacie odrysowane są grubą, karykaturalną kreską. Bardzo lubię tak wyraziste charaktery w sztukach teatralnych, tak klarowne wyłożenie czytelnikowi konkretnych przywar poszczególnych osób. Czytając, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że uczestniczę w spektaklu, jestem na widowni i obserwuję, jak aktorzy gestykulują żywiołowo, jak tańczą, wybuchają śmiechem. Precyzyjnie skonstruowane didaskalia pomagają nakreślić wyobraźni miejsce akcji, wygląd bohaterów i ich zachowania.

Sztuka opiera się na bardzo rytmicznych dialogach, narzucających wysokie tempo czytania i wyraźną energię poszczególnych scen. Niektóre fragmenty odczytywałam na głos, zaskoczona ich melodyjnością, trafnym doborem liter w przemyślnej grze słów. Nie bez znaczenia jest tu zamiłowanie autorki do poezji, jej wyczucie rytmu, wyważone pióro. Lektura okazała się czystą przyjemnością, rozrywką intelektualną idealną dla czytelnika wymagającego nie tylko ciekawej treści, ale także dopracowanej formy. Sztuką jest, zachowując wytyczne konkretnej formy literackiej, przełamać ją zgrabnie i zaskoczyć nieszablonowym zakończeniem. Eliza Segiet tę sztukę opanowała do perfekcji, chapeau bas!

Sam tytuł jest intrygujący, bo kto tu z kim tandem tworzy? Możliwości jest wiele, a w raz z rozwojem akcji pojawiają się kolejne, coraz bardziej zaskakujące. Nie na wyrost będzie stwierdzenie, że mamy w końcu polską Amelie Nothomb, którą tak cenię za zwięzłość języka, za lekkość i celność w budowaniu groteskowych postaci. Zachęcam do lektury "Tandemu", książka do nabycia bezpośrednio u autorki.

Polecam bardzo, ArtMagda.

wtorek, 7 lutego 2017

Recenzja przedpremierowa "Życie motyli" Katarzyna Ryrych, Wydawnictwo Literackie

Jeżeli zarwać noc, to tylko czytając dobrą książkę. Dobrą, bo dobrze napisaną. Warsztat jest podstawą. Nie wystarczy ciekawa historia, trzeba jeszcze umieć ją opowiedzieć tak, by nie zagadać czytelnika, nie zanudzić go banałami i przewidywalnym scenariuszem. Trzeba wiedzieć, jak zbudować wiarygodne postacie, którym czytelnik będzie szczerze kibicował i jak odrysować emocje, z którymi utożsami się z łatwością.   


Życie motyli, Katarzyna Ryrych, książka, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Szczęśliwie, Katarzyna Ryrych to wszystko wie i dzięki jej najnowszej powieści "Życie motyli" znów przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa przyjemność czytania. Znów zaczytałam się do tego stopnia, że nie zauważyłam, kiedy zrobiła się północ! Znów myślałam 'jeszcze tylko kilka stron', a czytałam dalej i dalej, nie mogąc przestać. 

To prawdziwa magia. Świat przedstawiony w "Życie motyli" Katarzyny Ryrych jest tak autentyczny, że wpadasz w niego po uszy i chcąc, nie chcąc, jesteś w samy środku wydarzeń. Musisz czytać dalej. To odgórny przymus, z którym nie da rady dyskutować. To ciekawość sięgająca zenitu, ale też kompletna bezradność wobec ładunku emocjonalnego, jaki ta powieść ze sobą niesie. 

"Życie motyli" to powieść obyczajowa, ale nie daj się zwieść etykietkom! Nie znajdziesz tu tandetnego romansu, ani ckliwego happy-endu. Życie to nie bajka. Znajdziesz za to prawdziwe, trudne relacje i wysoką wrażliwość autorki z jaką o nich opowiada. 

Główna bohaterka musi zawalczyć o siebie, swoje nowe życie po rozwodzie, po pięćdziesiątce, po utracie domu i przeprowadzce do małego, zapyziałego miasteczka, gdzie kątem zamieszka u starej ciotki. Musi przeciwstawić się wszystkiemu, w co wierzyła dotychczas, odrzucić skostniałe skorupy, które skutecznie latami przysłaniały jej rzeczywistość. Musi w końcu zmierzyć się z sobą, zapragnąć zmian i uwierzyć, że klucz do szczęścia nosi w sobie. Od zawsze. Na próżno szukać go w innych.

Jestem pod wrażeniem, jak autorka potrafiła stworzyć powieść lekką, kobiecą, a zarazem tak niebanalną i nieszablonową. Literatura popularna nie musi być niska, co wiem od dawna, ale równie od dawna brakowało mi polskiego potwierdzenia tej tezy. I w końcu znalazłam je w książce Katarzyny Ryrych.

