Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 września 2017

Recenzja "Pustostan" Agnieszka Nietresta-Zatoń, Prószyński i S-ka

Znakomity debiut z gatunku tych, które trzeba odchorować, który zostawia trwały ślad w pamięci. Długo zbierałam się w sobie, by cokolwiek napisać o tej książce i nadal brakuje mi słów, choć minął rok od lektury "Pustostanu".

Pustostan, recenzja, ArtMagda, Prószyński i S-ka, Agnieszka Nietresta-Zatoń
Autorka rozwala system, zaskakuje precyzyjnym, pięknym językiem (kiedy ostatni raz przeczytaliście słowo "szadź"?), ciekawą konstrukcją fabuły, nieszablonowym podejściem do bohatera i absolutnie mistrzowskim potraktowaniem czytelnika. Agnieszka Nietresta-Zatoń pisze, jak rasowy pisarz! Czytelnik jest bez szans; każde kolejne słowo wwierca mu się precyzyjnie w głowę, boli do żywego, ale nie jest w stanie oderwać się od lektury. 

Największą siłą przekazu "Pustostanu" jest prawda. Prawda, z którą nie mamy szans polemizować. Prawda, która uwiera jak za ciasne buty. Prawda, której sami przed sobą nie chcemy przyznać, a w której autorka zanurza nas już od pierwszych stron i aż do końca nie pozwala wychylić głowy nad powierzchnię. Topimy się w niej, dławimy, tracimy oddech, ale czytamy dalej, nie mogąc przerwać. 

Ignacy Karpowicz tak napisał o "Pustostanie": "Książka wciąga i trzyma jak toksyczna rodzina. Świetnie napisane, chwilami nieodparcie śmieszne - przerażająco śmieszne, bo prawdziwe".

Nic dodać, nic ująć. Warto B A R D Z O przeczytać. Trudna, wymagająca i jednocześnie niezwykle wartościowa lektura. Polecam szczerze! ArtMagda. 

wtorek, 7 lutego 2017

Recenzja przedpremierowa "Życie motyli" Katarzyna Ryrych, Wydawnictwo Literackie

Jeżeli zarwać noc, to tylko czytając dobrą książkę. Dobrą, bo dobrze napisaną. Warsztat jest podstawą. Nie wystarczy ciekawa historia, trzeba jeszcze umieć ją opowiedzieć tak, by nie zagadać czytelnika, nie zanudzić go banałami i przewidywalnym scenariuszem. Trzeba wiedzieć, jak zbudować wiarygodne postacie, którym czytelnik będzie szczerze kibicował i jak odrysować emocje, z którymi utożsami się z łatwością.   


Życie motyli, Katarzyna Ryrych, książka, recenzja, ArtMagda, subiektywnie
Szczęśliwie, Katarzyna Ryrych to wszystko wie i dzięki jej najnowszej powieści "Życie motyli" znów przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa przyjemność czytania. Znów zaczytałam się do tego stopnia, że nie zauważyłam, kiedy zrobiła się północ! Znów myślałam 'jeszcze tylko kilka stron', a czytałam dalej i dalej, nie mogąc przestać. 

To prawdziwa magia. Świat przedstawiony w "Życie motyli" Katarzyny Ryrych jest tak autentyczny, że wpadasz w niego po uszy i chcąc, nie chcąc, jesteś w samy środku wydarzeń. Musisz czytać dalej. To odgórny przymus, z którym nie da rady dyskutować. To ciekawość sięgająca zenitu, ale też kompletna bezradność wobec ładunku emocjonalnego, jaki ta powieść ze sobą niesie. 

"Życie motyli" to powieść obyczajowa, ale nie daj się zwieść etykietkom! Nie znajdziesz tu tandetnego romansu, ani ckliwego happy-endu. Życie to nie bajka. Znajdziesz za to prawdziwe, trudne relacje i wysoką wrażliwość autorki z jaką o nich opowiada. 

Główna bohaterka musi zawalczyć o siebie, swoje nowe życie po rozwodzie, po pięćdziesiątce, po utracie domu i przeprowadzce do małego, zapyziałego miasteczka, gdzie kątem zamieszka u starej ciotki. Musi przeciwstawić się wszystkiemu, w co wierzyła dotychczas, odrzucić skostniałe skorupy, które skutecznie latami przysłaniały jej rzeczywistość. Musi w końcu zmierzyć się z sobą, zapragnąć zmian i uwierzyć, że klucz do szczęścia nosi w sobie. Od zawsze. Na próżno szukać go w innych.

Jestem pod wrażeniem, jak autorka potrafiła stworzyć powieść lekką, kobiecą, a zarazem tak niebanalną i nieszablonową. Literatura popularna nie musi być niska, co wiem od dawna, ale równie od dawna brakowało mi polskiego potwierdzenia tej tezy. I w końcu znalazłam je w książce Katarzyny Ryrych.

Świetna proza, dobrze napisana, czysta przyjemność z lektury gwarantowana! Polecam bardzo, ArtMagda. 

Do 15 lutego trwa konkurs na moim Fanpagu ArtMagda, w którym do wygrania są 2 egzemplarze książki "Życie motyli" - zapraszam do udziału :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

Zapowiedź "Życie motyli" Katarzyna Ryrych, Wydawnictwo Literackie

zapowiedź, recenzja, Życie motyli, Ryrych, ArtMagda, wydawnictwo Literackie
Minęły 2mc odkąd zamieściłam ostatnią recenzję. Nie dlatego, że nic nie czytałam, bo czytam niezmiennie, nieustannie. Ale dlatego, że albo trafiałam na wybitnie słabe książki, które mnie rozczarowały i zniechęcały, by napisać o nich cokolwiek, albo zajęta byłam własną książką :) Tak, tak, ku mojemu zaskoczeniu zimowa aura, której szczerze nie znoszę, sprzyja pisaniu jak cholera! 

Ale w końcu zła passa minęła i bez wyrzutów zarwałam noc, by dokończyć świetną powieść Katarzyny Ryrych. Jak dobrze znów czytać DOBRĄ prozę, DOBRZE napisaną, przemyślaną, bez ckliwych happy-endów! 

Jeszcze dziś na blogu pojawi się recenzja, wypatrujcie :) Ale już teraz polecam bardzo "Życie motyli", powieść która ukarze się 16 lutego nakładem Wydawnictwa Literackiego.

ArtMagda.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Recenzja "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam" Dominik Fórmanowicz, Muza

Coraz częściej sięgam po powieści drogi, otwieram książkę i wyruszam z autorem w jego podróż, zwiedzam miejsca, poznaje ludzi, a wszystko bez wychodzenia z domu. Magiczne. Lubię patrzeć na świat oczami autora, dostrzegać drobiazgi wzdłuż drogi, na które sama nie zwróciłabym uwagi. Lubię obserwować wewnętrzny proces przemiany głównego bohatera, jego zmagania ze słabościami, mierzenie się z wyzwaniami, jakie stawia droga i jakie on sobie wyznacza. 

"Droga nas zmienia, kształtuje. Wydobywa z nas to, czego szukamy. Nieważne, jeżeli nie wiesz jeszcze, czego szukasz. To przyjdzie samo". s.37

Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam, Fórmanowicz, recenzja, ArtMagda
W październiku nakładem Wydawnictwa Muza ukazała się debiutancka powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam", która jest zapisem wspomnień z pieszej wędrówki autora słynną trasą pielgrzymkową Drogi Św. Jakuba (hisz. Camino de Santiago). Droga, którą przemierza bohater książki ma 800km i prowadzi do katedry w Santiago de Compostela. Równocześnie z podróżą geograficzną odbywa się niezwykła droga poszukiwania siebie.