Świetna proza, dobrze napisana, czysta przyjemność z lektury gwarantowana! Polecam bardzo, ArtMagda. 

Do 15 lutego trwa konkurs na moim Fanpagu ArtMagda, w którym do wygrania są 2 egzemplarze książki "Życie motyli" - zapraszam do udziału :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Recenzja "Szczęśliwszy o 10%" Dan Harris, Samo Sedno

Nie każdy lubi czytać poradniki, bo często przytłaczają topornym słownictwem specjalistycznym, sztywną konstrukcją, czy nierealnymi do zastosowania poradami. Ale że moda na świadomy rozwój osobisty trwa, to i pojawia się wiele propozycji wydawniczych poruszających ten temat właśnie w formie poradników. 

Szczęśliwszy o 10%, recenzja, Dan Harris, medytacja, ArtMagda, szczęście
"Szczęśliwszy o 10%" to jednak nie do końca poradnik i może dlatego tak przypadł mi do gustu. Jest to autentyczna historia opowiedziana przez dziennikarza amerykańskiej telewizji Dana Harrisa, który w sposób szczery i odważny pokazuje swoją drogę do szczęścia. Autor prezentuje ciekawe i sprawdzone na sobie metody na życie w większej świadomości i poczuciu zadowolenia. 

Błyskotliwy, cięty język dziennikarza sprawia, że przytaczane anegdoty są zabawne, choć jednocześnie nierzadko podszyte smutną autorefleksją. Dan ma dystans wobec siebie, bez ogródek opowiada o atakach paniki, które miał będąc na antenie na żywo, o kulisach pracy w amerykańskiej telewizji, o szukaniu złudnego poczucia szczęścia w narkotykach. Mówi otwarcie o swoich ciasnych poglądach i uprzedzeniach wobec zagadnień duchowych i kwestii religijnych.  

Szukając sposobu na ujarzmienie męczącego głosu w głowie, który nieustannie krytykuje i prowokuje negatywne zachowania, Dan dochodzi do wniosku, że tylko medytacją jest w stanie zapanować nad własnymi myślami. I choć sam początkowo jest sceptycznie nastawiony do ćwiczeń oddechu, to z czasem przekonuje się całkowicie do tej metody. 

Medytacja jest tu pokazana w najprostszy możliwy sposób, bez żadnej filozofii, bez ideologii religijnej i przez to staje się tak przystępna w odbiorze. Według autora to właśnie medytacja jest kluczem do szczęścia. Jest to po prostu technika zapanowania oddechem nad przepływem myśli, przy jednoczesnym praktykowaniu uważności, skupiania się na tym co tu i teraz i świadomym życie w teraźniejszości.

Książkę czyta się płynnie, Dan Harris ze swoim zacięciem dziennikarskim potrafi wciągnąć i zaintrygować czytelnika. Bardzo przejrzysty układ akapitów pomaga w lekturze, a ciekawe spostrzeżenia autora zmuszają do głębszej refleksji. "Szczęśliwszy o 10%" to mądra opowieść o tym, że warto świadomie dążyć do wewnętrznej równowagi i wyciszyć w sobie wszelkie hałaśliwe dźwięki, by być... szczęśliwszym o 10% :)

Wartościowa lektura, polecam, ArtMagda.
Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Samo Sedno.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Recenzja "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam" Dominik Fórmanowicz, Muza

Coraz częściej sięgam po powieści drogi, otwieram książkę i wyruszam z autorem w jego podróż, zwiedzam miejsca, poznaje ludzi, a wszystko bez wychodzenia z domu. Magiczne. Lubię patrzeć na świat oczami autora, dostrzegać drobiazgi wzdłuż drogi, na które sama nie zwróciłabym uwagi. Lubię obserwować wewnętrzny proces przemiany głównego bohatera, jego zmagania ze słabościami, mierzenie się z wyzwaniami, jakie stawia droga i jakie on sobie wyznacza. 

"Droga nas zmienia, kształtuje. Wydobywa z nas to, czego szukamy. Nieważne, jeżeli nie wiesz jeszcze, czego szukasz. To przyjdzie samo". s.37

Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam, Fórmanowicz, recenzja, ArtMagda
W październiku nakładem Wydawnictwa Muza ukazała się debiutancka powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam", która jest zapisem wspomnień z pieszej wędrówki autora słynną trasą pielgrzymkową Drogi Św. Jakuba (hisz. Camino de Santiago). Droga, którą przemierza bohater książki ma 800km i prowadzi do katedry w Santiago de Compostela. Równocześnie z podróżą geograficzną odbywa się niezwykła droga poszukiwania siebie.

"Niewiele da się ukryć przed światem, chcąc go poznać. To transakcja wymienna. Im bardziej chcemy coś odkryć, tym bardziej musimy odkryć się sami". s.22

Świadome poszukiwanie własnej tożsamości wymaga odwagi i konsekwencji. Będąc już w drodze, tej dosłownej i tej wewnętrznej, nie można zawrócić. Kolejne kroki zbliżają bohatera do prawdy, choć on sam jeszcze tego nie widzi. Czytelnik dostrzega ją szybciej. Bohater musi przejść wszystkie warstwy siebie, pomimo wspomnień, które uwierają dotkliwiej niż kamyki w butach. Konfrontacja z przeszłością jest jednak warunkiem koniecznym do zaakceptowania siebie i odkrycia swojego miejsca. 

"Siebie samego odkładasz na bok, jakbyś nie wierzył, że będąc sobą poradzisz sobie ze światem. Bierzesz to, czego chcesz, bo umiesz to robić, ale często nie wiesz po co ci to, co bierzesz. Możesz dużo i wiesz o tym, a jednocześnie nie ufasz sobie i to odbiera ci siły. Jesteś gotowy walczyć ze światem, ale zamiast tego walczysz ze sobą". s.170

Powieść wciąga, czytasz szybko, zachłannie odkrywając kolejne strony. Błyskotliwe pointy wielu akapitów wywołują uśmiech i poczucie, że w swoim spojrzeniu na świat nie jesteś sam. Czytasz przecież po to, by nie czuć się samotny. Proza Fórmanowicza jest subtelna, umożliwia wgląd w bardzo intymne przeżycia bohatera bez poczucia bycia intruzem. Jest też szczera, co uważny czytelnik doceni. Autor nic nie udaje, nie koloryzuje zdarzeń zbędnymi kwiatkami, czy nużącymi opisami. Bez ceregieli łapię cię za rękę i wprowadza w świat swojego bohatera. Bardzo dobrze zbudowane dialogi nadają rytm powieści, nie hamują akcji. Trzecioosobowa narracja pozwala na szerszą perspektywę, zostawia pole do własnej interpretacji zdarzeń i emocji, jakie wyzwala droga. Bohater robi ci miejsce obok siebie, możesz śmiało stawiać kroki i wspólnie przejść Camino de Santiago. Tylko czy się odważysz? 

Dobra proza zmusza do refleksji, przeglądasz się w niej i odnajdujesz siebie. Wiarygodni bohaterowie budzą sympatię, utożsamiasz się z nimi i im kibicujesz. Siłą przekazu jest prawda i odwaga pisarza w dążeniu do jej odkrycia. I taka właśnie jest powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam". 

Gorąco polecam, bardzo dobry debiut, który rozbudza apetyt na więcej. ArtMagda. 

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza.

piątek, 18 listopada 2016

"Chuda książeczka z ćwieczeniami, do której warto regularnie zaglądać" Kasia Szyszko, Powieściologia

Dobrego pisania, tak jak i każdej innej umiejętności, można się nauczyć. Można szlifować język, rozwijać warsztat i konsekwentnie dążyć do poprawienia jego jakości. Nie ważne czy prowadzisz bloga, jesteś autorem kilku książek, czy marzysz aby napisać pierwszą. Słowo pisane którego używasz, wymaga przestrzegania konkretnych zasady, które po odpowiednim przećwiczeniu płynnie wprowadzisz w swoje pisanie. 

Jeżeli nie masz czasu na kursy kreatywnego pisania, to warto poszukać dobrych poradników. Niektóre skupiają się na samym motywowaniu do pisania, podpowiadają skąd czerpać pomysły, czym się inspirować. Inne przybliżają teorię tworzenia prawidłowych, naturalnie brzmiących dialogów, wartkiej akcji i wielowymiarowych postaci. Prawda jest jednak taka, że możesz przeczytać sto poradników, a nadal nie usiądziesz do biurka i nie napiszesz ani jednego zdania. 

kreatywne pisanie, ćwiczenia, Kasia Szyszko, powieściologia, ArtMagda, recenzja
Żeby zacząć pisać i żeby pisać dobrze trzeba... pisać. Praktyka jest kluczek. Najlepszy efekt dają ćwiczenia pisarskie, a tych znajdziesz wiele w "Chudej książeczce z ćwiczeniami, do której warto regularnie zaglądać"Pomysłodawcą jest Kasia Szyszko, absolwentka Kreatywnego Pisania na Uniwersytecie w Kent w Wielkiej Brytanii, która prowadzi stronę Powieściologia, kanał na YouTube oraz Fanpage skupiający miłośników pisania. Każde z tych miejsc poznałam, polubiłam i się zadomowiłam na dobre. Teraz zapraszam tam ciebie, bo warto polecać dobre miejsca w sieci.