"Niewiele da się ukryć przed światem, chcąc go poznać. To transakcja wymienna. Im bardziej chcemy coś odkryć, tym bardziej musimy odkryć się sami". s.22

Świadome poszukiwanie własnej tożsamości wymaga odwagi i konsekwencji. Będąc już w drodze, tej dosłownej i tej wewnętrznej, nie można zawrócić. Kolejne kroki zbliżają bohatera do prawdy, choć on sam jeszcze tego nie widzi. Czytelnik dostrzega ją szybciej. Bohater musi przejść wszystkie warstwy siebie, pomimo wspomnień, które uwierają dotkliwiej niż kamyki w butach. Konfrontacja z przeszłością jest jednak warunkiem koniecznym do zaakceptowania siebie i odkrycia swojego miejsca. 

"Siebie samego odkładasz na bok, jakbyś nie wierzył, że będąc sobą poradzisz sobie ze światem. Bierzesz to, czego chcesz, bo umiesz to robić, ale często nie wiesz po co ci to, co bierzesz. Możesz dużo i wiesz o tym, a jednocześnie nie ufasz sobie i to odbiera ci siły. Jesteś gotowy walczyć ze światem, ale zamiast tego walczysz ze sobą". s.170

Powieść wciąga, czytasz szybko, zachłannie odkrywając kolejne strony. Błyskotliwe pointy wielu akapitów wywołują uśmiech i poczucie, że w swoim spojrzeniu na świat nie jesteś sam. Czytasz przecież po to, by nie czuć się samotny. Proza Fórmanowicza jest subtelna, umożliwia wgląd w bardzo intymne przeżycia bohatera bez poczucia bycia intruzem. Jest też szczera, co uważny czytelnik doceni. Autor nic nie udaje, nie koloryzuje zdarzeń zbędnymi kwiatkami, czy nużącymi opisami. Bez ceregieli łapię cię za rękę i wprowadza w świat swojego bohatera. Bardzo dobrze zbudowane dialogi nadają rytm powieści, nie hamują akcji. Trzecioosobowa narracja pozwala na szerszą perspektywę, zostawia pole do własnej interpretacji zdarzeń i emocji, jakie wyzwala droga. Bohater robi ci miejsce obok siebie, możesz śmiało stawiać kroki i wspólnie przejść Camino de Santiago. Tylko czy się odważysz? 

Dobra proza zmusza do refleksji, przeglądasz się w niej i odnajdujesz siebie. Wiarygodni bohaterowie budzą sympatię, utożsamiasz się z nimi i im kibicujesz. Siłą przekazu jest prawda i odwaga pisarza w dążeniu do jej odkrycia. I taka właśnie jest powieść Dominika Fórmanowicza "Mężczyzna w chwili, gdy zostaje sam". 

Gorąco polecam, bardzo dobry debiut, który rozbudza apetyt na więcej. ArtMagda. 

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza.

wtorek, 25 października 2016

Recenzja "Bar na starym osiedlu" Sabina Waszut, Muza

Zastanawiacie się czasami, co jest sekretem dobrej prozy? Co sprawia, że niektóre książki wciągają nas bez reszty i do ostatniej strony nie pozwalają odłożyć się na bok? Pisarze prześcigają się w przemyślnych formach i stylach, w niecodziennych sceneriach, w skomplikowanej, wielowymiarowej fabule. 

Bar na starym osiedlu, recenzja, ArtMagda, Sabina Waszut, Muza
Mnie to nie przekonuje. Najlepsza proza mówi o rzeczach najprostszych i równie prostym językiem. Dobrze o tym wiedział Hemingway i wie o tym Sabina Waszut, autorka powieści obyczajowej "Bar na starym osiedlu", która ukazała się końcem września nakładem Wydawnictwa Muza.

Już od pierwszych stron autorka wprowadza nas w środek akcji. Główną bohaterkę Olę poznajemy w chwili, gdy dowiaduje się o nieoczekiwanym spadku po babci, z którą od ponad 20 lat nie miała kontaktu. Ola musi wrócić na Śląsk, zmierzyć się z przeszłością i podjąć decyzję, co dalej z osiedlowym barem, który prowadziła babcia. Utrata pracy w stolicy i rozstanie z partnerem stanowią sprzyjające okoliczności, by wyruszyć w rodzinne strony.

"Wszystko znajome, ale jakby bardziej swojskie, bardziej moje. Nie wiem, skąd to uczucie, przecież te miejsca nie istniały dla mnie przez większość życia. A jednak coś takiego unosi się w nasyconym od spalin powietrzu, że oddycha się lżej". s.26

Powieść Sabiny Waszut napisana jest prostym językiem, bez zbędnych ozdobników i to właśnie w tej prostocie jest jej siła. Akcja, rozegrana w spontanicznych dialogach, płynnie przeprowadza nas przez perypetie Oli. Jestem pod wrażeniem, jak umiejętnie udaje się autorce przekazać emocje i zdarzenia w rozmowach bohaterów. Opisy są zwięzłe, pokazują tylko tyle, ile muszą, nie hamują rozwoju historii. Wielowymiarowi bohaterowie, z którymi bez trudu możemy się identyfikować, z każdą stroną stają się bliżsi sercu. Błyskotliwe spostrzeżenia kończące wiele akapitów i ciekawa gra słów zapadają mocno w pamięci.

"Stare meble tłumią hałas, który noszę w sobie". s.61

Doskonałym przykładem niezwykłej dojrzałości autorki i umiejętności pisania między wierszami jest postać matki Oli. Przez większość książki nie wiemy o niej nic poza tym, że uciekła ze Śląska ponad 20 lat temu wraz z 7-letnią wówczas Olą i zmarła na raka jakiś czas temu. A jednak jeden list, który napisała do męża, mówi o niej wszystko. 

"Wspomnienia przytłaczają, wszędzie ich pełno. W każdej płytce chodnikowej i cegle. Suną wzdłuż żywopłotu, który kiedyś był dla mnie lasem". s.30

Ciekawym akcentem powieści jest gwara śląska (szczęśliwie dla laików tłumaczona w przypisach), obraz kopalnianych osiedli i ich nietuzinkowych mieszkańców. Wspomnienia zderzają się z rzeczywistością, Ola wraca na dobrze znane podwórko, ale by je pokochać i zostać zaakceptowaną przez specyficzną społeczność śląskiego osiedla, musi poznać je na nowo. 

Ciepła, ujmująca powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o mierzeniu się z przeszłością, którą latami zamiatało się pod dywan. Czy Ola podejmie wyzwanie i wznowi działalność baru babci Stanisławy? Czy spotka się z ojcem niewidzianym ponad 20 lat? Jak odnajdzie się na śląskim osiedlu? By się dowiedzieć, koniecznie przeczytajcie "Bar na starym osiedlu". Gorąco polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Muza

wtorek, 16 sierpnia 2016

Recenzja przedpremierowa "Wszystkie kolory nieba" Krystyna Mirek, Znak

Znasz to uczucie, gdy książka jest tak dobra, że pod koniec lektury zwalniasz tempo czytania, by odwlec nieuniknione zakończenie? Przewracasz ostatnią stronę i wiesz, że poczucie niedosytu będzie uwierać jeszcze długi czas. Dopiero co zaprzyjaźniłeś się z bohaterami, dopiero co wgryzłeś się w intrygę, a tu koniec historii i radź sobie sam czytelniku z domysłami, co było dalej.

Wszystkie kolory nieba, Mirek, recenzja, Znak, ArtMagda, subiektywnie
Autorzy bywają jednak łaskawi, zwłaszcza jeżeli są świadomi oczekiwań czytelników. Zdarza się, że piszą kolejną część powieści pozwalając nam na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. "Wszystkie kolory nieba" to dalsze losy Igi i Wiktora, których mogliście poznać w "Większym kawałku nieba" - powieści obyczajowej Krystyny Mirek. I tak jak przy pierwszej recenzji, tak i teraz mam same pozytywne wrażenia po lekturze.

Książkę czyta się szybko i płynnie, naturalne dialogi narzucają wysokie tempo. Bohaterowie naszkicowani w pierwszej części teraz pozwalają poznać się lepiej, a przedstawiony świat nabiera realnych kształtów. Autorka odmalowuje zdarzenia w sposób autentyczny, prosty i szczery. Czytelnik wpada w środek historii, angażuje się w nią bez chwili wahania i z ogromnym zaciekawieniem obserwuje rozwój sytuacji. Powiększa się także wachlarz postaci, a każda z nich wzbogaca fabułę o niebanalne wątki. Czujnym, niezwykle wrażliwym okiem autorka obserwuje świat i związki międzyludzkie dzieląc się z nami trafnymi spostrzeżeniami. 

Niecodziennym doświadczenie już od samego początku książki było dla mnie poczucie, że czytam o kimś, kogo dobrze znam. Wiedziałam, jak zachowa się Iga w bezpośredniej konfrontacji z roszczeniowym ojcem alkoholikiem. Wiedziałam też jakie targają nią wątpliwości, co do słuszności podjętych decyzji i obranej drogi. Wiedziałam w końcu, że ma w sobie dość siły, by zawalczyć o swoje szczęście. Przewracałam kolejne strony i czułam, jak narasta we mnie poczucie sympatii, jakbym czytała o bliskiej osobie. Jest to zapewne cecha wielu książek, które powstają jako kontynuacje historii i duże ułatwienie dla czytelnika - wejść na dzień dobry w dobrze znaną scenerię. Ale też istnieje ryzyko, że autor nie będzie w stanie drugi raz zbudować takiego napięcia i niczym nas już nie zaskoczy. Na szczęście Krystyna Mirek poradziła sobie znakomicie, oby dwóch książek nie byłam w stanie odłożyć przed końcem lektury!

"Wszystkie kolory nieba" to powieść obyczajowa z historią tajemniczego pierścionka w tle. To pokrzepiająca i ciepła opowieść o tym, że warto uwierzyć w siebie i świadomie realizować swoje marzeniaKsiążka ma oficjalna premierę 18 sierpnia 2016, ale w księgarni internetowej Wydawnictwa Znak możecie kupić ją już dziś. Zapraszam was także do Klubu Dobrych Emocji, który zrzesza autorów i czytelników dzielących się pozytywnymi stronami życia. 

Polecam, ArtMagda.

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak

środa, 27 lipca 2016

Recenzja "Wszystko mam w sobie" Dorota Barczak-Perfikowska, Prawda

Jeżeli po ten sam tytuł sięgasz drugi raz, to znaczy, że to naprawdę dobra książka. Dobra i ważna. Z pewnością przeczytasz ją trzeci i czwarty raz. Nie odłożysz na zakurzoną biblioteczkę. Będzie leżała zawsze blisko, na wyciągnięcie dłoni, tak by moc w każdej chwili sięgnąć po nią, odszukać dany wers, przeczytać już niemal z pamięci i poczuć tę z niczym nie dającą się porównać ulgę. Ulgę, że nie jesteś sam. Że w swoim myśleniu, postrzeganiu świata i odczuwaniu emocji nie jesteś samotny. 

Debiutancką książkę Doroty Barczak-Perfikowskiej "Wszystko mam w sobie" przeczytałam dwa razy. Pierwszy gdy jechałam na urlop, drugi gdy z niego wróciłam. Teraz leży na biurku i codziennie do niej wracam, zerkam między znajome strony, uśmiecham się do liter i za każdym razem znajduję coś nowego, istotnego do zapamiętania. Zapisałam już w notatniku 4 strony ulubionych fragmentów i stwierdziłam, że jak tak dalej będzie, to w końcu przepiszę całą książkę! 

Wszystko mam w sobie, ArtMagda, recenzja
"Wszystko mam w sobie" to opowieść o dojrzewaniu w sobie, dawaniu sobie przyzwolenia na bycie sobą. W końcu chciałoby się rzec! To niebywale inspirująca podróż w głąb kobiecej natury. To poszukiwanie równowagi pomiędzy tym czego oczekuje od nas świat, a tym co my chcemy mu ofiarować. To tworzenie przestrzeni, w której możemy być sobą, prawdziwą, bez masek i sztucznie narzuconych nam ról. To  przede wszystkim wędrówka na końcu której czeka nas spotkanie z sobą samą. A czy może być coś lepszego?

"Nie ma ważniejszej w życiu rzeczy, niż spotkanie siebie. W tym miejscu zaczyna się szczęście."

Autorka przeprowadziła niezwykle intymne rozmowy z dziewięcioma wyjątkowymi, spełnionymi kobietami. Każda z nich opowiedziała o swojej nie zawsze łatwiej, ale z pewnością dającej ogromne poczucie satysfakcji drodze do osiągnięcia wewnętrznego spokoju, równowagi i błogiego poczucia bycia we właściwym miejscu. Szczęście jest zawsze kwestią wyboru. Dla każdej z bohaterek rozmów Doroty jest ono czymś innym, ale łączy je wspólny mianownik. To otwarcie na siebie, swoją prawdziwą naturę, świadome zasłuchanie się w wewnętrzny szept, który wie najlepiej, co da nam szczęście. 

"To kim jesteśmy, zależy wyłącznie od nas, i to jest ciężka robota, żeby być tym, kim chcesz. Zawsze możesz zrzucić winę na rodziców, że coś ci nie wyszło, że ci dali za mało albo nie to, co trzeba. Ale naprawdę trudne jest świadome odrzucenie tego, co cię uwiera, lub wypracowanie tego, czego ci brakuje. Grzebanie w dzieciństwie i w przeszłości jest potrzebne. Ale do czasu. I tak każdy żyje swoim życiem i od niego zależy, co zrobi z tym, co wziął od rodziców."

Jestem pełna podziwu dla odwagi i determinacji autorki. Będąc mamą 2 małych dzieci, goniąc codziennie za tysiącem obowiązków zawodowych i domowych, potrafiła stworzyć przestrzeń do realizacji swojego planu. A plan był znakomity i nawet nie chcę myśleć, jak wiele straciłabym, gdyby ta książka nie powstała. Swoje bohaterki Dorota wybrała starannie, wiedząc doskonale, że każda z nich jest kopalnią wiedzy, inspiracji i motywacji. Wykazując się wysoką wrażliwością i zmysłem obserwacji dobrała celnie pytania wydobywając ze swych rozmówczyń więcej, niż przypuszczały, że są w stanie opowiedzieć. Każdy z wywiadów podsumowany jest przemyśleniami autorki. Jej trafne spostrzeżenia spisane lekkim, swobodnym stylem i bezpośrednim językiem sprawiają, że nie sposób odłożyć książkę w pół słowa.

"Czy smutek się leczy? Jeżeli znajdziesz sens, to rozprasza się smutek. Pytanie o sens jest spoiwem życia. Nie chodzi o to, by sens odnajdywać, tylko żeby go tworzyć".

"Wszystko mam w sobie" to po części książka filozoficzna, bohaterki wywiadów opowiadają o odnajdywaniu sensu w zarówno w pięknych chwilach życia, jak i w tych trudnych. O byciu spełnioną matką, żoną, kobietą. O byciu sobą. Szczęśliwą. To także pewnego rodzaju poradnik, z którego można czerpać wiedzę niezależnie do tego, na jakim etapie życia jesteśmy i ile mamy lat. To przede wszystkim opowieść autobiograficzna, w której mamy niecodzienną możliwość obserwować, jak pod wpływem kolejnych spotkań zmienia się sama autorka. Widzimy jak dojrzewa, jak rośnie w siłę, jak z coraz większą świadomością odrzuca łuski przysłaniające prawdziwy obraz jej samej. Jestem wdzięczna za to podzielenie się z czytelnikiem tak osobistymi przeżyciami, tak intymną transformacją. 

"Wszystko mam w sobie" to obowiązkowa lektura dla każdej kobiety. Przeczytaj, czerp, delektuj się i podaj dalej. Książka do nabycia na stronie autorki. Zachęcam także do polubienia profilu Wszystko mam w sobie na Facebooku. Polecam z całego serca, ArtMagda. 

czwartek, 30 czerwca 2016

Recenzja "Przeznaczeni" Katarzyna Grochola, Wyd. Literackie i konkurs!

Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z pisarzem, który znika na kilka lat? Z pewnością pracuje nad kolejną powieścią, może próbuje sił w nowych gatunkach literackich, może chce zaskoczyć czytelnika nowatorską formą, czy wnikliwą analizą rysu psychologicznego swoich bohaterów. Jakie zmiany muszą w nim zajść, jak dalece musi wycofać się z życia publicznego, zatracić w głąb siebie, by powrócić z nową, tak znakomitą prozą, że trudno w niej odnaleźć dawnego pisarza? 


Grochola, Przeznaczeni, recenzja, ArtMagda
Katarzyna Grochola pisze od 20 lat. Nigdy nie krytykowałam jej wcześniejszych powieści, choć nie ukrywam, że nie należałam do grona fanów. Uważam jednak, że dopóki literatura znajduje odbiorców, to warto ją tworzyć. I właśnie teraz, po 20 latach twórczości pisarskiej, Grochola daje nam powieść, która karze mi inaczej spojrzeć na autorkę. Porównując jej pierwsze książki z najnowszą "Przeznaczeni" widać wyraźnie jak długą drogę musiała przejść, jak wiele zmian musiało zajść, tak w świecie w którym żyje, jak i w niej samej, jak bardzo dojrzała, wyklarowała swój styl i dopracowała warsztat. Jeżeli za napisaniem znakomitej, jednej książki, ma stać dziesięć średnich, to jest to cena jaką warto ponieść. 

Nad najnowszą powieścią "Przeznaczeni" Grochola pracowała 4 lata i jak sama stwierdziła, dopiero po jej napisaniu poczuła się prawdziwą pisarką. A ja nie mam co do tego wątpliwości. Książka jest tak misternie skonstruowana, tak dopracowana, że niemal fizycznie można odczuć trud pracy, jaka została w nią włożona. Pisanie to przecież nie bułka z masłem, to ciężka, precyzyjna dłubanina, niezliczone ilości korekt, przekreśleń, poprawień. To czasochłonny research umożliwiający oddanie danego zagadnienia jak najbardziej wiarygodnie. To walka z własnymi demonami, wątpliwościami, zniechęceniem. Dobra proza nie pisze się sama, bez wysiłku, bez poświęceń. Dobra proza wymaga czasu. Jest dialogiem z czytelnikiem, ale przede wszystkim dialogiem z sobą samym, obnażaniem się. I taka jest bez wątpienia najnowsza książka Katarzyny Grocholi "Przeznaczeni", która ukazała się w maju nakładem Wydawnictwa Literackiego

Jest to powieść wielowątkowa, autorka sukcesywnie odsłania kolejne puzzle historii Gabrieli i Mateusza, Kuby i Jerrego oraz Aleksandry. Poszczególne fragmenty są stosunkowo krótkie, co pozwala szybko przejść z jednego wątku w drugi. Akcja rozgrywa się między subtelnymi, plastycznymi opisani a wartkimi dialogami. Trzy kompletnie różne historie stanowić by mogły materiał na trzy oddzielne książki. I byłyby to dobre książki z nieszablonowymi bohaterami. Ale dopiero połączenie ich w jedną, spójność całość przenosi prozę Grocholi na wyższy poziom.

Autorka wnikliwym okiem obserwuje zachowania ludzi, ich reakcje w skrajnych sytuacjach, ich walkę z własnymi słabościami. Niezwykle wiarygodnie opowiada o piekle uzależnienia od alkoholu i gier hazardowych. Chwilami miałam wrażenie, jakbym stała za jej plecami, wychylała się lekko i niemal mogła dotknąć stołu do ruletki, czy pokera, nad którymi pochyla się wraz ze swoim bohaterem. Grochola pisze tak, jakby stała na środku kasyna, z pierwszej ręki relacjonowała bieg zdarzeń. Nic tu nie jest wydumaną fikcją literacką. Jest twarda rzeczywistość, prawdziwi ludzi ze swoimi ułomnościami i realne emocje. Pisać tak, by czytelnik zatracił się w opowiadanym świecie i nie miał co do niego żadnych wątpliwości, to wilka sztuka. Grochola ją opanowała.

Jestem oczarowana precyzyjnym językiem, chwilami poetyckim, chwilami zimnym chirurgicznym, ale zawsze tak sugestywnym, tak dobitnym, że można odnieść wrażenie, że każde słowo zostało przemyślane 100 razy, zanim zostało napisane. Jakby autorka z każdym swoim zdaniem odbywała walkę o jego przetrwanie w książce. Wiele tu perełek, jak opis rzezi Ormian widziany oczami dziecka, czy opis rozdzierającej pustki po śmierci matki Aleksandry, jak w końcu opis przedmiotów, które zdają się też odczuwać samotność. 

Książka zmusza do refleksji nad naturą ludzkiego życia, nad tym czy rządzi nami przypadek, czy przeznaczenie. Czy życiowe wybory podyktowane są świadomą intencją, czy ślepym losem? To jeden z tych tytułów, o którym podczas długich, letnich wieczorów dyskutuje się z przyjaciółmi. To książka do której się wraca, zarówno myślami, jak i dosłownie, ponawiając lekturę i odkrywając za każdym razem coś nowego.

Jestem pod ogromnym wrażeniem przemiany autorki, odwagi w pisaniu, bycia bezkompromisowym, a jednocześnie tak wrażliwym i kruchym. Warto było czekać na jej powrót. Szczerze polecam, ArtMagda. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
_________________________________________________________________________


konkurs, Grochola, ArtMagda, Przeznaczeni
Dla czytelników bloga mam niespodziankę - najnowszą książkę Katarzyny Grocholi "Przeznaczeni"! Ponieważ mam 2 egzemplarze tej powieści, to postanowiłam jednym podzielić się z wami :) Zapraszam na konkurs! 
  
Zasady konkursu:
- wystarczy tylko w komentarzu pod tym postem lub pod postem na Fanpagu odpowiedzieć na pytanie konkursowe: Czy wierzysz w przeznaczenie? 
- konkurs trwa od 30 czerwca do 4 lipca 2016,
- spośród wszystkich odpowiedzi (na blogu i na Fanapgu) wybiorę jedną najciekawszą, a jej autor otrzyma ode mnie książkę "Przeznaczeni",
- nagrodę konkursową sponsoruje Wydawnictwo Literackie,
- zachęcam także do polubienia mojego Fanpage ArtMagda, choć nie jest to wymagane do udziału w konkursie. Po prostu będzie mi miło gościć was tam :)

Pozdrawiam wakacyjnie z upalnych okolic Opola, ArtMagda. 

czwartek, 23 czerwca 2016

Recenzja "Pożądanie mieszka w szafie" Piotr Adamczyk, Dobra Literatura

Rzadko trafiam na książkę, którą mogłabym śmiało polecić zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Pisarz świadomy do jakiego czytelnika się zwraca konsekwentnie kształtuje swoją opowieść, tak by przyciągnąć uwagę konkretnej płci. Czego innego przecież szukają w literaturze kobiety, inaczej do nich się pisze rozgrywając napięcie pomiędzy plastycznymi opisami a  dynamiczną akcją. I nie chodzi tu o generalizowanie, że kryminały i science-fiction czytają tylko mężczyźni, a romanse obyczajowe tylko kobiety. Mam na myśli raczej emocje, które wywołuje w nas lektura, przemyślenia do których zmusza i historię, która przyciągnie uwagę męskiej lub żeńskiej części czytelników. 

Piotr Adamczyk, Pożądanie mieszka w szafie, recenzja, ArtMagda
Tym bardziej więc na uwagę zasługuje książka Piotra Adamczyka "Pożądanie mieszka w szafie", która ma tę niecodzienną zaletę, że łączy zarówno elementy charakterystyczne dla męskiej, jak i kobiecej prozy. Autor płynnie przechodzi z subtelnych opisów uczuć, które targają głównym bohaterem, w opisy scen erotycznych niezwykle oddziałujących na wyobraźnię. Piękny, wręcz poetycki język w połączeniu ze sporą dawką ironii i humorem sytuacyjnym to niebywale trudny zabieg literacki, ale poprawnie zastosowany sprawia, że lektura książki staje się czystą przyjemnością. 