W "Chudej książeczce..." znajdziesz minimum teorii, za to maksimum praktyki. Jest to zbiór 18 autorskich ćwiczeń pisarskich podzielonych tematycznie, które pozwolą ci odkryć, co w twoim pisaniu kuleje najbardziej, a co idzie ci całkiem dobrze. Dowiesz się, jak nie przeładować sceny nadmiarem informacji i jak nie przekarmić czytelnika, jak pokazać emocje oraz czym jest pilność słów oraz ich ekonomiczność. Za pomocą ciekawych ćwiczeń autorka bardzo klarownie tłumaczy zasady dobrego pisania. Zadania są proste w formie więc każdy, niezależnie od poziomu zaawansowania, może na nich pracować, a wykonane raz nie wyczerpują tematu, dlatego zgodnie z podtytułem naprawdę warto do nich regularnie zaglądać. Z ostatniej części "Chudej książeczki..." dowiesz się, jakie dokumenty, poza manuskryptem, powinny się znaleźć w mailu do wydawnictwa oraz praktyczne wskazówki, jak je poprawnie przygotować.

Ćwiczenia Kasi Szyszko otworzył mi oczy, pozwoliły zrozumieć, na jakim etapie swojego pisania jestem. Kasia ma niezwykły dar motywowania do pisania. Inspiruje, chętnie dzieli się wiedzą i doświadczeniem. Ma też ogromną wrażliwość, która pozwala jej zbliżyć się do prawdy zamkniętej w słowach. Czujnym okiem wyłapuje wszelkie niuanse, subtelnie wypunktowuje braki i szkicuje drogi, którymi twoje pisanie może się potoczyć. 

Wewnętrzny krytyk skutecznie podcina skrzydła nie jednemu pisarzowi. Dzięki Kasi Szyszko znów zaczniesz latać. Jeżeli więc kochasz pisać i chcesz rozwijać swój warsztat, to warto sięgnąć po jej "Chudą książeczkę z ćwiczeniami..."

Gorąco polecam, przetestowałam, działa. ArtMagda.

czwartek, 10 listopada 2016

Recenzja "Duński przepis na szczęście" Jessica Alexander, Iben Sandahl, Muza

Według wszelkich rankingów Duńczycy są od 40 lat najszczęśliwszym narodem na świecie. Śmiało można stwierdzić, że wiedzą jak wychowywać szczęśliwe dzieci, które stają się szczęśliwymi dorosłymi, wychowującymi kolejne pokolenie szczęśliwych dzieci. Przypuszczam że dla samych Duńczyków nie ma nic nadzwyczajnego w ich metodach postępowania z dziećmi. Dopiero w zderzeniu z inną narodowością duńska filozofia wychowania odsłania swoje zalety. 

"Ważne jest przyjrzenie się swoim ustawieniom domyślnym, przeanalizowanie ich i zrozumienie. Co podoba się wam w waszym postępowaniu i reakcjach wobec waszych dzieci? Co wam się nie podoba? Czy robicie coś, co jest zwykłą powtórką z waszego własnego wychowania? Co chcielibyście zmienić? Dopiero kiedy zrozumiecie, jakie są wasze naturalne rodzicielskie inklinacje - wasze ustawienia domyślne - możecie podjąć decyzję o tym, w jaki sposób chcielibyście zmienić je na lepsze." s.33 

Duński przepis na szczęście, recenzja, ArtMagda, subiektywnie, Muza
Autorkami poradnika "Duński przepis na szczęście", który ukazał się nakładem Wydawnictwa Muza, są Amerykanka Jessica Aleksander, żona Duńczyka oraz Iben Sandahl duńska psychoterapeutka. Książka w 7 następujących rozdziałach opisuje główne założenia duńskiego przepisu na szczęście:

R jak radosna zabawa, dzięki której dzieci uczą się tworzyć zdrowe relacje społeczne i stają się odporniejszymi psychicznie dorosłymi.

O jak odpowiedzialna autentyczność, gdzie duży nacisk położony jest na szczerość relacji z dzieckiem, na wsłuchiwaniu się we własne emocje i zgodne z nimi postępowanie. 

D jak dobrodziejstwa przeramowania, co choć brzmi zagadkowo, jest po prostu świadomym odrzuceniem negatywnych wzorców i nastawieniem się na nowe, pozytywne myślenie. Duńczycy są realistycznymi optymistami (bardzo podoba mi się to określenie!), którzy z założenia nie odrywają się od rzeczywistości, ale jednocześnie koncentrują się na jej bardziej pozytywnych aspektach. 

Z jak zrozumienie i empatia, gdzie stosowanie i uczenie empatii jest fundamentem wspierającym szczęśliwe dzieci i szczęśliwych dorosłych. Duńscy nauczyciele nie oceniają emocji. Rozpoznają je i szanują, ucząc tym samym empatii i szacunku do drugiego człowieka. 