Powieść naszpikowana jest błyskotliwą grą słów, celnymi porównaniami i dość cierpkimi spostrzeżeniami o ludzkich zachowaniach, niskich motywacjach oraz emocjach, jakie nami rządzą. I choć podczas lektury uśmiechałam się często, zarówno do głównego bohatera, jak i do jego sarkastycznych komentarzy, to jednak książka zmusza do smutnej refleksji. Autor wyraźnie rozczarowany pogonią za zyskiem i tanią sensacją, trafnie wypunktowuje liczne słabości współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego. 

"Kiedyś w sklepach sprzedawali wyroby czekoladopodobne, ale przynajmniej życie było prawdziwe. Teraz prawdziwa jest czekolada, ale życie coraz mniej."

Już na pierwszej stronie czytamy zastrzeżenie, że opisywane zdarzenia są fikcją literacką, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to tylko forma asekuracji, swoją drogą bardzo sprytna i intrygująca. Główny bohater powieści nazywa się tak samo jak jej autor, mieszka we Wrocławiu i pracuje w gazecie, która rzeczywiście istnieje. W tle fabuły rozgrywają się realne wydarzenia polityczne, które doskonale pamiętamy. Pojawia się także wątek o znanym, polskim aktorze o tym samym imieniu i nazwisku. Jednak nurtujące pytanie, czy opisana historia wydarzyła się naprawdę, pozostaje bez odpowiedzi. 

"Samotność nie jest naturalnym stanem; wszystko wokół występuje w parach – poduszki w sypialni, palniki w kuchence, a nawet baterie w latarce. Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie."

"Pożądanie mieszka w szafie" to słodko-gorzka opowieść o samotności, tęsknocie za bliskością, zarówno fizyczną, jak i mentalną. Opowieść o 40-letnim mężczyźnie który widzi, słyszy i czuje znacznie więcej, niż przeciętny człowiek. Jego duża wrażliwość i baczna obserwacja otoczenia wzmaga poczucie wyalienowania. Niezrozumiany, niekochany, dojmująco samotny desperacko poszukuje ducha miłości z młodzieńczych latach. 

"Proszę się wziąć w garść powie mi pan psycholog, a ja mu odpowiem, że ze swoimi smutkami się już w garści nie mieszczę; mam do schowania pustkę po dziewczynie, brak dotyku jej rąk na moim ciele, a w zamian smutek szczoteczki do zębów, którą zostawiła, jakby miała przed wieczorem wrócić, a niezakręcona pasta do zębów jest już całkiem sucha. Mam w sobie tyle tęsknoty, że garść jest za mała."

Niby z przymrużeniem oka, ale jednak jest to bolesna i zaburzająca strefę komfortu czytelnika lekcja o ludzkiej naturze i absurdalności współczesnego świata. Znakomita proza, szczerze polecam, ArtMagda.

Wydawnictwo - Dobra Literatura
Autor - Piotr Adamczyk, reporter, felietonista i redaktor. 
Wydanie II 


wtorek, 7 czerwca 2016

Recenzja "Podróż w stronę czerwieni" Sylwia Zientek, Muza

Znakomita. Po prostu znakomita. Jestem w proszku, zdruzgotana. Autora wyciągnęłam wszystko to, co skrzętnie latami zamiatałam pod dywan. Siadam do książki z nastawieniem przyjemnej, niezobowiązującej lektury i już na wstępie dostaję obuchem w łeb. Łup! Nie będzie lekko. Łup! Muszę łapać oddech, bo czuję że kolejne słowa coraz mocniej zaciskają mi gardło. Łup! Przerywam lekturę, przeczytane zdania wciskają się do mojej świadomości i uwierają, wiercą się szukając dogodnego miejsca i w końcu zostają. Wstaję, muszę się przejść, przewietrzyć głowę. Po spacerze z psem wracam do książki z nastawieniem, że nie dam się tak prowokować, że zachowam dystans. Ale z każdą następną stroną wcale nie jest lepiej. Wciąż zatrzymuję się w lekturze, rozmyślam, analizuję. Nie to żeby książkę źle się czytało, przeciwnie! Można ją pochłonąć błyskawicznie, ale to jak rzucenie się na bandżi, czy skok na głęboką wodę. A ja nie umiem pływać. 

Autorka zmusza mnie, choć naprawdę nie mam na to najmniejszej ochoty, żeby przemyśleć swoje "tu i teraz". I choć w pierwszej chwili złoszczę się na nią za tę inwigilację mojej osoby, to z czasem, gdy już ochłonęłam po lekturze, jestem wdzięczna. Tego była mi trzeba, zimnego prysznica i świeżego spojrzenia. Poukładania siebie w nowym świetle, choć przecież z tych samych elementów. Teoretycznie nic się nie zmieniło, dom, praca, dzieci, codzienny kierat jakich tysiące, ale czuję że wszystko jest inaczej. 

W stronę czerwieni, Sylwia Zientek, ArtMagda, recenzja, książka
"Podróż w stronę czerwieni" to najnowsze powieść Sylwii Zientek wydana przez Wydawnictwo Muza. Pisarka w sposób niezwykle oryginalny zbudowała historię swojej bohaterki wokół realnej postaci, polskie poetki minionego stulecia Marii Komornickiej. Jestem pełna podziwu dla pracy jaką musiała wykonać, by zebrać tak obszerną wiedzę o poetce. Mamy więc 40-letnią Ewę i jej dwie przyjaciółki, z którymi wyrusza w podróż po Europie śladami poetki. I mamy Marię, kontrowersyjną artystkę o intrygującej biografii i niebanalnej osobowości. 

Jest to powieść drogi, bohaterowie są nieustannie w ruchu, fabuła trzyma wysokie tempo. Autorka płynnie przenosi nas z jednego miejsca w następne. Podróż to także odmienny stan umysłu, nie tylko geograficzna zmiana położenia. I w tym odmienionym stanie Eva daje sobie w końcu przyzwolenie na prawdziwą siebie. Czerwień szminki symbolizuje siłę kobiecego seksapilu, odwagę, pewność i wiarę w siebie. Symboliczna jest również przemiana poetki z kobiety w mężczyznę. Jest to powieść wielowymiarowa, którą można interpretować na kilku płaszczyznach. 

Najbardziej uderzyła mnie krytyka współczesnego stylu życia bazującego na wszechobecnych social mediach. Pisarka trafnie obnaża uzależnienie od portali społecznościowych, w których tak chętnie kreujemy jakąś wersję siebie. Każdy przecież lubi się chwalić, a gdy tylko znajduje posłuch, to zaślepiony nie zauważa, jak coraz ciaśniej zapętla się smycz uzależnienia. Smarfony towarzyszą nam wszędzie, są przedłużenie ręki, choć trafniej byłoby napisać - przedłużeniem ego. Jesteśmy on-line 24h, niczym embriony podłączone do życiodajnej matki-internetu.

"Social media to narcystyczne platformy autokreacji" s.213.

Mam wiele przemyśleń po tej książce, choć nie sposób zebrać je wszystkie. Jeszcze tkwię w lekkim oszołomieniu, jeszcze buzują we mnie przeczytane słowa, choć czuję, jak z każdym dniem dojrzewają, wyostrzają rysy. Powieść Sylwii Zientek to błyskotliwa, poruszająca, znakomita proza. Polecam gorąco! ArtMagda.

Matras, ArtMagda, recenzja, książka

Bezpłatny egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od księgarni Matras. 

piątek, 3 czerwca 2016

Recenzja "Większy kawałek nieba" Krystyna Mirek, Znak

Lubię powieści obyczajowe, za ich lekkość przekazu i trafność spostrzeżeń. Dobra literatura popularna nie powinna kreować postaci powierzchownych i fabuły banalnej, przewidywalnej. Przeciwnie. Powinna odrysować wyrazistych bohaterów, realnych w swoich emocjach i zachowaniach, z którymi bez trudu czytelnik mógłby się identyfikować.

Niestety często można się rozczarować, dlatego wielu z was nie sięga po literaturę kobiecą obawiając się typowego, płytkiego romansu. Również i ja ze sporym dystansem podchodzę do nowości, które choć w małym stopniu wpisują się w ten gatunek. Rynek wydawniczy zasypuje nas niezliczonymi tytułami, na które nie warto nawet spojrzeć. Niezmiennie od lat sądzę, że lepiej poświęcić godzinę bliskim i nie przeczytać nic, niż czytać złe książki. Jeżeli więc sięgasz po lekturę, to niech to będzie twój świadomy wybór, twoja inwestycja w rozwój osobisty, a nie marnowanie czasu na miałkie teksty.

ArtMagda recenzje książek, subiektywnie
Skąd taki wstęp mojej dzisiejszej recenzji? W pierwszej chwili, gdy przeczytałam zapowiedź wydawnictwa i zobaczyłam okładkę książki Krystyny Mirem "Większy kawałek nieba" zawahałam się, czy warto. Nieufnie spoglądam na ckliwe okładki, zwłaszcza gdy dotyczą współczesnej, polskiej literatury popularnej. Na szczęście powieść Krystyny Mirek okazała się wartościową lekturą, a autorka czujnym, wrażliwym obserwatorem sprzecznych uczuć, jakie nami rządzą. Wiele tu trafnych spostrzeżeń, celnych komentarzy podsumowujących zachowania bohaterów. Głos autorki nie jest jednak nachalny, nie wypycha się na powierzchnię, by brylować złotymi myślami.  Pisarka pozostawia czytelnikowi szerokie pole do samodzielnej analizy, subtelnie tylko ukierunkowuje jego myśli. To niecodzienne, by powieść obyczajowa niosła tak duży ładunek emocjonalny, by poruszała tak wrażliwe struny i zmuszała do refleksji. Dodatkowym plusem jest fakt, że choć fabuła porusza trudne tematy, jak dzieciństwo bohaterki w domu z ojcem alkoholikiem, śmierć matki, czy samotność w dorosłym życiu, to całość ma bardzo pozytywny wydźwięk. Śmiało mogę napisać, że to powieść pokrzepiająca, jak mocna dłoń przyjaciela poklepująca cię po ramieniu. 

Akcja rozgrywa się w dialogach, co pozwala na szybką lekturę. Są one spójne, dynamiczne i naturalne, bez sztucznego zadęcia, a bohaterowie używają słów, jakie faktycznie wymawia się w luźnych konwersacjach. To ważne, bo niestety wielu pisarzy najeża swoje książki słownictwem zbyt górnolotnym, jakby to potoczne nie było wystarczające, jakby nie było dość dobre. Przynosi to jednak odwrotny efekt, książka staje się jak wydmuszka - w pierwszej chwili oczarowuje zewnętrznym pięknem, a po chwili rozczarowuje pustym wnętrzem.


Powieść Krystyny Mirek jest wielowątkowa. Historie bohaterów przeplatają się płynnie, a oni sami z każdą stroną pozwalają nam poznać się lepiej. Są przy tym bardzo wiarygodni i budzą sympatię, śmiało można się z nimi identyfikować, co jest dużą wartość samą w sobie. Czytamy przecież po to, by nie czuć się samotni, by odnajdywać podobnych nam ludzi, podobne przeżycia i przemyślenia. Świadomość, że jest na świecie ktoś, kto myśli, czuje, patrzy tak samo jak ja - jest budująca. Nie bez powodu naszymi ulubionymi książkami stają się te, z których bohaterami możemy się utożsamić.


Wydawca zapowiada ciąg dalszy historii Igi i Wiktora. Najlepszą rekomendacją książki i podsumowaniem tej subiektywnej recenzji niech będzie więc moja deklaracja, że z ogromną przyjemność sięgnę po drugi tom "Większy kawałek nieba". Polecam, ArtMagda.


Egzemplarz książki otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak.
 

środa, 25 maja 2016

Recenzja "#me" Joanna Fabicka, Ya!

Bycie nastolatkiem to trudny etap w życiu każdego młodego człowieka. Nikt cię nie rozumie, za to każdy drażni i denerwuje. Budując swój światopogląd potrzebujesz wsparcia najbliższych, dobrych wzorców i autorytetów godnych naśladowania. Świetnie, gdy rodzina daje poczucie bezpieczeństwa, gdy swoją postawą potwierdza bezgraniczną i przede wszystkim bezwarunkową miłość. Dobrze, gdy rodzice są wyrozumiali na potknięcia nastoletnich dzieci, gdy potrafią pozytywnie motywować, poklepać po ramieniu i powiedzieć "dasz radę, nie poddawaj się, jestem z tobą". Ale co, gdy role się odwracają?

recenzja książki, Fabicka Joanna, #me, Ya! ArtMagda
Powieść Joanny Fabickiej "#me" opowiada o tym, co się dzieje, gdy nastoletnia córka przejmuje odpowiedzialność za życie uzależnionej od alkoholu matki. Sara nigdy nie wie, co przyniesie jutro, niestabilna emocjonalnie matka serwuje jej prawdziwy rollercoaster skrajnych uczuć, agresji werbalnej, poniżania i wpędzania w poczucie winy. Książka bez ogródek odsłania kulisy współuzależnienia i dojmująco smutny obraz nastolatki, która przytłoczona toksyczną relacją z matką postanawia zawalczyć o siebie. Autorka pokazuje jak destrukcyjny wpływ na młodego człowieka ma alkoholizm rodzica, a przy tym nie nazywa opisywanych zaburzeń wprost, nie podaje gotowych definicji, formułek i recept na wyjście z nałogu, co bardzo sobie cenię. Pozwala czytelnikowi samemu wyciągać wnioski, prowokuje do przemyśleń i daje pole do samodzielnej analizy przedstawionego problemu. To bardzo dobra, mądra, wartościowa proza. 

Natężenie trudnych, wręcz dramatycznych przeżyć bohaterki oddziałuje na wyobraźnię zarówno nastoletniego, jak i dorosłego czytelnika. Zanim zaczęłam czytać książkę, obawiałam się nieco, że będzie to typowa powieść młodzieżowa, zbuntowane nastolatki, wyolbrzymione problemy i niezrozumiały język. Nic jednak bardziej mylnego! Powieść Fabickiej stanowi znakomite źródło wiedzy o współuzależnieniu, o przemocy psychicznej, o negatywnym, wyniszczającym wpływie osób, które choć teoretycznie powinny nas budować, to w praktyce depczą nasze poczucie własnej wartości i mają zgubny wpływ na naszą samoocenę. Autorka umiejętnie wykorzystała zależność matka-córka, by ukazać istotę problemu. Ten sam schemat można śmiało odnieść do innych relacji między ludźmi. 

Powieść napisana jest bardzo dobrym językiem. Chwilami aż obezwładnia sugestywnymi opisami i dobitnymi dialogami, budzi wewnętrzny sprzeciw, trudno zrozumieć skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie matki Sary. Wartka akcja szybko wciąga i trzyma za gardło do ostatniej strony. Zakończenie powieści jest otwarte, co powoduje lekki niedosyt, choć jednocześnie przynosi pokrzepienie. 