I jak inwencja zamiast ultimatum, gdzie demokratyczne metody wychowawcze okazują się skuteczniejsze niż zastraszanie, przemoc fizyczna i psychiczna, tak często mylone z dyscypliną.  Siłowa walka tworzy dystans i nienawiść zamiast bliskości i zaufania. Atmosfera szacunku i spokoju rodzi zaufanie, buduje autentyczną bliską więź i rozwija w dziecku odporność na niepowodzenia.

C jak ciepła, rodzinna atmosfera, w której dzieci uczą się budować silne więzi z najbliższymi, dostają wsparcie i bezwarunkową miłość. Duńskie rodziny spotykają się na wiele dni, by pobyć razem, nie potrzebują od siebie odpoczywać. Odkładają stresy i pracę na bok, by być tu i teraz z kochanymi ludźmi, bo rodzina jest właśnie ich źródłem szczęścia.

Poradnik napisany jest prostym językiem, dzięki czemu czyta się szybko i przyjemnie, bez naukowego zadęcia. Bardzo sobie cenię tak przystępne publikacje, które trudne zagadnienia psychologiczne przedstawiają zrozumiałym słownictwem. 

Dla każdego rodzica ceniącego świadome rodzicielstwo, bazującego na wzajemnym szacunku, empatii i zrozumieniu, książka "Duński przepis na szczęście" okaże się znakomitym wsparciem. Jeżeli więc pragniesz, by twoje dziecko było szczęśliwe i jesteś gotowy na wprowadzenie zmian w swoich relacjach rodzinnych, to jest to lektura dla ciebie. 

Gorąco polecam, ArtMagda.
Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza.

poniedziałek, 31 października 2016

Recenzja "Małżeństwo we troje" Eric Emmanuel Schmitt, Znak Literanova

Lubię opowiadania. Krótkie formy literackie zachęcają do lektury, dają czytelnikowi nadzieję, że 30min spędzone w poczekalni u lekarza akurat wystarczy na jedną historię. Świat pędzi, a my wraz z nim i coraz trudniej znaleźć godzinę dla książki. Coraz trudniej wyciszyć się i skupić na literach, na prostej czynności składania ich w słowa. 

Dlatego opowiadania wpasowują się we współczesny styl życia, są odpowiedzią na oczekiwania zabieganego czytelnika. "Żyjemy coraz dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami" (Wisława Szymborska). Proza celebruje coraz prostsze formy, odrzucając kwiecisty, poetycki styl. Zdania wielokrotnie złożone kurczą się, wielowątkowe sagi rodzinne odchodzą w niepamięć. Emocje, które targają ludźmi, pozostają niezmiennie złożone i tę ich zawiłość właśnie Schmitt potrafi perfekcyjnie rozsupłać, przekładając uczucia na litery, litery na słowa, a słowa w zgrabne opowiadania. 

Małżeństwo we troje, Schmitt, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Eric-Emmanuel Schmitt jest bezsprzecznie mistrzem opowiadań, choć równie wysoko cenię jego sztuki teatralne. Jak nikt inny potrafi w prostych, żołnierskich zdaniach ująć niuanse zachowań międzyludzkich. Pomiędzy zwyczajne słowa płynnie wplata myśli egzystencjalne, przybliżając czytelnikowi idee filozoficzne w możliwie najprostszy sposób. 

"Małżeństwo we troje" to zbiór pięciu opowiadań, które poruszają niezwykle trudne tematy, jak: aborcja, przeszczep organów, czy związki homoseksualne. Schmitt bawi się symboliką, zaskakuje prostota przekazu i trafnością myśli. Na przykładzie skrajnych emocji, jakie nami rządzą w sytuacjach podbramkowych, autor pokazuje prawdziwe oblicze człowieka, naturę której nie sposób oszukać. 

"Szczęście nie polega na tym, by uchronić się przed cierpieniem, ale na tym, by włączyć je do tkanki naszej egzystencji. Jak wygląda życie, które warto przeżyć? Istnieje tyle odpowiedzi, ile ludzi na ziemi. Nigdy nie zaakceptuję tego, by ktoś decydował o tym za mnie lub za innych. Jeżeli dwie osoby godzą się na to, wydaje mi się to podejrzane. Począwszy od trzech osób, przeczuwam dyktaturę." s.310

Ciekawym i wiele wnoszącym w zrozumienie teksów jest dziennik pisarza zamieszczony na końcu całego zbioru. Autor odsłania w nim kulisy powstania poszczególnych opowiadań, przedstawia swój zamysł i swój punkt widzenia. Dzięki tym zapiskom mamy bezpośredni wgląd w notatki pisarza, obserwujemy jego proces twórczy i nie musimy domyślać się "co autor miał na myśl". Dziennik jest subtelnym dodatkiem, ostateczna interpretacja opowiadań pozostaje po stronie czytelnika.

Schmitt z typową sobie lekkością obnaża słabości współczesnego człowieka. Lubię taką prozę, bo bez trudu odnajduję w niej własne odbicie. Każde z pięciu opowiadań daje do myślenia, lecz mnie szczególnie poruszyła historia "Dwóch panów z Brukseli" oraz "Serce w popiele". Nie zdradzę jednak ich fabuły, sięgnijcie sami po książkę Schmitt'a i wybierzcie swoje ulubione opowiadanie. Polecam, ArtMagda. 

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak Literanowa

wtorek, 25 października 2016

Recenzja "Bar na starym osiedlu" Sabina Waszut, Muza

Zastanawiacie się czasami, co jest sekretem dobrej prozy? Co sprawia, że niektóre książki wciągają nas bez reszty i do ostatniej strony nie pozwalają odłożyć się na bok? Pisarze prześcigają się w przemyślnych formach i stylach, w niecodziennych sceneriach, w skomplikowanej, wielowymiarowej fabule. 

Bar na starym osiedlu, recenzja, ArtMagda, Sabina Waszut, Muza
Mnie to nie przekonuje. Najlepsza proza mówi o rzeczach najprostszych i równie prostym językiem. Dobrze o tym wiedział Hemingway i wie o tym Sabina Waszut, autorka powieści obyczajowej "Bar na starym osiedlu", która ukazała się końcem września nakładem Wydawnictwa Muza.

Już od pierwszych stron autorka wprowadza nas w środek akcji. Główną bohaterkę Olę poznajemy w chwili, gdy dowiaduje się o nieoczekiwanym spadku po babci, z którą od ponad 20 lat nie miała kontaktu. Ola musi wrócić na Śląsk, zmierzyć się z przeszłością i podjąć decyzję, co dalej z osiedlowym barem, który prowadziła babcia. Utrata pracy w stolicy i rozstanie z partnerem stanowią sprzyjające okoliczności, by wyruszyć w rodzinne strony.

"Wszystko znajome, ale jakby bardziej swojskie, bardziej moje. Nie wiem, skąd to uczucie, przecież te miejsca nie istniały dla mnie przez większość życia. A jednak coś takiego unosi się w nasyconym od spalin powietrzu, że oddycha się lżej". s.26

Powieść Sabiny Waszut napisana jest prostym językiem, bez zbędnych ozdobników i to właśnie w tej prostocie jest jej siła. Akcja, rozegrana w spontanicznych dialogach, płynnie przeprowadza nas przez perypetie Oli. Jestem pod wrażeniem, jak umiejętnie udaje się autorce przekazać emocje i zdarzenia w rozmowach bohaterów. Opisy są zwięzłe, pokazują tylko tyle, ile muszą, nie hamują rozwoju historii. Wielowymiarowi bohaterowie, z którymi bez trudu możemy się identyfikować, z każdą stroną stają się bliżsi sercu. Błyskotliwe spostrzeżenia kończące wiele akapitów i ciekawa gra słów zapadają mocno w pamięci.

"Stare meble tłumią hałas, który noszę w sobie". s.61

Doskonałym przykładem niezwykłej dojrzałości autorki i umiejętności pisania między wierszami jest postać matki Oli. Przez większość książki nie wiemy o niej nic poza tym, że uciekła ze Śląska ponad 20 lat temu wraz z 7-letnią wówczas Olą i zmarła na raka jakiś czas temu. A jednak jeden list, który napisała do męża, mówi o niej wszystko. 

"Wspomnienia przytłaczają, wszędzie ich pełno. W każdej płytce chodnikowej i cegle. Suną wzdłuż żywopłotu, który kiedyś był dla mnie lasem". s.30

Ciekawym akcentem powieści jest gwara śląska (szczęśliwie dla laików tłumaczona w przypisach), obraz kopalnianych osiedli i ich nietuzinkowych mieszkańców. Wspomnienia zderzają się z rzeczywistością, Ola wraca na dobrze znane podwórko, ale by je pokochać i zostać zaakceptowaną przez specyficzną społeczność śląskiego osiedla, musi poznać je na nowo. 

Ciepła, ujmująca powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o mierzeniu się z przeszłością, którą latami zamiatało się pod dywan. Czy Ola podejmie wyzwanie i wznowi działalność baru babci Stanisławy? Czy spotka się z ojcem niewidzianym ponad 20 lat? Jak odnajdzie się na śląskim osiedlu? By się dowiedzieć, koniecznie przeczytajcie "Bar na starym osiedlu". Gorąco polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza

poniedziałek, 17 października 2016

Recenzja "Kręte ścieżki" Richard Paul Evans, Znak literanova

„Kręte ścieżki” to powieść drogi, a zatem jest wędrowiec, jest droga którą przemierza i mądrość, która do niego przychodzi wraz z kolejnym krokiem.