Zaskakująco dobra książka, bardzo polecam, ArtMagda. Za otrzymany egzemplarz do zrecenzowania dziękuję Wydawnictwu Ya! 

poniedziałek, 9 maja 2016

Recenzja przedpremierowa "Master" Olgierd Świerzewski, Muza

Dziś mam dla was przedpremierową recenzję książki Olgierda Świerzewskiego "Master", której oficjalna premiera już niebawem, czyli 18 maja. Nie czytałam pierwszej jego powieści, ale z opinii znalezionych w internecie wynika, że została bardzo pozytywnie przyjęta przez czytelników. Tym bardziej więc zaciekawiona zdecydowałam się na lekturę "Mastera" Wydawnictwa Muza

recenzja "Master" ArtMagda
Nie potrafię streścić fabuły, bo ta jest mocno rozbudowana i wielowątkowa. W bardzo krótkim zarysie napiszę jedynie, że główny bohater Aleks Rymer jest wyrachowanym, bezwzględnym i pewny siebie finansistą w wielkiej korporacji międzynarodowej. Posiada ponad przeciętnie rozbudowany zmysł obserwacji, analizy i przewidywania, dzięki czemu udaje mu się skutecznie manipulować ludźmi. Każdego traktuje przedmiotowo, każdy jest tylko narzędziem, które po odpowiedniej obróbce może mu ułatwić osiągnięcie celu. A to że każdego można przerobić według swojej potrzeby nie ulega wątpliwości. Nie ma tu miejsca na skrupuły, empatię, uczciwe zasady gry. Aleks gotów jest na każde najbardziej niegodziwe zagranie, im bardziej nieuczciwe, tym nawet lepiej. Ryzyko i przerażenie w oczach przeciwników napędzają jego obsesyjną wolę posiadania władzy. Gardzi ludźmi, nikogo nie szanuje. Budzi skrajne emocje zarówno swoich pracowników, jak i czytelnika. Z jednej strony nie da się lubić tak zimnego, bezdusznego człowieka, z drugiej jednak nie sposób oderwać od niego wzroku, tak silnie uzależnia i fascynuje. Autor brawurowo odrysował postać głównego bohatera przedstawiając wiele płaszczyzn jego motywacji i tym samym dając nam precyzyjny portret psychologiczny mężczyzny, którego nigdy nie chcielibyśmy spotkać na naszej drodze. 

Kluczowym słowem książki jest gra. Gra o władzę, pieniądze, okrutna rozgrywka finansistów na najwyższym szczeblu władzy. Gra o podziw, szacunek i uległość podwładnych. Sprawdzanie jak daleko mogą się posunąć, by przypodobać się szefowi i nie wypaść z wyścigu szczurów. Gra w której wygra tylko ten, kto potrafi przewidzieć ruch przeciwnika o kilka kroków do przodu. Gra na ludzkich słabościach, emocjach. Gra w której każdy nosi maskę, udaje przed innymi równie biegle jak przed samym sobą, że jest kimś lepszym, silniejszym. Gra sprzeczności, w której w ostatecznym starciu, w finalnych zdaniach książki dowiadujemy się, że siła Aleksa wynika z jego największej słabości. 

Podoba mi się język i styl książki. Autor używa ciekawych porównań, zaskakujących chwilami, ale bardzo trafnych. Cała konstrukcja tekstu opiera się na dynamicznych dialogach, co pozwala ponad 500 stron książki przeczytać zaskakująco szybko. W treść wplecione są realne tytuły książek, filmów, nazwiska malarzy i fotografów, co sprawia, że fabuła nabiera rzeczywistego wymiaru. Zaskoczyło mnie także biorąc pod uwagę, że autorem powieści jest mężczyzna, z jaką precyzją podane są szczegóły dotyczące kobiet, jak nazwy markowych butów, perfum, czy torebek. Niby drobiazg, ale świadczący o tym, że pisarz przygotował się skrupulatnie do swojej pracy. 

Czytając "Mastera" miałam skojarzenia z "Wilkiem z Wall Street" pewnie ze względu na zbliżoną tematykę, intensywność seksualnych przeżyć bohaterów i bezwzględną walkę o pieniądze. Książkę polecam, ArtMagda.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Muza.

piątek, 6 maja 2016

Recenzja "Sekret zegarmistrza" Renata Kosin, Znak

Gdy zerknęłam na okładkę najnowszej książki Renaty Kosin w pierwszej chwili pomyślałam, że czeka mnie babskie czytadło. Pewnie będzie ckliwie i banalnie, skwitowałam. Nic jednak bardziej mylnego! Kolejny raz sprawdza się formuła - nie oceniaj książki po okładce. Najnowsza powieść Renaty Kosin "Sekret zegarmistrza" okazała się znakomitą lekturą.

recenzja książki, ArtMagda
Już od pierwszych stron autorka zaskakuje plastycznymi opisami, które jednak nie przytłaczają treści, a stanowią jej subtelne dopełnienie. Rytmiczne dialogi nadają powieści tempa niczym precyzyjne trybiki w zegarku. Język jest płynny, poprawny i przyjemny w odbiorze. Fabuła wciąga i intryguje, jak dobra powieść detektywistyczna. Kolejne wątki przeplatają się bardzo zgrabnie tworząc coraz wyraźniejszy obraz całości. Lubię ten stan, gdy nie sposób odłożyć książkę, gdy kolejne strony przelewają się przez palce i nagle zaskoczona czytam ostatnie zdanie powieści. Jeżeli i ty lubisz takie uzależnienie od czytanie, to jest to zdecydowanie książka dla ciebie!

Główna bohaterka Lena mieszka w starym dworku dziadków, z którymi w dzieciństwie była bardzo mocno związana emocjonalnie. W życiu dorosłym przykłada nadmierną wagę do pamiątek przeszłości. Idealizuje dziadków, nieustannie rozpamiętuje minione dni. Pielęgnując w sobie sielankowy obraz dawnych czasów nie do końca zgodny z rzeczywistością, odcina się od życia teraźniejszego i nie dostrzega problemów w relacji z mężem i dorosłą już córką. Początkowo niechętna, by przeprowadzić konieczny remont dworku, w końcu decyduje się na rozbiórkę starego pieca kaflowego, w którym nieoczekiwanie znajduje mundur żołnierza rosyjskiego oraz nadpalony pamiętnik. Tajemnicze przedmioty rozbudzają ciekawość zarówno głównej bohaterki, jak i czytelnika. Lena rozpoczyna śledztwo, snuje w głowie liczne wersje zdarzeń i z przerażeniem odkrywa, że znaleziska z pieca kryją mroczny sekret jej rodziny. Ciekawość bierze jednak górę nad strachem. Zaintrygowana nieznaną historią przodków decyduje się na wyjazd do Francji, dokąd prowadzą kolejne poszlaki. W podróży towarzyszy jej córka Ksenia. Wspólne zaangażowanie oraz dramatyczne przeżycia zbliżają kobiety. Ku ich zaskoczeniu dawna tajemnica rodzinna pomaga odbudować nadszarpnięte więzi. 

Podróż jest tu wielowymiarowa: to dosłowna wyprawa na Lazurowe Wybrzeże, to ściganie przeszłości i przede wszystkim poszukiwanie własnej tożsamości, swojego miejsca na ziemi. "Sekret zegarmistrza" jest ciepłą, klimatyczną opowieścią, w której każdy przedmiot ma duszę a bohaterowie szukając duchów przeszłości odnajdują tak naprawdę siebie. Bardzo polecam, ArtMagda.

Książkę otrzymałam do zrecenzowania od Wydawnictwa Znak. Klik w foto okładki, by przejść do strony z recenzją wydawcy. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Recenzja "Ona wraca na dobre" Grażyna Jagielska, Znak

Coraz częściej mam wrażenie, że jak publikuje książkę ktoś znany, ale jednocześnie nie będący pisarzem, to wydawnictwo nie fatyguje się o poprawną korektę i redakcję tekstu. Jakby fakt, że treść sygnowana jest znanym nazwiskiem był wystarczający, a przecież nie jest. Nie każdy celebryta ma zdolności pisarskie. Ba! Zdecydowana większość nie ma i to praca redaktora właśnie, by mu pomóc ubrać w słowa nieuczesane myśli. 

recenzja książki, ArtMagda
Kolejna lektura tylko utwierdza mnie w tym przypuszczeniu. Książka Grażyny Jagielskiej pełna jest błędów, które skutecznie rozpraszały moją uwagę i odciągały od fabuły. Nie chodzi nawet o literówki, czy kończenie zdania przecinkiem zamiast kropką, bo to się zdarza, choć nie powinno, najlepszym wydawnictwom. Chodzi mi natomiast o liczne powtórzenia całych zdań. Na dwóch stronach czytamy: "Schowała dłonie pod stół", "Dłonie ukryła pod stołem" i "Jej dłonie były pod stołem". Męczące, prawda? A wszystko w trzech akapitach następujących po sobie jeden po drugim! Takich przykładów można wiele namnożyć niestety. W efekcie czytając miałam wrażenie, że trzymam w rękach brudnopis autorki. Coś chce mi przekazać, nawet niemal dostrzegam celność spostrzeżeń, ale w ostatniej chwili ulatują one niezdefiniowane poprawnie. Znikają pod ciężarem irytujących pomyłek w tekście.