Kręte ścieżki, Evans, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Jak zawsze u Evans'a jest ładnie i poprawnie. Prosty język trafia w czułe punkty czytelnika, przekaz jest czytelny, autor zmusza do refleksji, ale.. ale po zakończonej lekturze nie wiele zostaje w głowie. Przedstawiona historia jest naiwna i przewidywalna, opisy nużące, a postać głównego bohatera niewystarczająco rozbudowana.

Fabuła rozegrana jest wokół motywu przebaczenia. Podróż w którą wyrusza bohater jest poszukiwaniem sensu życia, ma przynieść nadzieję i wolność. Droga i napotkani na niej ludzie symbolizują lekcje prowadzące do poznania siebie.

Przebaczenie jest warunkiem do odzyskania wolności i spokoju ducha. Ale jak dobrze wiemy nie jest łatwo wybaczać, tak innym jak i sobie samemu, dlatego bohater musi przejść ten proces stopniowo czerpiąc naukę i wyciągając wnioski z bolesnych doświadczeń ludzi napotkanych podczas swojej wędrówki. 

„Wybaczyć to znaczy otworzyć klatkę, w której więził nas zły czyn innego człowieka, i wyjść na wolność."

O ile wcześniejsze książki Evans'a bardzo mi się podobały (Papierowe marzenia, Drzwi do szczęścia, Stokrotki w śniegu i Szukając Noel), to ta mnie nie przekonała. Odnoszę wrażenie, że została napisana na siłę, naprędce, na kolanie. Mam nadzieję jednak, że to jednorazowy spadek formy, dlatego zamierzam dać jeszcze jedną szansę Evansowi i sięgnę po kolejny jego tytuł. ArtMagda.

czwartek, 13 października 2016

Recenzja "Rozmowy z niebem" Theresa Cheung, Muza

Lubię książki, które dotykają tematów kontrowersyjnych i trudnych. Wiara w życie po życiu jest o tyle intrygującym zagadnieniem, że łączy w sobie zarówno wiedzę naukową jak i przekonania religijne. Naukowcy i teolodzy prześcigają się w dowodach na istnienie nieba. A czy ty wierzysz w niebo?

Rozmowy z niebem, recenzja, książka, Muza, ArtMagda
Z pewnością nie raz zastanawiałeś się nad znaczeniem snów, zwłaszcza gdy pojawiali się w nich bliscy zmarli. Z pewnością także zdarzyło ci się przeżyć dziwne zbiegi okoliczności, niewyjaśnione przypadki, choć czy przypadek w ogóle istnieje? Zdaniem Theresy Cheung są to próby, jakie podejmują osoby ze świata duchowego, by skontaktować się z ludźmi na Ziemi. 

Autorka pochodzi z rodziny spirytystów, jest teologiem z wykształcenia i od lat publikuje książki poświęcone zagadnieniom paranormalnym jak życie po śmierci, kontakt z duchami czy obecność aniołów w naszym życiu. Wszystkie dotychczas wydane w Polsce jej tytuły spotkały się z pozytywnym odbiorem czytelników i to nie dziwi, każdy przecież choć raz przeżył lub słyszał o zdarzeniach, których nie sposób wytłumaczyć racjonalnymi argumentami. Myślę także, że niezależnie od wyznawanej religii lub jej braku wiara w życie po śmierci jest dodającym otuchy plastrem na chłód współczesnego istnienia.

"Rozmowy z niebem" Wydawnictwa Muza to zbiór listów czytelników, którzy opowiadają o swoich kontaktach ze zmarłymi. I tu pojawia się zasadnicza trudność, jaką miałam podczas lektury tej książki. Relacje ludzi są ciekawe, niektóre wydają się prawdopodobne, inne całkiem oderwane od rzeczywistości, ale po pierwsze jest ich dużo za dużo, a po drugie nie ma żadnych dowodów na ich prawdziwość. 

Mam wrażenie, że autorka po prostu spośród setek maili jakie dostaje wybrała te które w jej odczuciu były najciekawsze, zebrała je w jednej publikacji, dodała swój mocno subiektywny komentarz i puściła w świat jako dowód na istnienie nieba. A to stanowczo za mało. Zabrakło naukowych argumentów, czy choćby potwierdzenia, że autorka sprawdziła prawdziwości tych opowieści. Przecież każdy z nas mógłby do niej napisać twierdząc, że miał kontakt z duchem babci, że nagle po jej śmierci w domu zaczęły spadać ze ścian fotografie rodzinne, czy że na drodze zaczęły pojawiać się białe piórka, które zdaniem autorki są znakami od aniołów. Ale czy to znaczy że każdy z nas miał ten kontakt faktycznie? Czu tylko wierzy, że go miał? Przecież człowiek postawiony w obliczu tragedii, jaką bez wątpienia jest śmierć bliskiej osoby, sam podświadomie wyszukuje znaków, dąży do kontaktu ze zmarłym i potwierdzenia, że jego dusza jest bezpieczna i szczęśliwa w zaświatach. 