Niestety sama fabuła również do mnie nie przemówiła. Temat poszukiwania własnej tożsamości jest dobry. Motyw pobytu w szpitalu psychiatrycznym intrygujący. Samotna podróż, dosłowna, geograficzna też bardzo ciekawa, jako sposób na odnalezienie siebie. Ale całość przedstawiona jest zbyt statycznie. Nie porywa, nie porusza. 

Książka w moim odczuciu jest niedopracowana, choć ma potencjał i to chyba najbardziej mnie zasmuciło. 

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak.  Pozdrawiam, ArtMagda.

wtorek, 29 marca 2016

Recenzja "Najgorszy człowiek na świecie" Małgorzata Halber, Znak Literanova

Bardzo mocny debiut Małgorzaty Halber. Osobisty, przejmująco szczery, skutecznie zaburzający cieplutką strefę komfortu czytelnika. Już od pierwszych stron autorka wciąga nas w świat uzależnienia, pokazuje mechanizm choroby, stopniowe, nieodwracalne zatracanie się w odmiennym stanie świadomości. Obnaża wpływ środowiska i rodziny oraz analizuje kolejne etapy terapii. Kreśląc bardzo wiarygodną historię, w dużym stopniu autobiograficzną, opowiada bez ogródek o najmroczniejszych szczegółach alkoholizmu.

recenzja książki, ArtMagda, subiektywnie, Halber
Alkohol jest jednak w moim odczuciu tylko pretekstem do szerszej analizy współczesnego pokolenia. A że autorka jest bardzo dobrym obserwatorem, jak sama o sobie mówi "najchętniej byłaby patrzeniem i słuchaniem", to skutecznie wytyka nam wszystkie wady, serwując wnikliwe spojrzenie na młodego człowieka. W świecie, gdzie rządzą pozory, sztuczny, wręcz karykaturalny obrazek nas samych, agresywna ironia, którą maskujemy własne myśli, sadząc że są ułomne, bo odstają od przyjętych standardów, w świecie permanentnej pustki mentalnej autorka uzmysławia nam, jak łatwo wpaść w błędne koło zakłamania. Bohaterka książki - 30-letnia Krystyna - nie dając sobie przyzwolenia na odczuwanie własnych emocji, nieporadnie i bardzo chaotycznie próbuje zagłuszać je, by nic nie czuć i jednocześnie świadoma pustki w której tkwi, pragnie używkami wyzwolić uczucia właśnie. To cały paradoks nałogu. Alkohol chwilowo tłumi paraliżujący strach i napięcie oraz przynosi pozorną ulgę. Nie da się nim jednak wypełnić dojmującego braku, który wyziera od wewnątrz.

Książka zaskakuje formą, którą przypomina trochę poradnik, a trochę bieżące zapiski z bloga, dzięki czemu mamy niemal perwersyjną możliwość podglądania poczynań bohaterki. Krótkie akapity, krótkie zdania, język bezpośredni i bardzo dosadny. Wszystko to jest w moi odczuciu precyzyjnie przemyślaną formułą. Dzięki takiej konstrukcji książki czytelnik wpada w historię błyskawicznie, uzależnia się od tekstu jak od używki i nie jest w stanie oderwać się od lektury. Chwilami ma się wrażenie, że autorka powtarza niektóre frazy, drepcze w miejscu, ale to także wpasowuje się idealnie w obłędny rytm nałogu. Dodatkowym walorem tekstu są trafne pointy, którymi najeżona jest cała książka. Samo zakończenie natomiast wbija w fotel! Autorka tak nas wodzi za nos, tak sprytnie składa całość, że do ostatniej chwili rośnie w nas przekonanie, że wszystko już wiemy, rozumiemy schemat uzależnienia, sami możemy się niemal auto-diagnozować, wszystko cacy i pięknie, a tu nagle łup! Dostajemy obuchem w głowę i okazuje się, że tak naprawdę nic nie wiemy.

Bardzo, bardzo polecam. Poczynania literackie autorki będę na pewno śledzić. Jestem przekonana, że z takim zmysłem obserwacji i tak wysoką, niecodzienną wrażliwością zaskoczy nas jeszcze nie raz. Warto przeczytać! ArtMagda.

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak

czwartek, 10 grudnia 2015

Recenzja "Zorkownia" Agnieszka Kaluga, Znak


Pierwszy raz książkę Agnieszki przeczytałam rok temu, zaraz przed Świętami, co było chyba najlepszym możliwym czasem na nią. Teraz znów mamy grudzień a ja mam nieodparta potrzebę sięgnięcia po nią ponownie. Taka książka to prawdziwy skarb w domu. Powracasz do niej wiele razy i za każdym znajdujesz nowe smaczki, dostrzegasz niuanse, które umknęły przy pierwszej lekturze i przede wszystkim składasz ponownie rozsypane cząstki samego siebie w całość. Ale nie byle jaką całość. Czytasz i czujesz, że stajesz się uważniejszy, wrażliwszy, bardziej świadomy. To książka, która sprawia, że stajesz się lepszy. I choć tematyka nie jest łatwa, autorka prowadzi zapiski ze swojego wolontariatu w hospicjum, to napawa takim ciepłem, wewnętrznym spokojem i harmonią, że chce się po prostu do niej wracać. 

Agnieszka Kaluga ma niecodzienny dar, a ja mam w sobie ogromną wdzięczność, że postanowiła tym darem podzielić się z nami. Jej opowieści ubogie w słowa niosą tak ogromny ładunek emocjonalny, że chwilami trudno się podnieść pod ich ciężarem. Ale to dobra i bardzo potrzebna lekcja dla współczesnego czytelnika. Zmiażdżony dosadnością słów, dobranych precyzyjniej niż cięcie chirurgicznym ostrzem, musi się zmierzyć ze swoimi lękami i przypomnieć sobie, co w życiu jest najważniejsze. W czasach kultu ciała, piękna zewnętrznego, niekończącego się pędu i gonitwy za dobrami materialnymi, zapominamy o najistotniejszym - o człowieku. A Kaluga widzi tylko jego. 

recenzja książki, ArtMagda, subiektywnie
Nie znajduję słów, by opisać nagromadzone, pęczniejące we mnie emocje po ponownej lekturze tej książki. Każde jedne wydają się banalne i miałkie. "Zorkownia" jest najlepszym prezentem, jaki możemy zrobić samym sobie. Nie tylko na Święta, ale codziennie. Jest jak zrzucenie klapek z oczu i spojrzenie na swoje życie w nowym, prawdziwym świetle. Jest brakującym rozdziałem w instrukcji obsługi życia. 

Napisać, że to wartościowa lektura to za mało. "Zorkownia" jest książką, która powinna moim zdaniem wejść do kanonu lektur szkolnych, by uczyć swoim niecodziennym w formie przekazem o miłości do drugiego człowieka, o kruchości życia i o sensie naszego istnienia. 

Odsyłam Was także na bloga autorki Zorkownia. Hospicyjno myśloodsiewnia - to miejsce, które obowiązkowo trzeba poznać, a jak już zasmakujecie w tej niecodziennej stylistyce, to gwarantuję, że zostaniecie. Warto. 

Polecam z całego serca! ArtMagda. 

Klik w foto okładki, by przejść na stronę z recenzją Wydawnictwa Znak.