Przytłaczająca okazała się również ilość cytowanych listów. Pierwsze trzydzieści przeczytałam z zainteresowaniem, kolejne dwadzieścia z lekkim znużeniem, następne zlały mi się w jedną zbiorową opowieść, która rozczarowała przewidywalnością. Znacznie bardziej wymowne i przekonywujące byłoby zacytowanie kilku listów niż kilkuset. 

Dla miłośników zjawisk paranormalnych lubiących interpretować sny i nadinterpretować zbiegi okoliczności książka z pewnością okaże się ciekawą pozycją. Dla realistów niekoniecznie. 

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza.

ArtMagda.

wtorek, 27 września 2016

Recenzja "Jestem tu i teraz" Projekt Mindfulness, Muza

Jestem tu i teraz, recenzja, ArtMagda, Muza, mindfulness
Żyjesz obok własnego życia. Codziennie pędzisz nie skupiając się na tym co dzieje się tu i teraz. Dni przepływają przez palce, zlewają się tygodnie, miesiące, lata. Wciąż biegniesz, nie możesz przecież wypaść z maratonu. Wciąż widzisz w oddali cel, choć mimo wysiłku nie zbliżasz się do niego. Nie zatrzymujesz się, musisz utrzymać tempo. Całą uwagę skupiasz na planach, na tym co trzeba zrobić jutro, za tydzień, za rok. Układasz w głowie niekończące się listy rzeczy do wykonania z terminem na wczoraj. Zadowolony odhaczasz kolejne punkty, ale zaraz dokładasz następne. Nie widzisz drogi, którą już przebyłeś. Nie doceniasz kroków, które odważnie postawiłeś. 

Rozprasza cię przeszłość, rozpamiętujesz minione dni, analizujesz podjęte decyzje. Tkwisz pomiędzy tym co było, a tym co będzie. Nie ma cię tu, w tej chwili. A gdy kładziesz się spać czujesz, że znów coś poszło nie tak. Zabrakło 20 minut na zabawę z dzieckiem, zabrakło radości ze wspólnego posiłku, zabrakło chwili, by zadzwonić do mamy. Powiesz, że czasu ci zabrakło. Znów będziesz obiecywać, że jutro nadgonisz, dopracujesz, dopniesz. Że znajdziesz chwilę, może dwie. Ale wieczorem uśniesz przytłoczony ciężarem czasu, którego nie znalazłeś dziwiąc się, że coś czego nie ma może tyle ważyć. 

Życie pędzi, to prawda. Ale czy tłumaczenie się tym pędem nie jest pójściem na łatwiznę? Życie nie ma dla nas czasu, czy to my nie mamy czasu na życie? 


Jestem tu i teraz, recenzja, ArtMagda, Muza, mindfulness
Mindfulness to trening uważności, skupiania się na tym co dzieje się tu i teraz. To świadoma praca nad oddechem, myślami i słowami. To odrzucenie natarczywych wspomnień i zaprzestanie wybiegania w przyszłość. To przede wszystkim zatrzymanie się, docenienie obecnej chwili i naszej w niej roli. Mindfulness to spojrzenie na siebie obiektywnie, bez negatywnych schematów myślowych. To zrozumienie jak emocje i myśli wpływają na nasze ciało i w konsekwencji na nasze samopoczucie.

"Jestem tu i teraz" to poradnik, który we wrześniu ukazał się nakładem Wydawnictwa Muza. W pierwszej części autorzy przedstawili główne założenia Mindfulness. Teoria podana została zrozumiałym językiem i zwięzłym teksem mieszczącym się na kilku zaledwie stronach. Resztę książki stanowią praktyczne ćwiczenia, które pomogą rozwijać większą uważność, bo jak przekonują autorzy można tę umiejętność świadomie wypracować. Proponowane zadania są doskonałą zabawą na długie godziny nie tylko dla dorosłych, ale też dla dzieci. Książka okazała się bardzo pomocna, gdy chciałam pokazać swoim synom czym są emocje, które ich nachodzą, skąd się biorą i jak mogą nad nimi panować. Zadania były przystępne, przejrzyste, chwilami zabawne i przede wszystkim skłoniające do refleksji. 

Zatrzymaj się. Weź do rąk chwilę, w której jesteś, poobracaj ją między palcami, przyjrzyj się uważnie każdej myśli i uczuciu jakie budzi. Wdech. Daj sobie czas. Wydech. 

Gorąco polecam, ArtMagda.

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam od Wydawnictwa Muza.